- Kto to kurwa jest?
Zamarłem
w drzwiach, trzymając walizkę w dłoni i spojrzałem nerwowo na chłopaka, który
wpatrywał się we mnie ze swojego miejsca na kanapie. Chłopak, który wyglądał na
nie więcej niż siedemnaście lat, miał ciemne kręcone włosy, przykryte czapką. W
dłoni trzymał papierosa, którym bawił się koniuszkami palców. Zmarszczyłem nos
na ostry zapach dymu, który do mnie doleciał. Poczułem nagłe zirytowanie osobą,
której nawet nie znałem.
- Nazywam
się – Odpowiedziałem za Simona stojącego obok mnie, który obscenicznie wyrażał
swoje niezadowolenie chłopakiem. – Louis Tomlinson.
Chłopak,
charakterystycznie unosząc brew, zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, na
wpół zainteresowany, na wpół zirytowany. Zaciągnął się papierosem i wypuścił z
ust gęsty dym. Obrócił się do mężczyzny, całkowicie mnie ignorując.
- To
jakiś żart? – Wskazał na
mnie palcem, na którym widniał pierścień.
Spojrzałem
na Simona, który, wpatrując się w chłopaka, zwęził oczy. Usta miał zaciśnięte w
wąską linię, ale jego oczy błyszczały rozbawione, zupełnie tak, jakby wiedział,
że moja obecność go zdenerwuje. – Ani trochę.
- Nie
zamieszkam z nim. – Powiedział ze słabym śmiechem, co, prawdę mówiąc, zbiło
mnie z tropu.
- A to
pech – Rzekł mężczyzna.. – Jesteś niepełnoletni – kontynuował – a skoro Jack’a nie ma..
- Nie wymawiaj jego imienia! – Krzyknął,
przyciskając w proteście swojego papierosa do stołowego blatu i wstając z
półleżącej pozycji na kanapie. Zrobiłem krok do tyłu i stanąłem za biznesmenem.
Miałem stamtąd lepszy widok na chłopaka.
Był
wysoki. Może trochę wyższy ode mnie. Ramiona, które miał teraz skrzyżowane,
uwydatniały jego wyrzeźbione mięśnie i długie przedramiona. Wyglądał znajomo –
widziałem go od lat w telewizji, z zespołem, ale spotkanie go na żywo było
całkowicie innym doświadczeniem. Kiedy mówili, że kamera dodaje dziesięć
kilogramów, nie żartowali. Ten dzieciak, to była sama skóra i kości.
Biznesmen
obronnie uniósł do góry dłonie – W porządku, Harry. Od kiedy on odszedł, mieszkałeś sam i
zrobiłeś z siebie kompletnego dupka. Musisz się zebrać do kupy, bo po to jest
on. – Powiedział, ciągnąc mnie za koszulkę i popychając tak, aby chłopak mógł
mnie ujrzeć.
Harry
zaśmiał się głośno, nawet nie próbując ukryć swojego rozbawienia. – Twierdzisz,
że ten laluś mi pomoże? – Wskazał na mnie i znów się zaśmiał, obracając się i
siadając z powrotem na kanapie. – Chyba już do końca oszalałeś, jeśli myślisz,
że ten nieudacznik jest w stanie mnie pozbierać.
Tym
razem, to biznesmen się zaśmiał, a ja spojrzałem na niego ze zmieszaniem
malującym się na mojej twarzy. Poklepał moje ramię i je ścisnął – Nie tylko
dlatego tutaj jest…
- Do
czego zmierzasz? – Jego twarz została pozbawiona jakichkolwiek emocji – Chyba
nie chcesz mi powiedzieć, że jest nowy?
- Dokładnie to chcę ci powiedzieć.
Harry
potrząsnął głową niedowierzając – Nie… nie! Nie możesz go zastąpić, Simon!
- Minęło
9 miesięcy, Harry. Czas zacząć od nowa.
- Nie
chcę zaczynać od nowa! Gówno
prawda. – Przerwał, by zapalić
kolejnego papierosa i kontynuował – Czy reszta wie, że..?
-
Oczywiście, że wiedzą! – Simon klepnął mnie, popychając tym samym w stronę
Harry’ego. – Ty jesteś ostatnią osobą, której to mówię. Reszta wie i nie ma nic
przeciwko, więc dlaczego nie możesz odpuścić i przestać robić zamieszanie?
Harry
zaśmiał się ironicznie i potrząsnął głową. Rzucił ledwo wypalonego papierosa na
podłogę i minął nas dwóch, kierując się w stronę drzwi, a następnie chwytając
swoja skórzaną kurtkę z poręczy schodów.
- Nie
odchodź, Harry!
Harry
obrócił się na swoim czarnym obcasie i pokazał Simonowi środkowy palec –
Odpierdol. Się. –
Wysyczał, po czym obrócił się w moją stronę – Lepiej żeby cię tu nie było, kiedy wrócę. –
Zanim zdążyłem mrugnąć, trzasnął frontowymi drzwiami.
Pomiędzy
mną i Simonem zapadła krótka cisza, zanim ten się odezwał – Więc – odwrócił się
do mnie – Co myślisz?
Westchnąłem
– Myślę… że mam przerąbane.
Simon się
zaśmiał.
-
Dlaczego nie powiedziałeś mu wcześniej? Że tutaj przyjeżdżam?
Simon
zamrugał – Wiesz, nie jest prosto powiedzieć najpopularniejszemu członkowi One
Direction, że zastępstwem za Jack’a Shane jest początkujący. – Wzruszyłem
ramionami wiedząc, że Harry Styles był prawdopodobnie najbardziej
rozpoznawalnym członkiem One Direction.
- A
powiedzenie reszcie było prostsze? – Zapytałem, czując się zirytowany tym, że
Simon postawił mnie w tej sytuacji.
- Tak,
szczerze mówiąc. Ale nie sądzę, że zrozumiesz tę więź którą powiązani byli
Harry i Jack.
- Wiec mi
ją wyjaśnij. – Powiedziałem głośno, wskazując na drzwi – Bo poznanie go było
jak przeskakiwanie przez płonącą obręcz. Nie mam ochoty znów przez to
przechodzić. Jeśli nie chce zastępstwa, dlaczego ja tu w ogóle jestem?
Simon
wziął głęboki wdech – Ponieważ jesteś utalentowany, Louis. A One Direction
potrzebuje piątego członka. Przerwa chłopaków zabija moją sprzedaż.
- Więc
teraz jestem tu tylko dla pieniędzy? – Warknąłem, czując się niezręcznie z
kontraktem, który podpisałem cztery miesiące temu.
- Nie
myśl o tym w ten sposób. Bardzo ostrożnie podejmuję swoje decyzje. Z tysięcy
kandydatów, zapamiętałem ciebie. Zaufaj mi.
Westchnąłem
i wsunąłem ręce do kieszeni, ale skinąłem głową – Więc, dużą pustkę muszę
wypełnić?
- Nie
oglądasz telewizji? Jack Shane był największym talentem, który wyszedł z X
Factora. – Zwęziłem oczy na komentarz Simona. Jasne, że to wiedziałem. Jack
Shane, piąty członek One Direction, miał najsilniejszy głos z grupy. Jasne też
było, że Harry i Jack mieli najbardziej zażyły związek z całej piątki – byli
nierozłączni, dopóki Jack przedwcześnie nie umarł.
Szturchnąłem
Simona i posłałem mu porozumiewawcze spojrzenie – Wiesz o co mi chodzi…
Skinął
głową, rozumiejąc – A tak, nie oczekuj, że w ciągu nocy staniesz się następnym
najlepszym przyjacielem Harry’ego. Nie przywiązuje się łatwo.
Jęknąłem
– Więc będę pilnował, żeby się trzymał.
- Nie
przejmuj się tym. Od teraz będziesz z nim mieszkał.
- A to
dlaczego? – Zapytałem, szczerze zmieszany – To jakieś wprowadzenie nowego
dzieciaka czy inne gówno? Bo jeśli tak, to tego nie kupuję.
Simon
westchnął – Jesteś tutaj, ponieważ on jest niepełnoletni. Potrzebuje
ochroniarza – kogoś, kto będzie się nim opiekował.
- Niech Daddy Direction to robi. Nie piszę się na mieszkanie z kimś, kto mnie
nienawidzi. – Powiedziałem ponuro, nawiązując do Liama Payne’a, innego członka
One Direction, który był znany z opiekowania się resztą zespołu.
Simon
potrząsnął głową i zapiął płaszcz – Harry nienawidzi wszystkich, Louis. Więc równie
dobrze może żyć z kimś, kogo nie zna, z kimś, kto ma szansę stać się osobą,
której zaufa.
Skierował
się w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim – To się nie uda.
Simon
otworzył drzwi i obrócił się, zanim wyszedł – Spróbuj, Louis. Harry był kiedyś
szczęśliwy. Statystycznie jest możliwe, aby znów taki był. – Przerwał i
rozejrzał się po brudnym mieszkaniu, kiwając głową w stronę spiralnych schodów,
które prowadziły na platformę z trzema drzwiami. – Twój pokój jest na górze, na
końcu lewego skrzydła. – Skinąłem głową, a on machnął w moim kierunku –
Powodzenia.
Wyszedł,
zostawiając mnie w pustym mieszkaniu. Z niepokojem czekałem na swojego
współlokatora, który prawdopodobnie mnie zabije, jeśli zastanie mnie w miejscu,
w którym Simon mnie zostawił.
Przez
godzinę rozglądałem się po mieszkaniu, w którym będę mieszkać zakontraktowaną
liczbę lat. Szczerze mówiąc, to, co zobaczyłem, nie było złe.
Mieszkanie
było ogromne, przestronne i bardzo nowoczesne, jeśli chodziło o styl – ale to
dało się zauważyć, jeśli się mu bliżej przyglądnęło. Na pierwszy rzut oka, było
ono po prostu brudne. Czerwone kubki i butelki po piwach były wszędzie
porozrzucane, podłogę pokrywał brud oraz ślady butów. Kanapa była zakopana
ubraniami Harry’ego – czarnymi dżinsami, czarnymi koszulkami, czarnymi butami i
innymi typami ubrań.
Zmarszczyłem
brwi i zdecydowałem się nie sprzątać, wiedząc, że skoro Harry mnie tu nie
chciał, nie byłby zadowolony tym, że po nim sprzątam. Podniosłem swoją walizkę
z podłogi i zaciągnąłem ją na górę, do mojego pokoju, który wydawał się być
jedynym porządnym pomieszczeniem w mieszkaniu.
Rzuciłem
walizkę i wskoczyłem na łóżko, czując nagle kompletne wyczerpanie dzisiejszym
dniem.
Wstałem o
bladym świcie. Następnie zostałem wywieziony w sekretne miejsce przez ludzi w
garniturach, gdzie popisałem kontrakt gwarantujący mi pięć lat z One Direction
i miejsce do mieszkania.
Po
podpisaniu kontraktu, spotkałem Simona z którym wspólnie wyruszyliśmy w
kierunku mieszkania.
Kiedy
tylko moja głowa dotknęła miękkiej poduszki, moje powieki zaczęły robić się
coraz cięższe. Myśląc o dzisiejszym dniu (nie wiedząc jak będzie wyglądała
sytuacja z Harrym), zamknąłem oczy i zapadłem w sen.
Obudził
mnie trzask zamykanych drzwi. Otworzyłem szeroko oczy i natychmiast usiadłem na
łóżku. Rozejrzałem się zmieszany dookoła, nie wiedząc, gdzie się znajdowałem.
Wtedy sobie przypomniałem – mieszkałem z Harry’m Styles’em.
Cóż, pomyślałem, równie dobrze mogę mieć
to już za sobą.
Zszedłem
z łóżka i wyszedłem z pokoju, by zobaczyć Harry’ego potykającego się na
schodach z otwartą butelką w dłoni.
Nasze
oczy się spotkały i po raz pierwszy tak naprawdę ujrzałem jego twarz. Zanim
wypadł z domu, widziałem go tylko z daleka, więc nie miałem okazji mu się przyjrzeć.
Teraz
mogłem zobaczyć wszystko;
Ciemne kręgi pod oczami, niechlujny zarost, który zaczął pojawiać się na jego
brodzie i bladą skórę, a także zimne spojrzenie, które posyłał mi swoimi
zielonymi oczami.
-
Mówiłem, że cię tu nie chcę
Jego głos
był niski i głęboki, ale nie przestraszył mnie, tak jak się spodziewałem.
- No cóż,
jestem teraz częścią zespołu. Muszę gdzieś mieszkać.
- Możesz
mieszkać w ogrodzie – nie chcę cię w tym mieszkaniu.
- Szkoda,
jestem zobowiązany kontraktem, by tu zostać – odparowałem.
Harry
zaśmiał się sarkastycznie i oparł się o poręcz – A od kiedy ktokolwiek trzyma się swojego
kontraktu?
- Może ty
powinieneś spróbować.
- Może
nie. Możliwe, że nie zauważyłeś, ale nie trzymam się zasad.
- Widzę –
powiedziałem, wskazując na butelkę w jego dłoni. Harry spojrzał w dół i
przymknął oczy.
- O to
też będziesz mi truł dupę? Nie potrzebuję kolejnej osoby, która będzie się
pluła o to, jakie decyzje podejmuję w swoim życiu. Od tego jest Liam. - Wziął
duży łyk z butelki, patrząc prosto w moje oczy.
Skrzyżowałem
swoje ramiona – Mam kilka zasad.
- I
myślisz, że będę ich przestrzegał?
- Myślę,
że nie masz wyboru.
Harry
uśmiechnął się perfidnie i stanął na wprost mnie, patrząc mi się prosto w oczy
– jak gdyby wyzywając mnie – ale nie zamierzałem się wycofać.
- A to
dlaczego? – Zapytał ponuro, szukając na mojej twarzy oznaki niepewności. –
Dlaczego myślisz, że będę słuchał ciebie,
pomijając już twoje zasady?
- Bo
wtedy wylecisz z zespołu.
- Mogę
żyć bez tego zespołu – powiedział tonem tak słabym, że tylko osoba dobrze się
przysłuchująca mogłaby to usłyszeć. – Zachowujesz się jak takie gówno. – Dodał
sapiąc i pociągnął kolejny łyk alkoholu.
- O tobie
mam również takie samo zdanie – powiedziałem, natychmiast robiąc krok do przodu
tak, że nasze nosy prawie się stykały – Myślę, że ta cała szopka z wkurzaniem
się jest dokładnie tym, czym ją określiłem – szopką. Próbujesz zwrócić na
siebie uwagę, bo straciłeś kogoś.
- Nie wymawiaj jego imienia!
- Tylko
dlatego, że Jack umarł, nie
znaczy…
W ułamku
sekundy, po tym jak słowa wyleciały z moich ust, poczułem szarpnięcie i ból
rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa. Wówczas zorientowałem się, że Harry
przyciska mnie do ściany.
Otworzyłem
oczy, by napotkać jego sztyletujące mnie spojrzenie. Mówią, że można zabić
wzrokiem? W takim wypadku byłbym już trzy razy martwy.
Harry
oddychał szybko, a jego głos zamienił się w szept, gdy się odezwał. – Chcesz
pieprzonych zasad? W porządku. Miej je, nie obchodzi mnie to. Jeśli jednak mamy
żyć w tym piekle, chcę wprowadzić kilka swoich zasad. – Ostatnie słowo
wypowiedział szydzącym tonem i musiałem się mocno powstrzymać, żeby go od
siebie nie odepchnąć.
Zamrugałem
tylko i wziąłem głęboki wdech. Moje oczy nadal były utkwione w chłopaku, który
ponownie się odezwał – Pierwsza: nie wchodź mi, kurwa, w drogę. Będziemy się
ładnie zachowywać publicznie – udawać, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi,
aby inni uwierzyli w moją radość, spowodowaną twoim dołączeniem do zespołu.
Jednak gdy tylko kamery będą wyłączone, koniec z tym gównem. – Po tych słowach złapał
moje ramiona. Ścisnął je tak mocno, że byłem pewny, iż zostaną na nich
ciemnoniebieskie ślady. Następnie uśmiechnął się szyderczo i przybliżył swoją
twarz do mojej.
- I
druga: nigdy, przenigdy,
nie wypowiesz jego imienia. Rozumiesz? – Gdy mówił,
mogłem poczuć alkohol w jego oddechu i zdałem sobie sprawę, że to pytanie było
groźbą. Co by mi zrobił, gdybym złamał jego ‘zasady’? Co by zrobił, gdybym
wypowiedział jego imię?
Byłem
przerażony możliwą odpowiedzią.
- W
porządku. Łapię. – Powiedziałem, próbując opanować wszelkie nerwy, które
władały moim ciałem.
-
Świetnie – puścił szybko moje ramiona i zaczął odchodzić.
- Hej!
Nie znasz jeszcze moich zasad. – Powiedziałem bez zastanowienia, czego po
chwili pożałowałem.
Harry
obrócił się na pięcie, a jego skórzane buty zapiszczały o kafelkową podłogę.
- Niech
zgadnę – powiedział, drwiąc ze mnie – Nie chcesz żebym palił w domu? Żadnego
picia, imprez i powroty o określonej porze?
Byłem
zaskoczony, ale nie chciałem okazać mu żadnych emocji poza gniewem, więc tylko
skinąłem szorstko – M-mniej więcej.
- W
porządku. Ale to, że nie robię tego tutaj, nie znaczy, że nie będę tego robił
gdzie indziej.
-
Szczerze, nie obchodzi mnie to.
- Świetnie
-
Fantastycznie.
I wtedy
zniknął. Wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie
samego, stojącego przy ścianie. Zacząłem się wówczas zastanawiać, w co takiego,
do cholery, się wpakowałem.
Uwielbiam ich bromance. Gdy się kłócą jestem smutna, gdy się przytulają śmieję się. Dziękuję Ci za to, że tak pięknie opisujesz ich "Związek". Jestem true directioners i dlatego mogę ich nazwac homoseksualistami, a ty pewnie wiesz o co chodzi, bo też nią jesteś :)
OdpowiedzUsuń<33 :D
UsuńFajnie piszesz, : *, będę odwiedzała twojego bloga, mam nadzieje że ty mojego także, ;) ... Zapraszam wszystkich, gwarantuję to że się wkręcicie, tylko czytajcie od początku <3 http://i-need-you-onedirection.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńChcesz aby twój blog został zauważony? Zareklamuj go na http://reklamy-opowiadan.blogspot.com/ :).
OdpowiedzUsuńHej moniś! Super rozdział!!!!!!z niecierpliwością czekam na kolejne!!!! A tak w ogóle to kiedy następny rozdział! J
OdpowiedzUsuńNiedługo :pp
OdpowiedzUsuń