Następne
kilka dni minęło jakbym nigdy niczego Harry’emu nie obiecał. Chłopak, tak jak
wcześniej, zupełnie mnie ignorował.
Ku mojemu
zaskoczeniu byłem tym przybity. To była wyłącznie moja wina. Pozwoliłem sobie
uwierzyć, że Harry naprawdę próbował się ze mną dogadać (pomimo, że był
pijany). Byłem na tyle głupi, iż zapominałem, że wszystko – każdy uśmiech,
każde klepnięcie w plecy, wszystkie emocje pochodzące od niego – były
kłamstwem.
Żenujące
było to, że jego lekceważenie mnie raniło i co gorsze, Daddy Direction pierwszy
zauważył, że coś było nie tak.
- Hej –
Powiedział do mnie cicho, gdy opuszczaliśmy biuro po spotkaniu z naszym
menadżerem. Chłopcy szli przed nami – Niall przegryzając jabłko oraz Zayn i
Harry zapalający swoje papierosy.
- Hej
Liam. – Odpowiedziałem gładko, czując ogarniającą mnie nerwowość.
Liam
skinął głową w stronę Harry’ego – Jak sobie radzi?
W
odpowiedzi wzruszyłem ramionami. Nie potrafiłem powiedzieć Liam’owi jak czuje
się loczek. Ignorował mnie, ale nie mogłem mu tego powiedzieć – wszystko miało
być grą. Nie byłem pewien czy chciałem, żeby Liam wiedział o zasadach, jakie ja
i Harry sobie ustaliliśmy. Prawdę mówiąc, nie byłem przekonany czy Liam
rozumiał zmiany, jakie zaszły w Harry’m, odkąd widzieli się ostatni raz, czyli
jakieś dziewięć miesięcy temu.
- Myślę,
że w porządku. Naprawdę nie wiem wiele – dopiero go poznałem.
- Zmienił
się i to wcale nie na lepsze. – Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął
ciężko. – Martwię się o niego.
- Nie
jestem zaskoczony, Daddy.
– Liam wzdrygnął się na to przezwisko i klepnął mnie w bolące ramię, gdy się
zaśmiałem. Czując jego dłoń, skrzywiłem się lekko. Na szczęście tego nie
zauważył.
- Dziwisz
mu się? – Zapytał. – Był całkiem inny zanim Jack umarł. Jest teraz… inną osobą.
– Wzdrygnąłem się na wypowiedziane przez niego imię i poczułem się zupełnie tak
samo jak kilka nocy wcześniej, gdy wypowiedział je Harry. Wiedziałem, że Liam
nie miał takiej relacji z Jack’iem jak Harry. To mi o czymś przypomniało.
- Hej,
mogę cię o coś zapytać? – Zapytałem, rzucając okiem w stronę Harry’ego.
Skinął
głową, więc kontynuowałem. – Dlaczego… dlaczego Harry nie chce rozmawiać o
Jack’u?
Liam
rzucił swojemu przyjacielowi, który teraz wsiadał do samochodu za Niallem i
Zaynem, smutne spojrzenie. Złapał moje ramię i oboje ruszyliśmy w stronę auta.
Odezwał się do mnie cichym głosem.
- To
długa historia. I nie ja powinienem ci ją opowiedzieć. – Powiedział, a
następnie rozglądnął się na boki, przybliżając do mnie swoją głowę. – I nigdy
się nie dowiesz, dopóki Harry ci jej nie opowie. Więc ostrzegę cię, jak
przyjaciela, Louis – nie wspominaj Jack’a Shane’a… nigdy. Rozumiesz? – szepnął.
Byłem
zaskoczony szczerością Liama, ale skinąłem głową i dodałem. – Już wiem – Harry
mnie poinformował.
Chłopak
skinął głową nie podsycając bardziej mojej ciekawości. Uśmiechnął się i
poklepał mnie po ramieniu. – To dobrze. To drażliwy temat – dla niektórych
bardziej niż dla innych,
jeśli wiesz, co mam na myśli. – Rzucił mi współczujący uśmiech, a następnie
ruszyliśmy w stronę samochodu. Kiedy oboje do niego wskoczyliśmy, Harry
napotkał moje spojrzenie.
- Co wam
tak długo zajęło? – Zażądał odpowiedzi prostując swoje nogi tak, że leżały na
kolanach Zayna.
-
Rozmawialiśmy o następnym spotkaniu z menedżerem. – Powiedział Liam, gładko
kłamiąc.
Harry
jednak tego nie kupił. – Gówno prawda. – Powiedział i spojrzał na mnie. –
Powiedz mi eleganciku, o czym rozmawialiście?
Rzucił mi
złowrogie spojrzenie – z groźbą wypisaną w oczach. Wiedział, że Liam skłamał,
więc pewnie łatwo przejrzałby moje kłamstwo. Nie chciałem ryzykować mówiąc mu
prawdę – byłem przerażony tym do czego mógłby być zdolny – więc skłamałem.
- O
następnym spotkaniu z menadżerem. – Powiedziałem, mając nadzieję, że mój ton go
przekona. – Liam i ja rozmawialiśmy o transporcie.
Po moich
słowach Harry spojrzał na mnie, kolejno rzucając podobne spojrzenie Liamowi,
zanim zsunął się bardziej na swoim siedzeniu, ściągając na nos okulary
przeciwsłoneczne. – Nieważne, pierdoły.
Wypuściłem
z ulgą powietrze. Spojrzałem wdzięcznie w stronę Liama, który skinął i zaczął
tępo wpatrywać się w szybę.
Droga do
domu była powolna i nudna - jak każda odkąd zacząłem podróżować z chłopakami.
Dopiero po dwóch godzinach Harry i ja dotarliśmy do naszego mieszkania.
Pomachałem na pożegnanie chłopakom i ruszyłem za Harry’m w stronę domu. Chłopak
zatrzasnął za sobą drzwi, zaskakując mnie tym samym. Obróciłem się i stanąłem
twarzą w twarz z Harry’m.
- Simon
wziął mnie dzisiaj na bok. – Oznajmił.
Skrzyżowałem
obronnie ramiona, czekając na obelgi, którymi zamierzał mnie obrzucić. – I?
Przewrócił
oczami. – Pytał jak idzie nam nasza piosenka.
Pozwoliłem
moim ramionom opaść po moich bokach. – Oh.
-
Powiedziałem mu, że nie zaczęliśmy. Oczywiście trafił go szlag i powiedział,
żebyśmy lepiej zaczęli dzisiaj. – Spojrzałem na niego.
- Więc… Musimy
zacząć dzisiaj. – Oznajmiłem.
- Chyba
tak.
Moje oczy
rozszerzyły się z szoku – zgadzał się ze mną? Byłem zaskoczony, że
nie chciał mnie zmusić, żebym napisał tą piosenkę sam, albo w ogóle, że nie
opuścił w proteście mieszkania.
-
Naprawdę? – Zapytałem, wciąż zaskoczony jego odpowiedzią.
Przewrócił
oczami i rzucił swoja kurtką w moją stronę, idąc do salonu i chwytając ze
stolika długopis.
- Tak,
naprawdę. Lubię pisać piosenki. – Przerwał. – Po prostu nie chcę pisać z tobą.
- Wierz
mi. – Powiedziałem, zapominając, że kiedykolwiek łudziłem się, iż zostanę jego
przyjacielem. – Mam to samo.
-
Cudownie. – Uśmiechnął się sarkastycznie. Ulżyło mi, gdy oddałem uśmiech – jego
uśmiech był tak zaraźliwy, cholera.
Przyglądałem
się jak łapie kartkę papieru ze stolika i zaczyna sobie nucić. Przerwał nagle,
po kilku chwilach, przeczyszczając gardło.
- Nie
będę pisał tej piosenki sam. Nie jestem twoja dziwką,
Tommo.
- Ani ja
twoją.
Przewrócił
oczami. – Nie musisz się bronić. Po prostu to napiszmy, żebyśmy nie musieli spędzać
ze sobą więcej czasu niż to konieczne.
- W
porządku. – Podszedłem do kanapy, stojącej naprzeciwko tej, którą zajmował
Harry, zabierając wcześniej z kuchni swój dziennik i ściągając kurtkę, zanim
zwinąłem się na kanapie.
Otworzyłem
zeszyt na czystej stronie i odwróciłem się do Harry’ego. – O czym powinna być
ta piosenka?
Harry
sapnął, skreślił coś co napisał, a następie spojrzał na mnie. – Nie słuchałeś naszego pieprzonego
albumu?
-
Słuchałem.
- Więc
wiesz jakie piosenki mamy napisać. – Odezwał się przez zaciśnięte zęby,
zapisując wciąż słowa na swojej kartce. – Głupota. Zły chłopak. Miłość. Gówno.
Skinąłem,
rozumiejąc, i spojrzałem na swoją pustą stronę. – Oh.
Nie
odpowiedział, więc zacząłem spisywać różne pomysły, coraz bardziej świadomy
obecności Harry’ego. Wiedziałem, że to nie była prawda, ale miałem wrażenie
jakby mnie… obserwował i krytykował każdy mój ruch.
Kontynuowałem
zapisywanie idei, jednakże po chwili, zabrakło mi nowych pomysłów. Wszystkie
piosenki miłosne były takie same – ciężko było wymyślić coś nowego. Wszystko
było już oklepane i powtórzone tysiące razy. Widocznie tego typu piosenki były
oczekiwane od boysbandu. Uderzałem długopisem o podbródek, próbując wymyślić
nowe pomysły i koncepcje, kiedy nagle…
- Czy mógłbyś przestać?
Obróciłem
głowę i zobaczyłem wpatrującego się we mnie Harry’ego.
- O co ci
chodzi? – Zapytałem, szczerze zmieszany.
Kiedy nie
odpowiedział, wzruszyłem ramionami i powróciłem do swoich myśli - włącznie z
tikiem, kiedy znów krzyknął.
-
Poważnie, lalusiu, nie
słyszałeś? Kazałem ci przestać.
- O czym
ty mówisz?!
Złapał
nasadę nosa i westchnął ciężko. – O stukaniu, tym pieprzonym długopisem! To
mnie… rozprasza!
Spojrzałem
na swój długopis, który był przyciśnięty do mojego podbródka. Oh.
-
Przepraszam. – Przerwałem, czując jak ogarnia mnie gniew. Harry Styles był
irytujący. Jego słowa i obraźliwe komentarze zaczynały mnie denerwować. –
Musisz się wyluzować.
Zamarł, a
jego długopis przestał przesuwać się po papierze. – Nie każ mi się wyluzować. –
Powiedział niskim głosem.
-
Dlaczego nie? Ty mówisz mi, żebym się nie srał cały czas, dlaczego ja nie mogę
ci odpowiedzieć?
- Bo
jesteś nowy i nikt cię nie szanuje. – Odpowiedział chłodno.
Czułem
jak wrze we mnie krew, więc zamknąłem szybko swój dziennik. Wstałem i rzuciłem
go na kanapę, co sprawiło, że głowa Harry’ego odwróciła się w moją stronę.
- Może ty mnie nie szanujesz, ale jest wiele
ludzi, którzy szanują bardziej mnie niż ciebie.
Harry
prychnął i rozłożył się na kanapie, rozkładając szeroko ramiona i opierając
stopę na kolanie. Znów się ze mną drażnił.
- Oświeć
mnie – kim są ci ludzie?
Wzruszyłem
ramionami. – Na przykład ludzie, którzy decydują o twojej karierze.
-
Naprawdę myślisz, że oni mnie obchodzą? – Zapytał Harry, unosząc brew. – Jeśli
jeszcze nie zauważyłeś, gówno mnie obchodzi co sądzą o mnie inni.
- Myślę,
że wręcz przeciwnie. – Wtrąciłem. – Po prostu dobrze to ukrywasz.
Harry
przełknął ciężko ślinę, zrywając ze mną kontakt wzrokowy. Ogarnęła go kolejna
chwila słabości zanim znów na mnie spojrzał. Wstał i podszedł do mnie,
chwytając moje obolałe ramiona i siniacząc je jeszcze bardziej niż były. –
Słuchaj mnie. – Zażądał. – Wyrażę się bardzo jasno: nie znasz mnie i nie planuj mnie poznawać,
bo to stało się niemożliwe odkąd po raz pierwszy wszedłeś przez te drzwi i… go zastąpiłeś. Nie chcę mieć z tobą nic
wspólnego, ale nasze zasady wciąż obowiązują. Rozumiesz?
Złapałem
jego nadgarstki. W momencie, gdy moja ręka się o niego otarła, poczułem chłód
skóry chłopaka. Ściągnąłem jego ręce z moich ramion, po czym potarłem dłońmi
bolące mnie miejsca. Wciąż się w siebie wpatrywaliśmy, aż w końcu się
odezwałem, przypominając sobie o obietnicy złożonej mu kilka nocy temu. –
Sprawiasz, że bardzo łatwo nie łamać tych zasad.
Jego oczy
złagodniały. Wiedziałem, że nad tym myśli. Na jego twarzy pojawił się… ból. To
trwało jednak zaledwie ułamek sekundy, po czym jego twarz znów stała się maską.
Jeśli nie chciał, żebym się w nim zakochał, bardzo mi to ułatwiał. Jeżeli
naprawdę mu o to chodziło, dlaczego mnie ostrzegł? Z jakiego powodu kazał mi
złożyć taką obietnicę skoro i tak zamierzał mnie traktować jak śmiecia?
Harry
wziął głęboki wdech i cofnął się kilka kroków ode mnie. Oczekiwałem od niego
sarkastycznego komentarza lub uderzenia w twarz, jednak on niczego takiego nie
zrobił. Zamiast tego, zacisnął swoją dłoń w pięść tak mocno, że pobielały mu
knykcie. Obrócił się na pięcie i złapał kurtkę, która znajdowała się w kuchni.
Zalała
mnie fala winy. Nie wiedziałem dlaczego, ale nagle poczułem się źle, przez to
co powiedziałem. Może dlatego, że ujrzałem w jego oczach cierpienie, mimo że to
był tylko ułamek sekundy. Może dlatego, że normalnie nigdy nikogo specjalnie
nie ranię. Równocześnie jednak nie byłem świadomy, że Harry może poczuć się
zraniony moimi słowami. Nawet jeżeli tak się poczuł.
Cholera,
ten dzieciak wciąż był tajemnicą.
Patrzyłem
jak rusza w stronę drzwi, łapiąc do ręki, po drodze, papierosy ze stolika.
- Hej –
Powiedziałem miękko. – Gdzie idziesz?
Harry
założył kurtkę i posłał mi groźne spojrzenie. – Odwal się.
Wyszedł,
zatrzaskując za sobą drzwi.
_
Miałem
dosyć lekki sen, więc kiedy tylko Harry wszedł do mieszkania, wiele godzin
później, moje oczy natychmiast się otworzyły. Wytężyłem słuch, chcąc określić
jak bardzo był pijany.
Słyszałem
jak rzuca swoje klucze, a później kurtkę i mamrocze do siebie niezrozumiałe
sylaby, wspinając się po schodach.
Tak, był
kompletnie zalany.
Jednak
niezależnie od tego jak bardzo był na mnie wściekły i czy był dla mnie
złośliwy, wciąż był człowiekiem. Wolałem więc upewnić się, że nie rozwali sobie
głowy oraz nie zakrztusi się swoimi wymiocinami po pijaku.
Kiedy
usłyszałem zatrzaskujące się drzwi oraz skrzypienie materaca, co oznaczało, że
Harry musiał się na nim położyć, mogłem ponownie wrócić do spania.
Nie
trwało to zbyt długo.
Obudziłem
się w środku nocy przez coś co na początku wydawało mi się być jękami. Gdy
zacząłem odzyskiwać świadomość, zdałem sobie sprawę, że to nie były jęki – to
były krzyki.
Rozdzierające serce krzyki.
Natychmiast
wypadłem ze swojego pokoju i popędziłem w stronę pokoju Harry’ego, skąd
dochodziły wrzaski. Byłem przerażony – Co się działo? Czy ktoś go skrzywdził? O
nie… ktoś się włamał?
Chwyciłem
klamkę i wpadłem do jego pokoju, spodziewając się, że zastanę w nim bałagan i
rannego Harry’ego. Jednak nie to zobaczyłem.
Harry
leżał w swoim łóżku, drżąc i wiercąc się. Już nie krzyczał, ale mamrotał i
szlochał, jakby go coś bolało. Jego oczy były mocno zaciśnięte.
- Nie,
nie. Proszę. Nie – nie jego. Weź mnie. Proszę, WEŹ MNIE! – Wtedy zrozumiałem –
Harry Styles miał koszmar.
Wiedziałem
już, że to, co na początku wydawało mi się być krzykami, w rzeczywistości było
błaganiami i szlochem.
-
Przestań! Zostaw go! NIE! NIE!
– Harry krzyczał coraz głośniej, a jego ciało ponownie zaczęło całe drżeć.
Krzyki były tak rozdzierające, że musiałem coś zrobić, aby je przerwać.
Wdrapałem się więc na jego łóżko, potrząsając nim, aby go obudzić.
- Harry!
– Powiedziałem głośno, starając się utrzymać jego ramiona, które szarpały się
na wszystkie boki.
- Nie!
Przestań! PROSZĘ!
- Harry!
- Nie!
- HARRY!
– Potrząsnąłem nim, a jego oczy w końcu się otworzyły. Łzy wciąż skapywały po
jego policzkach. Spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Starał się mnie
odepchnąć, wciąż patrząc na mnie ze strachem.
- Nie,
nie, zostaw mnie. Proszę, nie – Jęczał, jakby wciąż śnił – Jakbym to ja był
tym, kogo się obawiał.
- Harry,
to ja. Louis. – Powiedziałem cicho, ściskając delikatnie jego ramiona. Usiadł w
końcu na łóżku i spojrzał na mnie. Wówczas mogłem dłużej niż przez jedną chwilę
zobaczyć prawdziwego Harry’ego.
Jego oczy
były wypełnione łzami, a policzki zaczerwienione. Był… załamany. Silna, zimna i
niewidzialna maska, która dotychczas pokrywała twarz chłopaka, pękła. Jego
wargi drżały. Spuścił swój wzrok, ściskając prześcieradło. W jednym momencie,
palce Harry’ego przeniosły się z prześcieradła na moje ramię, chwytając się go,
jakby od tego zależało jego życie. Wiedziałem, że od jego silnego uścisku moje
ramię będzie pokryte kolejnymi sińcami, jednak tym razem nie miały być one
wynikiem jego gniewu.
Jego całe
ciało zaczęło drżeć z nerwów lub ze strachu - tego nie byłem pewien. Nie mogłem
jednak patrzeć jak ktoś na moich oczach się załamuje, niezależnie od tego jak
okrutna była ta osoba. Zrobiłem więc coś do czego normalnie bym się nie
posunął, a mianowicie przyciągnąłem Harry’ego bliżej do siebie, kładąc rękę na
tyle jego głowy. Opierając ją na swoim ramieniu, owinąłem go ramionami.
Nie
walczył ze mną i nie protestował. Zamiast tego pozwolił mi się trzymać, ale
kilka chwil później znów zaczął płakać. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi.
Każda jego łza spływała na mój kark. Czułem jak palce chłopaka zaciskają się na
moim ramieniu, mnąc mój podkoszulek, jakby to była jego ostatnia deska ratunku
– jakby tylko to dawało mu siłę. Ku mojemu zaskoczeniu, ból, którego
oczekiwałem, nie nadszedł, gdyż byłem zbyt zafascynowany dotykiem palców
Harry’ego o moją nagą skórę.
Desperacko
kogoś potrzebował. Jego łzy były tylko i wyłącznie prośbą. Prośbą by to, co mu
się śniło, nigdy więcej się nie wydarzyło lub by mógł o tym zapomnieć.
Nie
odezwałem się do niego żadnym słowem, ani nawet go nie pocieszyłem. Nie miałem
odwagi, aby zapytać, co mu się śniło. Mogłem jedynie zgadywać…
Potarłem
jego plecy i pozwoliłem swojej ręce spocząć na jego ramieniu, wsłuchując się
tym samym w szybkie bicie jego serca. Wdychałem zapach jego wody po goleniu i
płynu do płukania. Moje serce natychmiast podskoczyło, gdy tylko Harry zaplótł
swoje ramiona wokół mojej szyi, przyciągając mnie bliżej. To było jak nieme
‘dziękuję’, więc ścisnąłem go mocniej.
- Będzie
w porządku, Harry – Powiedziałem, zataczając na plecach chłopaka koła.
Nagle
jego całe ciało zesztywniało. Wówczas zdałem sobie sprawę, że popełniłem
ogromny błąd. Harry’ego naszła świadomość tego co robił. Byłem głupi, że
odezwałem się do niego w momencie, gdy był zdesperowany i kogoś potrzebował.
Chłopak
natychmiast rozluźnił uścisk i oderwał się ode mnie, uderzając w moje bolące
ramię. Na jego twarzy znów pojawiła się chłodna maska, pomimo, że jego policzki
wciąż były wilgotne od łez, a oczy czerwone i zapuchnięte. Spojrzał na mnie,
wskazując drżącą dłonią na drzwi.
- Wyjdź.
Chciałem
chwycić jego ramię, ale odtrącił mnie. – Porozmawiaj
ze mną. – Powiedziałem,
próbując go dosięgnąć. Pragnąłem dowiedzieć się, co było nie tak. Chciałem mu
pomóc. Nie obchodziła mnie przeszłość. Chciałem… żeby wszystko było z nim w
porządku.
Potrzasnął
głową i pewniej wskazał w tamtym kierunku. – Wyjdź. Teraz, Louis.
Wpatrywałem
się w niego – po raz pierwszy moje imię wyleciało z ust Harry’ego.
Zafascynowało mnie jak to słowo oplatało się wokół jego języka, jednak byłem
przybity tym, jak smutno ono brzmiało.
Przełknąłem
ciężko ślinę, gdy Harry zerwał nasz kontakt wzrokowy, przecierając oczy swoim
ramieniem.
- Proszę,
Harry.
- Po
prostu idź. – Powiedział
cicho, ponownie na mnie spoglądając. Westchnąłem ciężko, przyznając się tym
samym do porażki. Zszedłem z łóżka, a następnie ruszyłem powoli w kierunku
drzwi. Zanim wyszedłem, odwróciłem się do niego.
-
Słuchaj, Harry…
- Nie. –
Wyszeptał. Po sposobie w jaki załamał się jego głos wiedziałem, że powstrzymuje
się od szlochu. – Po prostu wyjdź. – Powiedział, trochę bardziej pewnie, jakby
próbując zamaskować swój płacz.
Skinąłem
głową i zamknąłem za sobą drzwi, starając się powstrzymać własne łzy.
Chwilę
później, gdy odszedłem, znów usłyszałem szloch Harry’ego, ale wszedłem do
swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jego płacz wciąż dudnił w moich
uszach, do momentu, aż ponownie zapadłem w sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz