środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 4


Na początku podejrzewałem, że mieszkanie z Harrym nie będzie łatwe. Przypuszczałem, że będzie wracał do domu nad ranem, pił, palił, niszczył drogie wazy i stwarzał jeszcze większy bałagan w naszym mieszkaniu. Ale do niczego takiego nie doszło. Może, dlatego, że chłopak wracał do domu nad ranem. Zazwyczaj pijany, kładł się spać na kilkanaście minut, aby potem znów wyjść z domu.  Jak podejrzewałem, nie zachowywał się tak do czasu aż z nim nie mieszkałem.
Nie rozmawiałem z nim. Widzieliśmy się tylko przelotnie. W zasadzie ledwie zauważał moją obecność, gdy byłem w pobliżu. Odpowiadało mi to.
Odkąd się wprowadziłem, odbywałem przerwę zanim miałem poznać resztę chłopaków - wciąż byli na wakacjach, technicznie w trakcie przerwy i mieli wrócić dopiero dwa dni po moim przyjeździe. Myśląc o tym, gdy nikt mi nie przeszkadzał, chwyciłem swój pamiętnik.
Czarny, skórzany pamiętnik podróżował ze mną, gdziekolwiek się udałem. Zawierał najboleśniejsze wspomnienia i zdjęcia, które zgromadziłem przez lata, ale głównie znajdowały się w nim niedokończone teksty piosenek.
Pisanie tekstów było czymś, co przychodziło mi łatwo – uspokajało mnie, kiedy byłem zdenerwowany i przeważnie wtedy wychodziła całkiem dobra piosenka.
Łatwo, więc można było się domyślić ilości piosenek, które napisałem, odkąd zamieszkałem z Harrym.         
Jednak cały ten urok został przerwany, gdy otrzymałem telefon od Simona.
- Lou? – Zapytał, kiedy odebrałem.
- Tak?
- Chłopcy wpadną cię poznać. Upewnij się, że Harry też będzie.
Westchnąłem – Jak mam do cholery to zrobić? Nie widziałem go już kilka godzin.
Simon jęknął – Załatw to. Macie wywiad za parę godzin i potrzebuję wszystkich w biurze w Londynie!
- Londynie!?
- Bardzo dobrze. Cieszę się, że dobrze słyszysz. – Wymamrotał sarkastycznie mężczyzna. Czułem, że zaczyna się irytować.
- Zamknij się – warknąłem.
 - Ooh, brzmisz jak Harry. Czyżby zły chłopiec już zaszedł ci za skórę?
Nagle drzwi się otworzyły. Spojrzałem w ich stronę ze swojego miejsca, którym było krzesło w kuchni i westchnąłem z ulgą. Harry właśnie rzucił swoją skórzaną kurtkę na podłogę.
- O wilku mowa. Właśnie wrócił – powiedziałem do telefonu.
- Simon? – Zapytał Harry ostrym głosem, mierząc mnie zimnym spojrzeniem. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej piwo.
- Tak – powiedziałem krótko zakrywając mikrofon, kiedy się do niego odezwałem – Chłopcy są w drodze tutaj. Mamy wywiad w Londynie. – Skinąłem na piwo w jego dłoni – Więc może to przemyślisz.
Harry przymknął oczy i zacisnął usta w cienką linię. Odstawił piwo na miejsce, zatrzaskując drzwiczki lodówki.
- Louis?
- Jestem, Simon.
- Czy Harry właśnie wszedł?
- Yup.
- Daj go do telefonu.
Skinąłem głową i spojrzałem na Harry’ego, posyłając mu znaczące spojrzenie. Jego oczy się rozszerzyły i potrząsnął głową.
- Pieprzyć to.
- Po prostu weź telefon – powiedziałem, wyciągając w jego stronę przedmiot.
- Powiedz mu, że może mi possać. – Głos Harry’ego rozbrzmiał tym razem do głośnika. Wyszedł z kuchni, wchodząc po spiralnych schodach. Potrząsnąłem głową.
- Słyszałeś to?
Usłyszałem jęk po „drugiej” stronie słuchawki.  – Tak – zauważyłem, że brzmiał na wyczerpanego – Po prostu powiedz mu żeby był gotowy, kiedy przyjadą chłopacy.
- Tak zrobię.
- W porządku.
Simon się rozłączył.
Po kilku minutach Harry zszedł na dół, ubrany i gotowy do wywiadu. Był w swoim zwyczajnym stroju, w którym widywałem go już wcześniej – cały na czarno.
 - Jeśli Simon mówi, że już prawie są – chrząknął, bez cienia emocji – To znaczy, że będą za kilka minut.
- Skąd to wiesz? – Zapytałem oschle. Kilka dni temu Harry mi groził, a teraz się do mnie odzywa? Dlaczego? Do czego zmierzał? Dlaczego nagle czułem potrzebę rozmowy z nim? Jeszcze lepiej, dlaczego chciałem z nim porozmawiać?
- Pracuję z nim wystarczająco długo, wiem jak działa – odpowiedział Harry, i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, oceniając mój strój – To zamierzasz ubrać?
Spojrzałem w dół na swoje ubranie. Miałem na sobie koszulkę w paski, szare szelki i spodnie z podwiniętymi nogawkami. Moje szare Tomsy leżały przy drzwiach.
Uniosłem brew – A co jest z tym nie tak?
Harry parsknął i podwinął swój czarny rękaw, odsłaniając wiele bransoletek. – Wyglądasz jak laluś.
Zamrugałem – A ty niby lepiej? – Rzuciłem – Pamiętam cię w bardziej sportowym stylu zanim – przerwałem upewniając się, że mnie słucha. Odzywał się do mnie, ale jego groźba wciąż tkwiła w mojej głowie – zanim to wszystko się wydarzyło. – Dokończyłem, wypuszczając powoli oddech.
Moja pauza wypełniła oczy Harry’ego strachem, więc utkwił wzrok w podłodze. Zauważyłem, że jego twarz przecina błysk bólu, ale szybko przybrał swoją maskę nieczułego gościa.
- Kiedy rzeczy się zmieniają, ludzie też, tak jak garderoba. To fakt Tommo. Przejrzyj tweety Zayna. Jestem pewien, że wspomniał o tym raz czy dwa – powiedział lodowatym tonem.
Posłałem mu zmieszane spojrzenie, słysząc jak mnie nazwał – Tommo?
Zerknął na mnie – Masz z tym jakiś problem? – Warknął.
- Nie bardzo, ale dlaczego dałeś mi przezwisko?
- Dlaczego nie? – Rzucił, unosząc wyzywająco brew. Owe Spojrzenie uciszyło mnie na kilka minut, ale pytanie wciąż paliło w mojej głowie.
- Co to jest? – Zapytałem nagle.
- Co, co to? – Powiedział Harry.
- Myślałem, że mnie nienawidzisz.
Zaśmiał się ozięble – Bo tak jest.
- Więc dlaczego próbujesz być dla mnie miły?
Posłał mi spojrzenie – Chcesz żebym był dla ciebie kompletnym kutasem?
- No, nie. – Powiedziałem zwyczajnie.
- Więc nie kwestionuj tego co robię.
- Nie sądzisz, że mam do tego prawo, skoro to, co robisz, dotyczy bezpośredniomnie? – Zaczęło mnie to ranić. Jeśli zamierzał mnie nienawidzić, niech to robi, a nie wysyła mi sprzeczne sygnały.
Byłem romantykiem, ale tego nie mogłem już dłużej znieść.
Westchnął dramatycznie. Widocznie moje pytanie go zirytowało. – Jestem miły, żeby łatwiej nam było udawać przed kamerami. Jestem miły, żeby łatwiej było udawać przed chłopakami. Jestem miły, żebym nie musiał się do choleryprzemykać po tym mieszkaniu udając, że cię ignoruję, gdy jesteś w pobliżu przez cały cholerny czas. – Przerwał. – Czy to wystarczająca odpowiedź na twoje pytanie?
Skinąłem głową i usłyszałem pukanie w drzwi. Harry westchnął i obrócił się w moją stronę – Nie otworzysz?
- Ty mieszkałeś tu pierwszy. – Odpowiedziałem.
Zmarszczył brwi, jednak pewnie podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, zobaczyłem stojących na korytarzu chłopaków.
Wydawało mi się, że po dziewięciu miesiącach rozłąki, ten moment będzie dla nich chwilą ponownego zjednoczenia – chwilą radości. Jednak nie to zobaczyłem, ale wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że był to pierwszy raz odkąd One Direction widzieli się razem po śmierci Ami’ego.
