czwartek, 28 czerwca 2012

rozdział 5


Następne kilka dni minęło jakbym nigdy niczego Harry’emu nie obiecał. Chłopak, tak jak wcześniej, zupełnie mnie ignorował.
Ku mojemu zaskoczeniu byłem tym przybity. To była wyłącznie moja wina. Pozwoliłem sobie uwierzyć, że Harry naprawdę próbował się ze mną dogadać (pomimo, że był pijany). Byłem na tyle głupi, iż zapominałem, że wszystko – każdy uśmiech, każde klepnięcie w plecy, wszystkie emocje pochodzące od niego – były kłamstwem.
Żenujące było to, że jego lekceważenie mnie raniło i co gorsze, Daddy Direction pierwszy zauważył, że coś było nie tak.
- Hej – Powiedział do mnie cicho, gdy opuszczaliśmy biuro po spotkaniu z naszym menadżerem. Chłopcy szli przed nami – Niall przegryzając jabłko oraz Zayn i Harry zapalający swoje papierosy.
- Hej Liam. – Odpowiedziałem gładko, czując ogarniającą mnie nerwowość.
Liam skinął głową w stronę Harry’ego – Jak sobie radzi?
W odpowiedzi wzruszyłem ramionami. Nie potrafiłem powiedzieć Liam’owi jak czuje się loczek. Ignorował mnie, ale nie mogłem mu tego powiedzieć – wszystko miało być grą. Nie byłem pewien czy chciałem, żeby Liam wiedział o zasadach, jakie ja i Harry sobie ustaliliśmy. Prawdę mówiąc, nie byłem przekonany czy Liam rozumiał zmiany, jakie zaszły w Harry’m, odkąd widzieli się ostatni raz, czyli jakieś dziewięć miesięcy temu.
- Myślę, że w porządku. Naprawdę nie wiem wiele – dopiero go poznałem.
- Zmienił się i to wcale nie na lepsze. – Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął ciężko. – Martwię się o niego.
- Nie jestem zaskoczony, Daddy. – Liam wzdrygnął się na to przezwisko i klepnął mnie w bolące ramię, gdy się zaśmiałem. Czując jego dłoń, skrzywiłem się lekko. Na szczęście tego nie zauważył.
- Dziwisz mu się? – Zapytał. – Był całkiem inny zanim Jack umarł. Jest teraz… inną osobą. – Wzdrygnąłem się na wypowiedziane przez niego imię i poczułem się zupełnie tak samo jak kilka nocy wcześniej, gdy wypowiedział je Harry. Wiedziałem, że Liam nie miał takiej relacji z Jack’iem jak Harry. To mi o czymś przypomniało.
- Hej, mogę cię o coś zapytać? – Zapytałem, rzucając okiem w stronę Harry’ego.
Skinął głową, więc kontynuowałem. – Dlaczego… dlaczego Harry nie chce rozmawiać o Jack’u?
Liam rzucił swojemu przyjacielowi, który teraz wsiadał do samochodu za Niallem i Zaynem, smutne spojrzenie. Złapał moje ramię i oboje ruszyliśmy w stronę auta. Odezwał się do mnie cichym głosem.
- To długa historia. I nie ja powinienem ci ją opowiedzieć. – Powiedział, a następnie rozglądnął się na boki, przybliżając do mnie swoją głowę. – I nigdy się nie dowiesz, dopóki Harry ci jej nie opowie. Więc ostrzegę cię, jak przyjaciela, Louis – nie wspominaj Jack’a Shane’a… nigdy. Rozumiesz? – szepnął.
Byłem zaskoczony szczerością Liama, ale skinąłem głową i dodałem. – Już wiem – Harry mnie poinformował.
Chłopak skinął głową nie podsycając bardziej mojej ciekawości. Uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu. – To dobrze. To drażliwy temat – dla niektórych bardziej niż dla innych, jeśli wiesz, co mam na myśli. – Rzucił mi współczujący uśmiech, a następnie ruszyliśmy w stronę samochodu. Kiedy oboje do niego wskoczyliśmy, Harry napotkał moje spojrzenie.
- Co wam tak długo zajęło? – Zażądał odpowiedzi prostując swoje nogi tak, że leżały na kolanach Zayna.
- Rozmawialiśmy o następnym spotkaniu z menedżerem. – Powiedział Liam, gładko kłamiąc.
Harry jednak tego nie kupił. – Gówno prawda. – Powiedział i spojrzał na mnie. – Powiedz mi eleganciku, o czym rozmawialiście?
Rzucił mi złowrogie spojrzenie – z groźbą wypisaną w oczach. Wiedział, że Liam skłamał, więc pewnie łatwo przejrzałby moje kłamstwo. Nie chciałem ryzykować mówiąc mu prawdę – byłem przerażony tym do czego mógłby być zdolny – więc skłamałem.
- O następnym spotkaniu z menadżerem. – Powiedziałem, mając nadzieję, że mój ton go przekona. – Liam i ja rozmawialiśmy o transporcie.
Po moich słowach Harry spojrzał na mnie, kolejno rzucając podobne spojrzenie Liamowi, zanim zsunął się bardziej na swoim siedzeniu, ściągając na nos okulary przeciwsłoneczne. – Nieważne, pierdoły.
Wypuściłem z ulgą powietrze. Spojrzałem wdzięcznie w stronę Liama, który skinął i zaczął tępo wpatrywać się w szybę.
Droga do domu była powolna i nudna - jak każda odkąd zacząłem podróżować z chłopakami. Dopiero po dwóch godzinach Harry i ja dotarliśmy do naszego mieszkania. Pomachałem na pożegnanie chłopakom i ruszyłem za Harry’m w stronę domu. Chłopak zatrzasnął za sobą drzwi, zaskakując mnie tym samym. Obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z Harry’m.
- Simon wziął mnie dzisiaj na bok. – Oznajmił.
Skrzyżowałem obronnie ramiona, czekając na obelgi, którymi zamierzał mnie obrzucić. – I?
Przewrócił oczami. – Pytał jak idzie nam nasza piosenka.
Pozwoliłem moim ramionom opaść po moich bokach. – Oh.
- Powiedziałem mu, że nie zaczęliśmy. Oczywiście trafił go szlag i powiedział, żebyśmy lepiej zaczęli dzisiaj. – Spojrzałem na niego.
- Więc… Musimy zacząć dzisiaj. – Oznajmiłem.
- Chyba tak.
Moje oczy rozszerzyły się z szoku – zgadzał się ze mną? Byłem zaskoczony, że nie chciał mnie zmusić, żebym napisał tą piosenkę sam, albo w ogóle, że nie opuścił w proteście mieszkania.
- Naprawdę? – Zapytałem, wciąż zaskoczony jego odpowiedzią.
Przewrócił oczami i rzucił swoja kurtką w moją stronę, idąc do salonu i chwytając ze stolika długopis.
- Tak, naprawdę. Lubię pisać piosenki. – Przerwał. – Po prostu nie chcę pisać z tobą.
- Wierz mi. – Powiedziałem, zapominając, że kiedykolwiek łudziłem się, iż zostanę jego przyjacielem. – Mam to samo.
- Cudownie. – Uśmiechnął się sarkastycznie. Ulżyło mi, gdy oddałem uśmiech – jego uśmiech był tak zaraźliwy, cholera.
Przyglądałem się jak łapie kartkę papieru ze stolika i zaczyna sobie nucić. Przerwał nagle, po kilku chwilach, przeczyszczając gardło.
- Nie będę pisał tej piosenki sam. Nie jestem twoja dziwką, Tommo.
- Ani ja twoją.
Przewrócił oczami. – Nie musisz się bronić. Po prostu to napiszmy, żebyśmy nie musieli spędzać ze sobą więcej czasu niż to konieczne.
- W porządku. – Podszedłem do kanapy, stojącej naprzeciwko tej, którą zajmował Harry, zabierając wcześniej z kuchni swój dziennik i ściągając kurtkę, zanim zwinąłem się na kanapie.
Otworzyłem zeszyt na czystej stronie i odwróciłem się do Harry’ego. – O czym powinna być ta piosenka?
Harry sapnął, skreślił coś co napisał, a następie spojrzał na mnie. – Nie słuchałeś naszego pieprzonego albumu?
- Słuchałem.
- Więc wiesz jakie piosenki mamy napisać. – Odezwał się przez zaciśnięte zęby, zapisując wciąż słowa na swojej kartce. – Głupota. Zły chłopak. Miłość. Gówno.
Skinąłem, rozumiejąc, i spojrzałem na swoją pustą stronę. – Oh.
Nie odpowiedział, więc zacząłem spisywać różne pomysły, coraz bardziej świadomy obecności Harry’ego. Wiedziałem, że to nie była prawda, ale miałem wrażenie jakby mnie… obserwował i krytykował każdy mój ruch.
Kontynuowałem zapisywanie idei, jednakże po chwili, zabrakło mi nowych pomysłów. Wszystkie piosenki miłosne były takie same – ciężko było wymyślić coś nowego. Wszystko było już oklepane i powtórzone tysiące razy. Widocznie tego typu piosenki były oczekiwane od boysbandu. Uderzałem długopisem o podbródek, próbując wymyślić nowe pomysły i koncepcje, kiedy nagle…
- Czy mógłbyś przestać?
Obróciłem głowę i zobaczyłem wpatrującego się we mnie Harry’ego.
- O co ci chodzi? – Zapytałem, szczerze zmieszany.
Kiedy nie odpowiedział, wzruszyłem ramionami i powróciłem do swoich myśli - włącznie z tikiem, kiedy znów krzyknął.
- Poważnie, lalusiu, nie słyszałeś? Kazałem ci przestać.
- O czym ty mówisz?!
Złapał nasadę nosa i westchnął ciężko. – O stukaniu, tym pieprzonym długopisem! To mnie… rozprasza!
Spojrzałem na swój długopis, który był przyciśnięty do mojego podbródka. Oh.
- Przepraszam. – Przerwałem, czując jak ogarnia mnie gniew. Harry Styles był irytujący. Jego słowa i obraźliwe komentarze zaczynały mnie denerwować. – Musisz się wyluzować.
Zamarł, a jego długopis przestał przesuwać się po papierze. – Nie każ mi się wyluzować. – Powiedział niskim głosem.
- Dlaczego nie? Ty mówisz mi, żebym się nie srał cały czas, dlaczego ja nie mogę ci odpowiedzieć?
- Bo jesteś nowy i nikt cię nie szanuje. – Odpowiedział chłodno.
Czułem jak wrze we mnie krew, więc zamknąłem szybko swój dziennik. Wstałem i rzuciłem go na kanapę, co sprawiło, że głowa Harry’ego odwróciła się w moją stronę.
- Może ty mnie nie szanujesz, ale jest wiele ludzi, którzy szanują bardziej mnie niż ciebie.
Harry prychnął i rozłożył się na kanapie, rozkładając szeroko ramiona i opierając stopę na kolanie. Znów się ze mną drażnił.
- Oświeć mnie – kim są ci ludzie?
Wzruszyłem ramionami. – Na przykład ludzie, którzy decydują o twojej karierze.
- Naprawdę myślisz, że oni mnie obchodzą? – Zapytał Harry, unosząc brew. – Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, gówno mnie obchodzi co sądzą o mnie inni.
- Myślę, że wręcz przeciwnie. – Wtrąciłem. – Po prostu dobrze to ukrywasz.
Harry przełknął ciężko ślinę, zrywając ze mną kontakt wzrokowy. Ogarnęła go kolejna chwila słabości zanim znów na mnie spojrzał. Wstał i podszedł do mnie, chwytając moje obolałe ramiona i siniacząc je jeszcze bardziej niż były. – Słuchaj mnie. – Zażądał. – Wyrażę się bardzo jasno: nie znasz mnie i nie planuj mnie poznawać, bo to stało się niemożliwe odkąd po raz pierwszy wszedłeś przez te drzwi i… go zastąpiłeś. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, ale nasze zasady wciąż obowiązują. Rozumiesz?
Złapałem jego nadgarstki. W momencie, gdy moja ręka się o niego otarła, poczułem chłód skóry chłopaka. Ściągnąłem jego ręce z moich ramion, po czym potarłem dłońmi bolące mnie miejsca. Wciąż się w siebie wpatrywaliśmy, aż w końcu się odezwałem, przypominając sobie o obietnicy złożonej mu kilka nocy temu. – Sprawiasz, że bardzo łatwo nie łamać tych zasad.
Jego oczy złagodniały. Wiedziałem, że nad tym myśli. Na jego twarzy pojawił się… ból. To trwało jednak zaledwie ułamek sekundy, po czym jego twarz znów stała się maską. Jeśli nie chciał, żebym się w nim zakochał, bardzo mi to ułatwiał. Jeżeli naprawdę mu o to chodziło, dlaczego mnie ostrzegł? Z jakiego powodu kazał mi złożyć taką obietnicę skoro i tak zamierzał mnie traktować jak śmiecia?
Harry wziął głęboki wdech i cofnął się kilka kroków ode mnie. Oczekiwałem od niego sarkastycznego komentarza lub uderzenia w twarz, jednak on niczego takiego nie zrobił. Zamiast tego, zacisnął swoją dłoń w pięść tak mocno, że pobielały mu knykcie. Obrócił się na pięcie i złapał kurtkę, która znajdowała się w kuchni.
Zalała mnie fala winy. Nie wiedziałem dlaczego, ale nagle poczułem się źle, przez to co powiedziałem. Może dlatego, że ujrzałem w jego oczach cierpienie, mimo że to był tylko ułamek sekundy. Może dlatego, że normalnie nigdy nikogo specjalnie nie ranię. Równocześnie jednak nie byłem świadomy, że Harry może poczuć się zraniony moimi słowami. Nawet jeżeli tak się poczuł.
Cholera, ten dzieciak wciąż był tajemnicą.
Patrzyłem jak rusza w stronę drzwi, łapiąc do ręki, po drodze, papierosy ze stolika.
- Hej – Powiedziałem miękko. – Gdzie idziesz?
Harry założył kurtkę i posłał mi groźne spojrzenie. – Odwal się.
Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
_

Miałem dosyć lekki sen, więc kiedy tylko Harry wszedł do mieszkania, wiele godzin później, moje oczy natychmiast się otworzyły. Wytężyłem słuch, chcąc określić jak bardzo był pijany.
Słyszałem jak rzuca swoje klucze, a później kurtkę i mamrocze do siebie niezrozumiałe sylaby, wspinając się po schodach.
Tak, był kompletnie zalany.
Jednak niezależnie od tego jak bardzo był na mnie wściekły i czy był dla mnie złośliwy, wciąż był człowiekiem. Wolałem więc upewnić się, że nie rozwali sobie głowy oraz nie zakrztusi się swoimi wymiocinami po pijaku.
Kiedy usłyszałem zatrzaskujące się drzwi oraz skrzypienie materaca, co oznaczało, że Harry musiał się na nim położyć, mogłem ponownie wrócić do spania.
Nie trwało to zbyt długo.
Obudziłem się w środku nocy przez coś co na początku wydawało mi się być jękami. Gdy zacząłem odzyskiwać świadomość, zdałem sobie sprawę, że to nie były jęki – to były krzyki.
Rozdzierające serce krzyki.
Natychmiast wypadłem ze swojego pokoju i popędziłem w stronę pokoju Harry’ego, skąd dochodziły wrzaski. Byłem przerażony – Co się działo? Czy ktoś go skrzywdził? O nie… ktoś się włamał?
Chwyciłem klamkę i wpadłem do jego pokoju, spodziewając się, że zastanę w nim bałagan i rannego Harry’ego. Jednak nie to zobaczyłem.
Harry leżał w swoim łóżku, drżąc i wiercąc się. Już nie krzyczał, ale mamrotał i szlochał, jakby go coś bolało. Jego oczy były mocno zaciśnięte.
- Nie, nie. Proszę. Nie – nie jego. Weź mnie. Proszę, WEŹ MNIE! – Wtedy zrozumiałem – Harry Styles miał koszmar.
Wiedziałem już, że to, co na początku wydawało mi się być krzykami, w rzeczywistości było błaganiami i szlochem.
- Przestań! Zostaw go! NIE! NIE! – Harry krzyczał coraz głośniej, a jego ciało ponownie zaczęło całe drżeć. Krzyki były tak rozdzierające, że musiałem coś zrobić, aby je przerwać. Wdrapałem się więc na jego łóżko, potrząsając nim, aby go obudzić.
- Harry! – Powiedziałem głośno, starając się utrzymać jego ramiona, które szarpały się na wszystkie boki.
- Nie! Przestań! PROSZĘ!
- Harry!
- Nie!
- HARRY! – Potrząsnąłem nim, a jego oczy w końcu się otworzyły. Łzy wciąż skapywały po jego policzkach. Spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Starał się mnie odepchnąć, wciąż patrząc na mnie ze strachem.
- Nie, nie, zostaw mnie. Proszę, nie – Jęczał, jakby wciąż śnił – Jakbym to ja był tym, kogo się obawiał.
- Harry, to ja. Louis. – Powiedziałem cicho, ściskając delikatnie jego ramiona. Usiadł w końcu na łóżku i spojrzał na mnie. Wówczas mogłem dłużej niż przez jedną chwilę zobaczyć prawdziwego Harry’ego.
Jego oczy były wypełnione łzami, a policzki zaczerwienione. Był… załamany. Silna, zimna i niewidzialna maska, która dotychczas pokrywała twarz chłopaka, pękła. Jego wargi drżały. Spuścił swój wzrok, ściskając prześcieradło. W jednym momencie, palce Harry’ego przeniosły się z prześcieradła na moje ramię, chwytając się go, jakby od tego zależało jego życie. Wiedziałem, że od jego silnego uścisku moje ramię będzie pokryte kolejnymi sińcami, jednak tym razem nie miały być one wynikiem jego gniewu.
Jego całe ciało zaczęło drżeć z nerwów lub ze strachu - tego nie byłem pewien. Nie mogłem jednak patrzeć jak ktoś na moich oczach się załamuje, niezależnie od tego jak okrutna była ta osoba. Zrobiłem więc coś do czego normalnie bym się nie posunął, a mianowicie przyciągnąłem Harry’ego bliżej do siebie, kładąc rękę na tyle jego głowy. Opierając ją na swoim ramieniu, owinąłem go ramionami.
Nie walczył ze mną i nie protestował. Zamiast tego pozwolił mi się trzymać, ale kilka chwil później znów zaczął płakać. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Każda jego łza spływała na mój kark. Czułem jak palce chłopaka zaciskają się na moim ramieniu, mnąc mój podkoszulek, jakby to była jego ostatnia deska ratunku – jakby tylko to dawało mu siłę. Ku mojemu zaskoczeniu, ból, którego oczekiwałem, nie nadszedł, gdyż byłem zbyt zafascynowany dotykiem palców Harry’ego o moją nagą skórę.
Desperacko kogoś potrzebował. Jego łzy były tylko i wyłącznie prośbą. Prośbą by to, co mu się śniło, nigdy więcej się nie wydarzyło lub by mógł o tym zapomnieć.
Nie odezwałem się do niego żadnym słowem, ani nawet go nie pocieszyłem. Nie miałem odwagi, aby zapytać, co mu się śniło. Mogłem jedynie zgadywać…
Potarłem jego plecy i pozwoliłem swojej ręce spocząć na jego ramieniu, wsłuchując się tym samym w szybkie bicie jego serca. Wdychałem zapach jego wody po goleniu i płynu do płukania. Moje serce natychmiast podskoczyło, gdy tylko Harry zaplótł swoje ramiona wokół mojej szyi, przyciągając mnie bliżej. To było jak nieme ‘dziękuję’, więc ścisnąłem go mocniej.
- Będzie w porządku, Harry – Powiedziałem, zataczając na plecach chłopaka koła.
Nagle jego całe ciało zesztywniało. Wówczas zdałem sobie sprawę, że popełniłem ogromny błąd. Harry’ego naszła świadomość tego co robił. Byłem głupi, że odezwałem się do niego w momencie, gdy był zdesperowany i kogoś potrzebował.
Chłopak natychmiast rozluźnił uścisk i oderwał się ode mnie, uderzając w moje bolące ramię. Na jego twarzy znów pojawiła się chłodna maska, pomimo, że jego policzki wciąż były wilgotne od łez, a oczy czerwone i zapuchnięte. Spojrzał na mnie, wskazując drżącą dłonią na drzwi.
- Wyjdź.
Chciałem chwycić jego ramię, ale odtrącił mnie. – Porozmawiaj ze mną. – Powiedziałem, próbując go dosięgnąć. Pragnąłem dowiedzieć się, co było nie tak. Chciałem mu pomóc. Nie obchodziła mnie przeszłość. Chciałem… żeby wszystko było z nim w porządku.
Potrzasnął głową i pewniej wskazał w tamtym kierunku. – Wyjdź. Teraz, Louis.
Wpatrywałem się w niego – po raz pierwszy moje imię wyleciało z ust Harry’ego. Zafascynowało mnie jak to słowo oplatało się wokół jego języka, jednak byłem przybity tym, jak smutno ono brzmiało.
Przełknąłem ciężko ślinę, gdy Harry zerwał nasz kontakt wzrokowy, przecierając oczy swoim ramieniem.
- Proszę, Harry.
- Po prostu idź. – Powiedział cicho, ponownie na mnie spoglądając. Westchnąłem ciężko, przyznając się tym samym do porażki. Zszedłem z łóżka, a następnie ruszyłem powoli w kierunku drzwi. Zanim wyszedłem, odwróciłem się do niego.
- Słuchaj, Harry…
- Nie. – Wyszeptał. Po sposobie w jaki załamał się jego głos wiedziałem, że powstrzymuje się od szlochu. – Po prostu wyjdź. – Powiedział, trochę bardziej pewnie, jakby próbując zamaskować swój płacz.
Skinąłem głową i zamknąłem za sobą drzwi, starając się powstrzymać własne łzy.
Chwilę później, gdy odszedłem, znów usłyszałem szloch Harry’ego, ale wszedłem do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jego płacz wciąż dudnił w moich uszach, do momentu, aż ponownie zapadłem w sen.

 _________________________________________________________________________
No, w miarę szybko się uporałam z pisaniem :p. Mam nadzieję, że będzie wam się podobał chociaż jest trochę krótszy od poprzedniego, ale co tam :) Liczę na szczere komentarze! :) Głosujcie w sondzie i dodawajcie się do obserwatorów :) Jeżeli miałybyście i miałbyś :D jakieś pytania jeżeli chodzi o opowiadanie, czy jeśli chcecie być informowani o rozdziałach piszcie na gg: 11810344 :) Jestem dostępna praktycznie cały czas więc jak już mówiłam przedtem, nie będzie problemu ze skontaktowaniem się ze mną :) <3 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz