Minęły 2 tygodnie od mojej ‘pobudki’ a co najlepsze z dnia
na dzień moja pamięć powracała. Dzisiaj wychodzę ze szpitala. Wracam na kilka
dni do domu, żeby jak to powiedział Simon ‘Jakoś wyglądać przed fotografami’.
To prawda, wyglądam strasznie, ale bywało gorzej. Kilka siniaków na twarz, parę
blizn. Ale mam nadzieję, że niedługo znikną. Jakoś pogodziłem się z moim
przystąpieniem do zespołu. Nadal uważam, że to jest wgl nie potrzebne. Założę
się, że to też nie jest marzeniem reszty chłopaków. No, ale Simon się uparł,
więc ja tu chyba nie mam nic do powiedzenia.
Siedziałem na łóżku. Kątem oka zerkałem na chłopaka leżącego
na łóżku obok nie. Gdyby przez te dwa tygodnie się obudził to rozwaliłbym mu tą
jego śliczną mordkę. No, ale cóż. Nadal się nie obudził. W sumie to jego
szczęście. Założę się, że nie spotkam go już nigdy, chociaż kojarzę go skądś.
Niestety moja pamięć nadal nie była w pełni sprawna, więc chwilowo był on dla
mnie obcy.
Wstałem z łóżka i
wolnym tempem podszedłem do jednej z półek znajdujących się obok. Sięgnąłem po
parę rzeczy znajdujących się na niej i wrzuciłem do reklamówki. Za kilka minut
miał tu przyjechać Simon odwieźć mnie do domu (dzięki mu za to), ponieważ mój
samochód jest w kilku kawałkach.
Stanąłem na środku i rozejrzałem się jeszcze raz po sali.
Chyba wszystko wziąłem. Spojrzałem jeszcze raz na chłopka w lokach. Leżał w tej
samej pozycji od długiego czasu, czyli na plecach. Kołdrę podciągniętą miał po
sam nos, więc nie wiele widziałem. W pewnym momencie usłyszałem dźwięk telefonu,
świadczący o nowej wiadomości. „Czekam na dole”.
- No to żegnaj
dzieciaku. Dzięki za to, że przez ciebie tu trafiłem. Mam nadzieję, że nie
zobaczymy się już nigdy, bo będzie z tobą źle- mruknąłem do niego. A może nie
do niego, ale do samego siebie? Już sam nie wiedziałem.
Wyszedłem ze szpitala. Simon siedział w swoim, czarnym
samochodzie przed szpitalem. Wsiadłem do samochodu.
- Jak się czujesz?-
zapytał.
- Nieźle.
- To gdzie mam
jechać?- zastanowiłem się chwilę w ciszy. Właśnie, gdzie ja mam teraz jechać?
Podrapałem się nerwowo w kark. Nastał moment niecierpliwej ciszy.
- Zawieź mnie do
domu, do mamy. Do Doncaster- powiedziałem w końcu. Tak to chyba było jedyne
wyjście. Zresztą mama chyba będzie chciała mnie zobaczyć po wypadku. Pewnie
była w szpitalu, chociaż przez te dwa tygodnie jej tam nie widziałem.
Simon przytaknął i wyjechał z parkingu. I znowu ta chwila
krępującej ciszy.
- Simon?- zapytałem w
końcu.
- Tak?
- Ja na serio umiem
śpiewać?- zapytałem poważnie. Mężczyzna parsknął śmiechem.
- I pisać piosenki-
poprawił mnie- owszem potrafisz. I to nieźle- powiedział ze śmiechem.
- Wiem, napisałem
jedną w szpitalu. Znaczy… tak mnie jakoś wena naszła- powiedziałem wyjmując z
torby dziennik, w którym miałem zapisane jakieś próbne nutki.
- Później przeczytam,
może się jakoś nada na nowy album. Mam nadzieję, że polubicie się z Harrym. On
też kocha pisać piosenki. Tylko… Widzisz Harry to trudny chłopak. Przeżywa
teraz ciężki okres w swoim życiu. Prawdę mówiąc nic nie wiadomo o śmierci Jack’a.
Pewne jest tylko to, że świadkiem tego wydarzenia, był Harry. Sam powiedział
mediom, że Jack zmarł z powodu jakiejś ciężkiej choroby. Ale nie przypominam
sobie, żeby na coś chorował. Na pewno by nam powiedział, gdyby coś było nie
tak.- Słuchałem jego słów z wielką uwagą. Mówił bardzo płynnie, jakby nauczył
się tego na pamięć. Widocznie musiał codziennie powtarzać tą samą gadkę
dziennikarzom.
- Słyszałem, że
słynny Harry Styles jest najpopularniejszym ‘pisarzem’ piosenek.
- Dlatego będziecie
musieli napisać razem piosenkę- powiedział- ale mam nadzieję, że jakoś sobie
poradzicie. Ale jeszcze raz cię ostrzegam przed Harrym. Strasznie się zmienił.
Kiedyś był to miły, wrażliwy chłopczyk. Teraz, gdy od 5 miesięcy Jack nie żyje,
wyrósł z niego rozkapryszony gówniarz. Wiesz, chodzi głownie o picie i wracanie
nad ranem.
- Jest aż tak źle?-
zapytałem.
- Jak widać. A
najgorsze jest to, że teraz gdzieś zniknął. Umówmy się tak. Jutro ok. 10
przyjadę po ciebie. Dam ci klucze do domu Harry’ego. Będziesz musiał tam trochę
pomieszkać. Gdy tylko się tam zjawi, daj znać. Może sobie poradzisz, ale już na
wstępie mówię, że nie będzie łatwo- powiedział z niechęcią. Simon podjechał na
podwórko, przed domem mojej mamy.
- To do jutra-
powiedziałem otwierając drzwi samochodu.
- Cześć- rzucił mi na
pożegnanie i odjechał.
Wszedłem wolnym tempem do środka. Zacząłem zdejmować buty,
gdy w przedpokoju pojawiła się moja mama.
- Louis- szepnęła, po
czym rzuciła mi się na szyję- jak dobrze, że już wyszedłeś z tego durnego
szpitala- powiedziała cicho. Uśmiechnąłem się.
- Wchodź- powiedziała
wskazując ręką pokój po prawej stronie, gdzie znajdował się salon.
Usiadłem na kanapie. Mama po chwili dołączyła, stawiając na
stoliczku dwa kubki z kawą. Upiła spory łyk.
- No to powiedz, jak się
czujesz?- zapytała.
- Bywało lepiej-
powiedziałem.
- Słyszałam, że
miałeś małe problemy z pamięcią. To prawda?- zapytała, marszcząc brwi.
- Lekkie, ale już
praktycznie wszystko wróciło do normy. Tylko mam jedno dręczące mnie pytanie-
powiedziałem cicho.
- Pytaj, o co chcesz.
Spróbuję na wszystko odpowiedzieć- powiedziała miło.
- Co mnie łączyło z
Emily?- moja mama wypuściła głośno powietrze z płuc i zaczęła mówić.
- Skarbie, nie wiem
jak bardzo ją kochałeś. Ale ja od początku waszej znajomości wiedziałam, że to
nie jest kobieta dla ciebie. Na pewno nie zasługiwała na to uczucie, którym ją
darzyłeś. Czy pamiętasz swój problem z przed kilku lat?- zapytała. Pokiwałem
przecząco głową.
- Kilka lat temu… nie
wiem jak to powiedzieć. W przeszłości bardziej interesowali cię chłopcy niż
dziewczęta- wydusiła w końcu. Zrobiłem wielkie oczy. Czy to na pewno prawda? A
może nadal tak jest. No, ale jakim sposobem ja miałem narzeczoną, jak
byłem….gejem?
- To, dlaczego miałem
dziewczynę?- zapytałem.
- Chciałeś jakby no
nie wiem…. Spróbować?
- Nie za bardzo
rozumiem.
- Chciałeś zobaczyć
czy będzie ci lepiej z dziewczyną, czy jednak wolisz chłopaków- powiedziała.
- I wolałem
dziewczyny? z resztą. Zerwałem z nią. Znaczy, może nie to, że zerwałem. Po prostu
na przywitanie wybuchła kłótnia. Ale i tak nawet mi się nie podoba-
powiedziałem z niesmakiem. Mama wymusiła na twarzy krzywy uśmiech.
- Mam nadzieję, że
będziesz dobrze zastanawiał się nad decyzjami, które wprowadzasz w swoje życie-
powiedziała.
- Ja też-
odpowiedziałem. Niechętnie wstałem i podszedłem w stronę schodów prowadzących
na wyższe piętro.
- A ty gdzie się
wybierasz?- zapytała mama.
- Idę na chwilkę do
pokoju- powiedziałem i uśmiechnąłem się. Wszedłem wolnym tempem do kiedyś
mojego pokoju. Położyłem się w ciszy na łóżku. Zamknąłem oczy. Czy dobrze
zrobiłem traktując tak Emily? No, ale przecież nie wrócę teraz do niej i nie
będę jej błagał na kolanach o przebaczenie. Zresztą, mama powiedziała, że od
razu wiedziała, że Emily to nie jest dziewczyna dla mnie. No właśnie, ale
kurcze, dlaczego? Momentalnie wstałem z łóżka i zbiegłem na dół.
- Mamoo..- zacząłem.
Mama stała w kuchni i gotowała coś przy kuchence.
- Tak?
- Dlaczego
powiedziałaś, że od razu wiedziałaś, że Emily nie jest dla mnie?- zapytałem.
Mama odłożyła rzeczy trzymane w ręku i odwróciła się do mnie twarzą.
- No bo…- zaczęła.-
No wiesz nie wiem jak to powiedzieć. Ona leciała po prostu na twoją kasę-
wytłumaczyła trochę zdenerwowanym głosem.
- Na moją kasę?-
powtórzyłem dla upewnienia. Mama pokiwała głową.
- Tak. Po twoim
występie w x-factorze zarobiłeś trochę i stałeś się popularny.
Zmarszczyłem brwi. Dobra dam już sobie spokój. Teraz
spróbuję sobie przemyśleć sprawy tego zespołu. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem
na gazetę, która leżała na szafce. Przeważnie nie czytam gazet, ale podniosłem
ją, czytając nagłówki.
Rząd w kłopotach?
Nie
przepadam za polityką.
Przerzuciłem
strony o rządzie i uśmiechnąłem się, gdy ujrzałem kilka kolejnych nagłówków.
X
Factor gotowy do nowego sezonu! Simon Cowell powraca jako sędzia!
Album
Little Mix w przyszłym tygodniu!
Uśmiech
nie schodził z mojej twarzy. Przerzuciłem na kolejną stronę, jednakże chwilę
potem zmarszczyłem brwi, widząc następny nagłówek.
Harry
Styles w kłopotach?
Jeszcze
bardziej skupiłem się na tekście i przybliżyłem gazetę do oczu, czytając
dokładnie cały artykuł.
Harry
Styles, prawdopodobnie najbardziej charakterystyczny członek One Direction,
wydaje się ostatnio spadać na dno.
Źródło
informuje, że pojawia się w pubie za rogiem mieszkania, które niedługo będzie
dzielić z Louisem Tomlinson’emi.
Przewróciłem
oczami, prychając na to jak prawdziwe było to stwierdzenie i czytałem dalej:
Wygląda
na to, że Harry siedzi w pubie kilka godzin, wychylając drink za drinkiem.
Każdej nocy barman ogranicza ilość spożytego przez niego alkoholu i wysyła
nastoletniego chłopaka do domu.
Co
może być tego przyczyną? Dlaczego Harry potrzebuje drinka każdej nocy? Ma
wspaniałą pracę, współpracuje z najlepszymi muzykami na świecie, każdego dnia
robi to, co kocha i może to udowodnić poprzez swoją sytuację materialną.
Na
myśl przychodzi tylko jedna odpowiedź: Jack Shane.
Jack,
najlepszy przyjaciel Harry’ego, zmarł tragicznie dziewięć miesięcy temu. On i
Harry byli wspólnikami, a teraz Harry został sam.
Zawsze
jest nadzieja, że Louis Tomlinson, który za kilka dni dołączy do zespołu podciągnie go na nogi i przywróci go z
powrotem na ziemię. Wszyscy tęsknimy za zadziornym Harry’m, którego znamy i
kochamy!
- Anna
Bailey
Odrzuciłem od siebie
gazetę i odwróciłem od niej wzrok, biorąc spory łyk kawy.
Co za głupi artykuł. Jak
mogli być dla Harry’ego tak nieczuli, skoro niedawno stracił bliską mu osobę?
Byłem tym zniesmaczony, ale i trochę zaintrygowany.
Odłożyłem
swój kubek i podszedłem do biurka. Kiedy usiadłem, a następnie włączyłem
komputer, poruszyłem myszką, by ekran powrócił do życia.
Otworzyłem
przeglądarkę, otwierając ulubioną wyszukiwarkę i wpisując trzy proste słowa.
Śmierć
Jack’a Shane’a.
Wyskoczyło
500,000 wyników. Kliknąłem na pierwszy i przeczytałem szybko jego zawartość.
Jack Shane
– śmierć z przyczyn naturalnych.
Potrząsnąłem
głową. – Gówno prawda. – Wymamrotałem do siebie, cofając się i włączając inny
link.
Jack
Shane – śmierć z przyczyn naturalnych… czy też nie?
Ten
nagłówek przykuł moją uwagę, mimo, że była to strona pełna spisków
konspiracyjnych. Przeczytałem ją, licząc na to, że czegoś się z niej dowiem.
Jack Shane
był młody, zdrowy i niesamowicie utalentowany – dlaczego miałby umrzeć z
przyczyn naturalnych, skoro nigdy nie było żadnych sygnałów?
- Racja.
– Powiedziałem, krzyżując ramiona i kontynuując.
Harry
Styles był z Jack’iem tej nocy, której umarł… Czy ktokolwiek pomyślał o tym, że
cudowny chłopiec w lokach może nie do końca być tak cudowny?
Nikt
nie wini Harry’ego za śmierć Jack’a i my, na Celebrity Conspirancy nie
twierdzimy, że jest za nią odpowiedzialny, ale musimy zapytać… Czy Harry Styles
wie więcej niż nam mówi?
Odwiedzajcie
naszą stronę po najnowsze informacje w tej sprawie.
Wypuściłem
oddech, który nieświadomie wstrzymywałem i zamknąłem przeglądarkę. Zanim
wyłączyłem laptopa, usunąłem całą historię. Moje serce nabrało szybszego tempa,
gdy ponownie pomyślałem o ostatnim artykule.
Czy to
mogła być prawda? Czy Harry mógł wiedzieć coś, czego nikt nie wiedział na temat
śmierciJack’a? Jeśli tak, to co to było?
Jest 2 rozdział! Przepraszam, że tak długo, ale jakoś weny nie miałam (chociaż czasu dużo :D) Coś naskrobałam, może będzie się wam podobać. Bardzo proszę, jeżeli przeczytałeś skomentuj. Chcę wiedzieć co myślicie o tym. Chcę wiedzieć czy wam się podoba. I oczywiście możecie zagłosować w sondzie i dodać się do obserwatorów. Nie obrażę się :D. Jeżeli będziecie miały jakieś pytania do mnie o opowiadanie albo jeżeli chcecie, żebym was informowała o nowych rozdziałach to piszcie śmiało na gg: 11810344. Wielkie dzięki za miłe komentarze! <3 Massive Thank You! <3
Fajne ;)
OdpowiedzUsuń