Niall pierwszy podszedł do Harry’ego i rozłożył ramiona, ściskając go. Loczek w telewizji wydawał się bardzo otwarty, ale teraz niezręcznie poklepał Nialla po plecach, gdy blondyn go przytulał. Po kilku chwilach niekomfortowego uścisku i cichych szeptach do ucha Harry’ego, Niall puścił go. Jego miejsce zajął Zayn, który położył mu dłoń na ramieniu.
- Harry – pozdrowił go, posyłając mu delikatny, dziwny uśmiech.
- Zayn – odpowiedział Harry, ze skinięciem głowy, po czym wbił wzrok w ziemię.
W końcu do Harry’ego podszedł Liam, którego twarz była poważna. Spoglądali przez chwilę na siebie, zanim Liam się odezwał
 - Jak sobie radzisz Harry?
- Zajebiście świetnie – przeciągnął sarkastycznie, na co Liam westchnął. Harry przymknął oczy i obrócił się do mnie, zwracając tym na mnie spojrzenia chłopaków, znajdujących się w pomieszczeniu. Grymas Liama przekształcił się w uśmiech, kiedy mnie zobaczył. Entuzjastycznie podszedł do mnie z rozwartymi ramionami.
- Ah! Ty musisz być Louis. Miło cię w końcu poznać! Jestem Liam. – Wyciągnął dłoń, którą potrząsnąłem, uśmiechając się do niego.
 - Ciebie również – odpowiedziałem, a po chwili Niall oplótł mnie ramionami.
- Cześć stary. Jestem Niall. Witamy w zespole! Czasami świrujemy, tylko ostrzegam!
Skinąłem głową. – Widzę. Dzięki
- Macie jakieś jedzenie? – Zapytał nagle, prawie szepcząc mi do ucha tak, aby nikt nie wiedział, że jest głodny.
- Erm, tak myślę?
- Niall! – Powiedział Zayn, pochodząc do nas i poklepując ramie blondyna. – Uspokój się. Dopiero go poznałeś, nie przestrasz go. – Wyciągnął w moja stronę dłoń.
- Cześć. Jestem Zayn. Witam w zespole.
- Dzięki – odpowiedziałem, odwzajemniając ciepły uśmiech, którym mnie obdarzył. Miałem wrażenie, że sprawy zaczynają się dobrze układać, gdy usłyszałem jak od strony drzwi zagrzmiał głos.
- Hej, popieprzeńcy, nasz samochód już jest.
Nasza czwórka obróciła się w stronę drzwi i zobaczyła jak Harry zakłada swoją skórzaną kurtkę. Chłopak rzucił nam niecierpliwe spojrzenie. – Więc chodźmy. Nie mam, kurwa, całego dnia!
Usłyszałem zbiorowy jęk od strony chłopaków, którzy ruszyli za nim i poczułem jak Niall rozluźnia swój uchwyt. – Więc chodźmy. – Powiedział – Lepiej go nie wkurzać. – Rzucił mi pocieszający uśmiech, który odwzajemniłem, chwytając swoją kurtkę i wsuwając stopy w Tomsy, zanim zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Wszyscy weszliśmy do auta. Podróż była… niezręczna, a przynajmniej cicha. W trakcie jakiejkolwiek jazdy szybko zasypiałem, dlatego tym razem było tak samo. Zbudziłem się, kiedy mieliśmy udać się do budynku, w którym miał odbyć się nasz wywiad.
Zaparkowaliśmy. Gdy chłopcy zaczęli wysiadać, poczułem silny uścisk na swoim przegubie. Palce, tak bardzo mi znajome, wbijały się w skórę moich nadgarstków, tak jak wcześniej ramion.
- Pamiętaj o naszych zasadach. – Usłyszałem przy moim uchu szept Harry’ego. Jego zimny oddech sprawił, że zadrżałem.- Mam nadzieję, że jesteś dobrym aktorem. Uśmiechnij się i wyłaź z samochodu. Prasa czeka.
Uwolnił mnie ze swojego uścisku, odrzucając od siebie jednocześnie moje ramię i otworzył drzwi, ukazując morze dziennikarzy, o których wcześniej wspominał. Wziąłem głęboki oddech, po czym zsunąłem na oczy okulary, podążając szybko za Harrym w stronę budynku. Próbowałem zignorować miliony pytań rzucanych w moją stronę.
„Louis Tomlinson! Jakie to uczucie być zastępstwem za Ami’ego Shane’a?”
„Myślisz, że możesz dorównać temu, co stworzył Ami?”
„Jak się czujesz, zastępując martwego członka?”
„Dobrze dogadujesz się z chłopakami?”
„Jak mieszka się z Harrym?”
Gdy dotarłem do budynku, prawie zderzając się z Liamem, moja głowa już pulsowała.
Liam dostrzegł to i poklepał mnie po ramieniu. – Z czasem będzie łatwiej. – Powiedział, podążając za resztą chłopaków w głąb korytarza.
Skinąłem głową, a następnie ruszyłem za Liamem, wiedząc, że czeka mnie długi dzień.
_
- Więc, Louis Tomlinson – powiedziała ładna blondynka, przesuwając się na skraj swojego krzesła i pochylając w moją stronę. Byliśmy w połowie wywiadu i do tej pory szło całkiem nieźle. Pytanie, które właśnie zadała, było pierwszym, skierowanym bezpośrednio do mnie.
- Tak? – Zapytałem, spoglądając na kamerę, która czujnie mnie obserwowała.
- Słyszałam z kilku źródeł, że piszesz piosenki dla najlepszych. To prawda?
Skinąłem w stronę przesadnie podekscytowanej kobiety. Chyba nazywała się Caroline. – Tak. Owszem. Piszę odkąd pamiętam.
Skinęła entuzjastycznie głową, uśmiechając się szeroko i ukazując szereg swoich białych zębów. – Jak myślisz, może mógłbyś napisać wasz następny singiel? Co o tym sądzicie chłopcy? Myślicie, że sobie poradzi?
Spojrzałem najpierw w stronę Harry’ego, który nadal, jak przez cały wywiad, uśmiechał się tak słodko, że prawie chciałem, żeby robił to częściej… Pomijając to, że wiedziałem, iż szczerze mnie nienawidzi.
Reszta chłopaków podążyła za moim wzrokiem, aż w końcu Zayn odpowiedział. – Myślę, że to świetna okazja. Uwielbiamy być zaangażowani w każdy etap powstawania nowego albumu.
- Bardzo się cieszę. – Caroline uśmiechnęła się i Harry owinął ramionami moje barki, ściskając mocniej moje bolące ramię, tak jakby przypominał mi, że niezależnie od tego co powie, jego groźba jest wciąż aktualna.
- Zgadzam się. – Harry uśmiechnął się do Caroline, która gwałciła go wzrokiem przez cały wywiad. Czułem się trochę niekomfortowo. – Myślę, że jakakolwiek piosenka, napisana przez Louisa, będzie świetna! – Jego fałszywy uśmiech prawie mnie oszukał, ale udawałem, że tak nie było.
- Mówiąc o pisaniu piosenek, Harry – Caroline przerwała i uważnie na niego spojrzała. – Wiem, że to coś, co ty i Jack robiliście razem przed jego śmiercią.
Czułem jak uścisk Harry’ego zaciska się wokół mnie. Musiałem się powstrzymać, aby się nie skrzywić, czując ból, rozchodzący się wciąż w obolałej kończynie. Chłopak przesunął dłoń z mojego ramienia na plecy, zaciskając pięść na tkaninie mojej koszulki, jakby to była jego ostatnia deska ratunku. Jakby był…zdesperowany i mnie potrzebował.
Czy coś.
Jego napięta twarz była widoczna tylko przez moment, ponieważ po chwili rozluźnił się, grając do kamery. – Tak, Jack ja… My… My pisaliśmy trochę razem.
Caroline zmarszczyła współczująco brwi. – Na pewno wszyscy bardzo za nim tęsknicie.
Chłopcy skinęli głowami, a ja poczułem jak uścisk Harry’ego rozluźnia się, chociaż wciąż pozostał silny. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że spogląda w dół ze… wstydu? Smutku? Znów był wrażliwy i byłem zaskoczony, spostrzegając, że tylko ja zauważałem te momenty. Znowu, trwało to ułamek sekundy, zanim znów się uśmiechał.
- Bardzo. Był świetnym przyjacielem i kolegą z zespołu.
- Wszyscy w studio za nim bardzo tęsknimy. Pomimo tego, że jest on niezastąpiony, Louis wydaje się świetnym uzupełnieniem zespołu! – Caroline znów się uśmiechnęła. Każdy kolejny jej uśmiech stawał się coraz bardziej irytujący.
- Zdecydowanie – powiedział Niall, poklepując moje kolano. – Jest świetnym gościem i nie możemy się doczekać współpracy z nim!
- Na pewno – Caroline znów się uśmiechnęła. – Wydaje mi się, że nasz czas dobiega końca. Dziękuję, że zgodziliście się porozmawiać i życzę wam powodzenia w rozwoju dalszej kariery!
Wszyscy skinęliśmy głowami i ucałowaliśmy Caroline na pożegnanie. Otrzymałem kolejny uścisk od Harry’ego.
To miało miejsce, zanim kamery przestały nagrywać, a światła zgasły. Ten krótki moment, w którym myślałem, że Harry naprawdę był szczery ze wszystkim co powiedział, został kompletnie rozmyty, gdy tylko chłopak odsunął mnie od siebie, wstając i mamrocząc coś o tym, że potrzebuje papierosa.
Uniosłem brwi, gdy zobaczyłem jak odchodzi. Chciałem z nim porozmawiać – upewnić się, że wszystko w porządku. To było dziwne, nagłe współczucie w stronę kogoś kto otwarcie twierdzi, że cię nienawidzi. Nie byłem pewny, dlaczego to robiłem – może, dlatego, że nie mogłem nic na to poradzić – ale wiedziałem, że Harry prawdopodobnie cierpi. Skoro nie chciał, żebym ja mówił o Jack’u, z pewnością nie pozwalał też na to innym.
Poczułem silną rękę na swoim ramieniu i obróciłem się, widząc stojącego za mną Simona. – Nie spodziewałem się, że o niego zapyta.
Skinąłem głową – Czuję się… tak…
- Okropnie? – Dokończył Simon.
- Tak.
- Ja też. Harry twierdzi, że wszystkich nienawidzi. Mówiłem ci, że tak jest, Louis. Nie sądzę jednak, że ktoś, kto kiedyś był szczęśliwy – pełen miłości – stał się nagle człowiekiem pełnym gniewu.
- To możliwe. – Wzruszyłem ramionami. – Rzeczy się zmieniają, ludzie też. – W momencie kiedy wypowiedziałem te słowa, zdałem sobie sprawę, że pochodzą od Harry’ego.
Simon uśmiechnął się. – Czytałeś tweety Zayna, nie? – Zaśmiałem się, ale przerwał mi Harry, który wpadł przez drzwi. Jego oczy były czerwone, a policzki wilgotne.
- Co to do cholery było Simon? – Prawie wrzasnął. Ciągle znajdowaliśmy się w studio i w około wciąż kręciło się kilka osób, więc wszyscy zaczęli nam się przyglądać. – Myślałem, że jasno jej wyjaśniłeś, że ma nie wyciągać jego kwestii!
- Przepraszam, Harry. Wiesz, że Caroline jest… Ona nie słucha.
- Nie obchodzi mnie to! Powinna wiedzieć. Ty też powinieneś wiedzieć, żeby wcisnąć jej do tej jej cholernej czaszki, że już o nim nie rozmawiam. Nie publicznie.
- Wiem.
- Zwolnij ją. Nie chcę z nią już nigdy więcej rozmawiać, jeśli ma wyciągać jego.
- Harry! Spokojnie. – Simon położył mu ręce na ramionach i spojrzał mu prosto w oczy. Chłopak uspokoił się i wcisnął ręce do kieszeni. Spojrzał na mnie.
- I ty. – Warknął. – Od kiedy ty piszesz piosenki?
Zrobiłem krok w jego stronę. – Od zawsze. Zawsze – Zawsze pisałem piosenki.
- Jeśli wydaje ci się, że napiszesz jakąś piosenkę dla tego zespołu, to chyba oszalałeś.
- Właściwie, Harry, to on nie oszalał. – Przerwał mu Simon, stając pomiędzy nami.
- Co? – Zapytaliśmy równocześnie. Twarz Harry’ego przeszył grymas.
Simon wziął wdech i skinął głową, kładąc dłonie na naszych ramionach. – Tak. Harry, wspomniałeś publicznie, że wszystko, co napisze Louis będzie świetne…
- Kogo to obchodzi, ku..?!
- Więc myślę, że to dobry pomysł, żeby jakąś napisał.
- Żartujesz? – Odezwaliśmy się znów jednocześnie. Przyciągnąłem na siebie spojrzenie Harry’ego.
Simon spojrzał na nas z wyraźnym zakłopotaniem. – Wcale nie. W zasadzie, wy dwoje moglibyście coś razem napisać.
Na początku nic nie powiedziałem, bo szczerze, możliwość napisania piosenki z Harrym Styles’em, jednym z najlepszych tekściarzy w kraju, była czymś niesamowitym.
Wtedy jednak pomyślałem o Harrym i Jack’u Shan’e oraz o tym, jak bardzo Harry prawdopodobnie mnie teraz nienawidził.
Yup, miałem przerąbane.
Ku mojemu zaskoczeniu, Harry się nie odezwał. Zamiast tego wpatrywał się w Simona wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
- Harry? – Zapytał w końcu Simon. – Co ty na to?
Zauważyłem, że dłonie Harry’ego zacisnęły się w pięści, tak mocno, że jego knykcie pobielały.
Nie, nie było dobrze.
Zamiast się odezwać, Harry potrząsnął głową, targając swoje włosy i masując nasadę nosa, po czym skierował się w stronę wyjścia.
- Harry, czekaj! – Zawołał Simon.
- Jeśli wiesz, co dla ciebie dobre. – Powiedział Harry, głębokim i groźnym tonem. – Zostawisz mnie, kurwa, samego.
Po chwili już go nie było.
Simon spojrzał na mnie, klepiąc pocieszająco moje ramię. – Dobrze poszło. – Powiedział sarkastycznie, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Harry.
- Może to nie był najlepszy moment, żeby przekazać mu nowiny. – Zaproponowałem.
Simon wzruszył ramionami. – I tak zareagowałby tak samo. – Westchnął zrezygnowany i skierował mnie w stronę drzwi. – Idź, twój samochód już czeka, żeby zabrać cię do mieszkania.
- Co z Harrym?
Simon smutno potrząsnął głową. – Wróci na własną rękę. Nie ma co się o niego martwić, jeśli tego nie chce.
Po tych słowach zniknął za drzwiami, zostawiając mnie, abym wrócił do samochodu, którym miałem udać się do domu.
_
Kiedy wróciłem do mieszkania, była dziewiętnasta. Zdając sobie sprawę z tego, że Harry nie wróci tak szybko, zrobiłem sobie obiad, a następnie rozłożyłem się na kanapie. Kiedy ułożyłem się wygodnie, moje myśli pobiegły w stronę wydarzeń dzisiejszego dnia.
Głównie były związane z Harry’m.
Co było trudnego w napisaniu piosenki? Czy naprawdę miał ze mną taki problem, że nie mógł po prostu odwalić roboty? Jeśli naprawdę nie chciał, żebym z nim pisał, jeden z nas mógłby to zrobić. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Oboje byliśmy przecież wystarczająco utalentowani.
Chyba, że w tym kłamstwie kryło się drugie dno?
Coś podpowiadało mi, że to Jack był główną przyczyną takiego zachowania Harry’ego. Prawdę mówiąc, wciąż niewiele wiedziałem o jego śmierci. W telewizji wspominali tylko, że umarł bez konkretnej przyczyny, co zapewne mijało się z prawdą, ale nigdy tego nie kwestionowałem. Harry’ego zaś lepiej było o to nie pytać.
Jaki wpływ miał Jack na Harry’ego? Byli blisko, i tak, ludzie różnie reagują na śmierć, ale po dziewięciu miesiącach raczej każdy byłby w stanie ruszyć do przodu.
Nie?
Dlaczego właściwie mnie to obchodziło? Dlaczego zachowanie Harry’ego i jego sposób bycia mnie interesował? Może dlatego, że chciałem, aby ktoś mu pomógł? Czy było to spowodowane tym, że to ja chciałem być osobą, która mu pomoże?
Ale dlaczego? Żeby poprawić sobie nastrój? Czy jemu? Czy może nam obojgu?
Powracając do wywiadu, wiedziałem, że nie jestem w błędzie – Harry nie mógłudawać przez cały ten czas, że mnie lubi. To wymagało większej kontroli, a z poprzednich doświadczeń wiedziałem, że chłopak jej nie posiada.
Do czego on, do cholery, zmierzał?
Moje myśli zaczęły się zderzać, a powieki robić coraz cięższe, gdy myślałem o Harrym, Jack’ui o piosence, która prawdopodobnie nigdy nie zostanie napisana.
Zwinąłem się bardziej na kanapie i pozwoliłem sobie odpłynąć. Myśli wciąż krążyły wokół chłopaka z kręconymi włosami, dopóki całkowicie nie zmorzył mnie sen.
_
Było koło drugiej, kiedy się obudziłem, słysząc trzask zamka u drzwi. Usiadłem na kanapie, napotykając wzrokiem pijanego Harry’ego.
Wpatrywał się we mnie i chociaż był pijany, z jego oczu wyczytałem, że wciąż był zdenerwowany tym, co wydarzyło się wcześniej. Ruszył przed siebie, rzucając klucze na szafkę, znajdującą się w pobliżu drzwi. Kiedy wstałem z kanapy, omal nie upadł.
- Pomóc ci?
- Odwal się. – Warknął, przytrzymując się rękoma i zamykając oczy, jakby nie miał siły już dłużej trzymać ich otwartych.
Podszedłem do niego. Zdążyłem go złapać zanim całkowicie stracił równowagę i upadł na ziemię. Przytrzymałem go i zaprowadziłem w stronę kanapy, sadzając go na niej.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. – Wybełkotał. – I nie potrzebuję, żebyś pisał ze mną piosenkę.
- Nigdy nie powiedziałem, że potrzebujesz. – Odpowiedziałem, idąc w stronę kuchni, żeby przynieść mu szklankę wody.
Jęknął i położył się, odrzucając na bok głowę. Natychmiast przyniosłem mu wodę i posadziłem go, upewniając się, że jeszcze nie śpi.
Kiedy otworzył oczy, odepchnął mnie, wytrącając z mojej dłoni szklankę wody, która upadła na ziemię i roztrzaskała się na kawałki. Skrzywiliśmy się oboje na dźwięk tłuczonego szkła.
- Zostaw mnie. – Wymamrotał, znów mnie odpychając i zwijając się na kanapie. – Nowa zasada: Nie dotykaj mnie.
Uniosłem swoje dłonie w obronnym geście. – W porządku, ale ja też mam nową zasadę – żadnego więcej wracania o drugiej w nocy po pijaku.
- Kim ty jesteś, moją matką?
- Mogę być. Masz już Liama jako ojca. Może potrzebujesz mnie jako matki.
- Nie bardzo. – Czknął i przewrócił się na plecy. – Znam jedną zasadę, której nie potrzebujemy.
Musiałem się uśmiechnąć, słysząc jego ton. Był zły, ale jest głos był spokojny – co na pewno spowodowane było alkoholem. – Jaką?
- Żadnych dziewczyn.
Odwróciłem głowę w jego stronę. – Dlaczego nie potrzebujemy tej zasady? Kto powiedział, że nie chcę przyprowadzać do domu dziewczyn? – Zapytałem zdenerwowany, ale i jednocześnie zaniepokojony.
Na moje słowa Harry zachichotał – tak, zachichotał, cholerny pijak – i skinął w moją stronę. – Oh proszę cię, to oczywiste. Po ubraniach, włosach i wszystkim.
- Co jest oczywiste? – Zapytałem, nie pozwalając moim nerwom przejąć kontroli nad głosem.
- Że jesteś gejem. – Powiedział wprost.
Nie pogodziłem się z moją orientacją tak od razu. To była część mnie – część tego kim jestem. Nie, część tego kim jestem. Kocham siebie. Kocham takiego jakim jestem.
Sposób w jaki powiedział to Harry oraz jak spoglądał na mnie z góry sprawił, że poczułem się, jakbym był… żałosny. Mogłem znieść jego przyczepki do różnych rzeczy, ale nie do tego.
Spojrzałem na niego. Uśmiechał się, podnosząc jeden z kącików ust, ze swojej na wpół leżącej pozycji.
- Dlaczego sprawiasz, że brzmi to jak jakaś gówniana rzecz? – Zapytałem ostro.
Jego oczy rozszerzyły się, gdy to powiedziałem. Chłopak wydawał się być zaskoczony moim tonem. – Nie. To nie jest gówniane.
- Więc dlaczego mi to wytykasz? – Zadałem kolejne pytanie, robiąc się coraz bardziej agresywny.
- Nie wytykam ci tego. Jezu Chryste, wyluzuj.
Wciągnąłem ostro powietrze i przejechałem palcami po włosach. Westchnąłem. Był pijany i prawdopodobnie nawet nie wiedział co mówi. Miałem nadzieję, że rano nie będzie pamiętał tej rozmowy.
- Więc twierdzisz, że nie potrzebujemy zasady dotyczącej żadnych dziewczyn? Dlaczego ty ich nie chcesz przyprowadzać? – Zapytałem.
Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem. – Nie interesują mnie.
Skinąłem głową. Zalała mnie fala zaciekawienia. – Więc mówisz, że… - Zacząłem, próbując się upewnić, że dobrze zrozumiałem.
Harry uśmiechnął się. – Wolę ptaszki od dziupli, tak.
Oboje się zaśmialiśmy: przez podtekst i to, jak był pijany. Znowu odniosłem wrażenie, jakby zaczynał być ze mną szczery – to było to samo uczucie, które ogarnęło mnie podczas wywiadu. Może Simon miał rację, może on naprawdę nienienawidził wszystkich. Po kilku momentach chichotów, znów odezwał się zamyślonym głosem, ale wiedziałem, że była to pijacka gadanina.
- Jesteś do niego strasznie podobny, wiesz?
- Do kogo?
- Do Jack’a.
Zamarłem, gdy imię wyleciało z jego ust. Harry jednak nie wydawał się tego zauważyć. Uśmiechnął się nieprzytomnie, gdy je wymówił, a jego oczy migotały pozostałymi iskierkami radości. Ja jednak byłem w szoku.
Czy on naprawdę powiedział jego imię?
Otrząsnąłem głowę z tych myśli. Spokojnie Louis, powiedziałem do siebie.
- Dlaczego jestem do niego podobny? – Zapytałem, ostrożnie zajmując miejsce obok niego na kanapie.
Parsknął i potrząsnął głową. – Nie wiem, kurwa. Po prostu. Przez to wszystko. Ubierasz się jak on, mówisz jak on, też piszesz piosenki. Jesteś… taki podobny. – Jego słowa się zniekształciły.
Zanim miałem szansę się odezwać, jego twarz znów stała się poważna. – Ale już go nie ma. A ty jesteś. I, kurwa, nienawidzę tego, że zająłeś jego…
- Nie zamierzam.
- Przestań pieprzyć, lalusiu. Możesz mówić co chcesz, ale tak naprawdę, dokładnie to zrobiłeś. Zastąpiłeś go. – Powiedział to z tak ogromną ilością jadu w głosie, że gdybym mógł dotknąć jego słów, na pewno bym się otruł.
Nie mogłem mu nic odpowiedzieć, więc kontynuował. – Wiem, że musimy napisać razem piosenkę. Inaczej pieprzony wujek Simon wsadzi mi moją własną lalkę do tyłka. Zamierzam więc się zmusić i to zrobić. Jednak to nie koniec zasad. Chcę jeszcze jednej.
Skinąłem głową. – Więc mów. – Powiedziałem, obawiając się, co to może być.
Usiadł i spojrzał na mnie ze śmiertelną powagą w oczach, ani razu nie mrugając. – Musisz przysiąc na swoje życie, na grób swojej matki, że się nie – i mówię całkowicie poważnie – że się we mnie nie zakochasz.
Wpatrywałem się w niego tępo – zaśmiałbym się, ale powaga, jaką dało się usłyszeć w jego głosie i chłód w oczach mnie powstrzymał.
To była głupia prośba. Żebym się w nim nie zakochał! Tak łatwa, tak prosta, a jednak…. Prawie błagający wyraz jego twarzy mówił mi co innego.
On był poważny, ale dlaczego? Dlaczego prosił mnie o wypełnienie tej ‘zasady’?
Kiedy tak cały czas się we mnie wpatrywał, wiedziałem, że muszę dać mu odpowiedź. Musieliśmy napisać piosenkę. Nie byłem pewien kiedy, ale wiedziałem, że musiała być skończona.
W dodatku, żeby to osiągnąć, musiałem zgodzić się na prośbę Harry’ego, tak prostą i dziwną jaką była – mogłem ją spełnić.
W końcu zdecydowałem się wyciągnąć dłoń, którą Harry po chwili uścisnął. Jego chłodnie palce idealnie wpasowały się w moje. Potrząsnąłem nią dwa razy i skinąłem głową. – Przysięgam.
___________________________________________________________________________
No to jest czwórka ! :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobać :) Bardzo was proszę jeżeli przeczytałaś (bo nie podejrzewam, że są tu jacyś chłopcy :D) Skomentuj. Prosze. Jest to dla mnie bardzo ważne. Głosujcie w sondzie i dodawajcie sie do obserwatorów, jeżeli wam się pdoba! <3 :) Spróbuję niedługo coś napisać sensownego. Dziękuję wam bardzo za 400 wyświetleń i za tyle miłych komentarzy! :) Massie thank you ! <33 Jesteście na prawdę wielkie! <3

1 komentarz: