czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 6


Nalałem sobie kubek kawy, nie kłopocząc się tym, by zachowywać się cicho, bo wiedziałem, że Harry’ego nie ma w mieszkaniu. Jak zawsze, obawiał się ze mną zmierzyć.
Nie winiłem go – nie po tym koszmarze, który miał dwie noce temu.
Odtwarzałem tę noc w swojej głowie tysiące razy. Wciąż słyszałem powtarzające się krzyki: „Nie!”, „Weź mnie!”, „Proszę”, „Zostaw go!”, „Weź mnie!”
Przez ostatnie dni próbowałem rozwikłać do kogo mówił i, co ważniejsze, o kimmówił.
Zgadywałem, że chodziło o Jack’a Shane’a – jedyną osobę, na temat której Harry nie chciał rozmawiać odkąd wprowadziłem się do mieszkania. Jednak moim największym pytaniem było, dlaczego? Dlaczego Harry śnił o Jack’u  Shane’ie? Co działo się w jego śnie, że pragnął zająć miejsce Jack’a? Wyglądało to na coś bolesnego i, ku mojemu zaskoczeniu, Harry był gotowy przechodzić przez to zamiast chłopaka. Wyglądało to jak poświęcenie. Zawsze wydawało mi się, że Harry nie robił niczego dla innych.
Jednak dwie noce temu śnił mu się koszmar i wypłakiwał się w moje ramię.
Wszystko więc stawało się możliwe, jeśli w grę wchodził Harry Styles. Przypomniałem sobie artykuł, który czytałem będąc u mamy w domu. Śmierć Jack’a Shane’a była jedną, wielką tajemnicą o której wiedział tylko Harry.
Moja głowa poderwała się do góry, gdy usłyszałem trzask naciskanej klamki, zapowiadającej wejście Harry’ego. Przełknąłem wielką gulę w gardle, gdy chłopak w końcu wszedł do pomieszczenia, odmawiając zarejestrowania mojej obecności. Rzucił skórzaną kurtkę na poręcz, a następnie wpadł do swojej sypialni. Jeśli coś w tym było, nie byłem pewny czy chciałem wiedzieć, co.
 Do tej pory próby nie były ciężkie – głównie polegały na siedzeniu i wspólnym śpiewaniu w piątkę w celu zharmonizowania naszych głosów.
W końcu zadzwonił Simon i zaproponował nam, abyśmy przećwiczyli choreografię.
To było coś, na co się nie pisałem. To znaczy, wiedziałem, że jest to część pracy, więc nie próbowałem się nawet przed tym bronić. Każdego wieczoru cierpiałem i przeklinałem się, że nie chodziłem częściej na siłownię.
Na moich ramionach, oprócz prób tanecznych i lekcji wokalnych, spoczywał również ciężar znalezienia większej ilości informacji o Jack’u i przyczynie jego śmierci.
Powiedzmy, że ten tydzień nie był jednym z moich najlepszych.
Dotarłem właśnie do studia, panicznie obawiając się tego, co mnie czekało. Wszedłem do niego wolnym krokiem, poprawiając torbę na moim ramieniu, kiedy usłyszałem śmiech dochodzący z tego pomieszczenia. Zatrzymałem się i zamknąłem cicho drzwi, upewniając się, że nikt mnie nie usłyszy. Spojrzałem przez okno w drzwiach i uśmiechnąłem się na to, co zobaczyłem.
Niall pogrywał na gitarze, a Zayn dla żartu śpiewał coś sprawiając, że Liam i Harry zwijali się na podłodze ze śmiechu.
Z powodu gniewu, strachu i bólu, jakiego ostatnio doświadczałem, zapomniałem jak silna więź łączyła Harry’ego z chłopakami. Czy po śmierci Jack’a stała się ona jeszcze silniejsza? Tego nie wiedziałem, ale wciąż byli przyjaciółmi. Było mi wstyd, że o tym zapomniałem.
Dało mi to nadzieję – Harry był zdolny przyjaźnić się, nawet pomimo przerażających wydarzeń przeszłości. Wciąż był w stanie utrzymać związek z tymi chłopakami.
Więc kto powiedział, że nie mógł go posiadać ze mną?
Wszedłem do pokoju i zauważyłem, że ich śmiech ucichł. Mimo to, wciąż na ich twarzach gościły szerokie uśmiechy. Nawet Harry, który odwrócił się ode mnie i zaczął bawić się swoim telefonem, wciąż się uśmiechał.
- Cześć chłopcy. – Powiedziałem, kładąc na ziemi torbę.
- Hej Lou! – Przywitał się Zayn, wstając i zaplatając ręce wokół moich ramion. Pociągnął mnie do grupy chłopaków otaczających Nialla. – Graliśmy właśnie trochę nowych chwytów. Chcesz się pierwszy rozgrzać?
Wzruszyłem ramionami i skinąłem głową. – Jasne. Macie coś szczególnego, co chcielibyście usłyszeć?
Zayn skinął głową – Właściwie tak. Znasz “It Will Rain”, Bruno Mars’a?
- Kocham tą piosenkę. – Powiedziałem i zorientowałem się, że z moim głosem zlał się inny, powtarzając dokładnie te same słowa. Obróciłem się do Harry’ego, który oderwał wzrok od swojego telefonu. Spojrzał na mnie z chłodem w oczach, jakby fakt, że oboje lubimy tą samą piosenkę, był czymś okropnym, a następnie wywrócił oczyma.
- Co? Przestań się na mnie gapić. Wy wszyscy. To dobra piosenka! – Oznajmił.
Posłałem mu dziwne spojrzenie i Zayn spojrzał na nas obu z tajemniczym uśmiechem czającym się na jego ustach.
- Więc. – Kontynuował Zayn. – Myślę, że to byłaby idealna piosenka dla ciebie na trasę. Wszyscy możemy wykonać jeden cover… Co o tym sądzisz?
Wzruszyłem ramionami – Mogę spróbować. – Zayn klasnął w dłonie, zaś Liam ścisnął moje ramię.
- Będę twoim chórkiem, jeśli chcesz.
- Byłoby super! – Uśmiechnąłem się, po czym obróciłem do Nialla i skinąłem w jego kierunku. – Znasz to? – Zapytałem, wskazując na jego gitarę.
- No jasne. – Uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha.
Wziąłem łyk wody z butelki, którą podali mi chłopcy i spojrzałem na Harry’ego. Chłopak posyłał mi zaskoczone spojrzenie.
Przełknąłem nerwowo ślinę. Słysząc pierwsze akordy, wygrywane przez Niall’a na gitarze,  zacząłem śpiewać:
If you ever leave me baby
Leave some morphine at my door
'Cause it would take a whole lot of medication
To realize what we used to have,
We don't have it anymore.
Spojrzałem na Liama, który skinął do mnie, abym kontynuował. Jego szczerość ukoiła trochę moje nerwy. Kątem oka dostrzegłem Harry’ego, kiwającego głową do rytmu, który wygrywał Niall, więc kontynuowałem:
There's no religion that could save me
No matter how long my knees are on the floor
So keep in mind all the sacrifices I'm makin'
To keep you by my side
And keep you from walkin' out the door.

Cause there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds 
My eyes will do the same, if you walk away
Everyday, it will rain, rain, rain
Słyszałem w tle harmonię Liama, więc wykorzystałem okazję i skierowałem swój wzrok na Zayna, który uśmiechał się szeroko. Bałem się spojrzeć w stronę Harry’ego, ale kiedy to zrobiłem, zobaczyłem, że spogląda na mnie z ciekawością, przygryzając dolna wargę. Przełknąłem nerwowo ślinę i dokończyłem z łatwością resztę piosenki, otrzymując na koniec aplauz od chłopaków.
- Dzięki chłopcy. – Wymamrotałem, czując dumę z tego, że tak dobrze poradziłem sobie z tą piosenką oraz, że spodobało się to chłopakom – nawet Harry’emu, który nie sztyletował mnie spojrzeniem, tylko przygotowywał się do swojej piosenki.
Westchnąłem. To było lepsze niż nic.
- Co zaśpiewasz, Harry? – Zapytał Liam, siadając obok mnie.
Chłopak w kręconych włosach przewrócił oczyma i wstał, przeciskając się obok mnie, gdy w końcu znalazł się przy Niall’u. Położył dłoń na jego ramieniu i podniósł swoje okulary z nosa na czubek głowy.
- „The One That Got Away”, Katy Perry. – Skinąłem z aprobatą głową, jednak reszta zamilkła po tym oświadczeniu. Liam posyłał Harry’emu ostrzegawcze spojrzenie, ale Zayn położył rękę na jego ramieniu, powstrzymując go tym samym przed wypowiedzeniem kolejnych słów. Tym razem to Zayn się odezwał, na którego twarzy widniał sztuczny uśmiech:
- Okej. W porządku, Niall. Jesteś gotowy, Harry?
Harry spojrzał na Liam’a, zwężając swoje oczy, ale skinął głową do Zayna – Yeah.
Niall szarpnął za struny i Harry w końcu zaczął śpiewać:
Summer after high school when we first met
We'd make out in your Mustang to Radiohead
And on my 18th birthday
We got matching tattoos
Used to steal your parents' liquor and climb to the roof
Talk about our future like we had a clue
Never planned that one day
I'd be losing you

But in another life, I would be your girl
We'd keep all our promises, be us against the world
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away
The one that got away
Byłem niesamowicie zaskoczony tym jak poważny stał się głos Harry’ego. Wzruszył mnie również sposób jego śpiewania. Brzmiał jak inna osoba. Nie, onbył inną osobą, kiedy śpiewał. Cały chłód i oschłość, którą posiadał, ginęła, gdy tylko pierwsze dźwięki wydobyły się z jego ust. Poprzez śpiewanie ukazywał wszelkie emocje i uczucia. Śpiewał całą swoją duszą.
Cudownie było móc to zobaczyć.
Jego śpiew działał na mnie w sposób, którego wcześniej nie doświadczyłem. Czułem jakby do mnie mówił – pomimo, że wiedziałem, iż to była ostatnia rzecz, którą chciał przekazać. Dla niego, to było tylko śpiewanie. Ja zaś ujrzałem inną stronę Harry’ego, której nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać.
Wtedy to zobaczyłem – zobaczyłem jaką osobą naprawdę był Harry, albo jaką znów mógłby się stać. Chciałem poznać tę osobę i zobaczyć jak wraca do życia. Wiedziałem, że to możliwe.
Nagle zorientowałem się co mogę zrobić. To mogło być trudne i całkowicie do mnie niepodobne, ale tego warte.
Musiałem się zachowywać jak Harry Styles.
_
- Hej, Harry – Zawołałem w kierunku chłopaka, wpadając na niego. Właśnie z zespołem opuszczaliśmy studio, udając się do naszych mieszkań.
Zignorował mnie i dalej wpakowywał swoje rzeczy do torby, ale mimo to kontynuowałem:
- Brzmiałeś naprawdę świetnie. Byłem… Naprawdę pod wrażeniem. – Wciąż mnie ignorował. Spojrzałem na swoje stopy, chcąc coś powiedzieć, ale obawiałem się reakcji chłopaka.
Mój plan mógł pójść w dwie strony – albo miał się skończyć okropnie źle, sprawiając, że wyjdę na dupka albo tak idealnie, że zaskoczyłoby to cały świat.
Miałem nadzieję na to drugie. Trzymając się tej myśli, zrobiłem to, co musiałem.
- Chcesz, uh… skoczyć później na drinka, czy coś?
Tymi słowami w końcu przykułem uwagę niegrzecznego chłopca. Harry zaśmiał się głośno, odwracając się w moją stronę ze sceptycznym wyrazem twarzy.
- Ty chcesz skoczyć na drinka? – Zapytał, unosząc w rozbawieniu brew.
- Tak? – Odpowiedziałem, idąc za nim, gdy opuszczał studio. Jako, że wychodziliśmy ostatni, przed wyjściem musieliśmy jeszcze zgasić światła.
- W pubie? – Znów się zaśmiał.
Przewróciłem oczyma. – Tak. Przeważnie tam ludzie piją drinki, nie?
Rzucił mi uważne spojrzenie. – Nie wyglądasz na kogoś, kto pije, lalusiu. – Wyszliśmy poza studio, gdzie czekał na nas samochód, którym mieliśmy się udać do mieszkania. Reszta chłopaków wróciła własnymi samochodami.
- Tak, ale może chciałbym zacząć.
Harry skinął głową, następnie wyciągnął papierosa i posłał mi spojrzenie z aprobatą, co odebrałem za bardzo dobry znak.
- Ty stawiasz? – Zapytał, próbując zdobyć przewagę. Gdyby to były darmowe drinki, wtedy by poszedł, ale nie pozwoliłem swojej dumie zniszczyć tego planu.
- Tak, jeśli pojedziesz.
Przechylił rozbawiony głowę i podpalił papierosa, wypuszczając w przeciwnym kierunku dym i posyłając mi wesołe spojrzenie.
- Czy ty mnie… podrywasz, lalusiu?
Minęła chwila zanim dokładnie przeanalizowałem jego słowa. Podrywałem go? Co za głupie pytanie, szczególnie po tym jak powiedział mi, że nie mogę się w nim zakochać. Dlaczego miałbym go podrywać?
Potrząsnąłem przecząco głową. – Nie.
Mruknął i ponownie zaciągnął się papierosem, uśmiechając się delikatnie pod nosem. – Jeśli tak, to w porządku. Wiem, że jestem przystojnym sukinsynem, więc nie obrażę się…
- Wierz mi, nie podrywam cię. – Rzekłem najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać.
Zaśmiał się. – Jesteśmy drażliwi, co?
Wzruszyłem ramionami, na co chłopak skinął głową, rzucając papierosa na podłogę i przydeptując go. – Więc ty stawiasz?
Skinąłem głową i wsadziłem dłonie do kieszeni. Wówczas podjechał nasz samochód.
- Więc idę. – Zatrzymał się na wprost nas i wskoczyliśmy do niego. Uśmiechnąłem się delikatnie do siebie.
Mój plan poszedł w ruch i jak na razie wydawał się działać idealnie.
____________________________________________________________________
Nieźle, jednego dnia dwa rozdziały :D Ktoś tu chyba ma na mnie dobry wpływ :p Pozdrowienia dla tego 'kogoś' :p 

1 komentarz: