Otworzyłem oczy. Całe pomieszczenie rozjaśnione było bladym
blaskiem. Czyżbym zmarł? Nie, zdecydowanie nie. Podobno w niebie nic się nie
czuje, a w moim przypadku życie na ziemi wyjaśniał przeraźliwy ból głowy.
Przymrużyłem oczy. W oddali zauważyłem rozmazaną postać mężczyzny. Po krótkiej
chwili obraz nabrał ostrości. Koleś ubrany był w długi, biały fartuch. Gdyby
użyć trochę wyobraźni i zmienić mu fartuch w jakąś białą szatę, kruczoczarne
włosy na blond mógłbym powiedzieć, że to anioł. Spróbowałem przywołać iskierkę
fantazji. Nie chciałem już żyć. Każdą część ciała rozdzierał od środka
przenikliwy ból. W pewnym momencie przed moimi oczami zaświeciło oślepiające
światło. Jęknąłem i złapałem się za głowę. Ludzie czy wy możecie dać mi w
spokoju umrzeć?!
- Wszystko w
porządku?- usłyszałem szorstki głos.
Światło zgasło. Wolnym tempem uniosłem powieki. Przede mną
stał siwy, starszy pan. Zapewne doktor. Dlaczego?! Dlaczego to nie jakiś anioł
zabierający mnie z tego durnego świata?! Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Co ja tu robię?-
zapytałem niecierpliwie.
- Jesteś w szpitalu.
Miałeś wypadek samochodowy- powiedział zaznaczając coś na tabliczce, którą
trzymał w ręku.
- Możecie wyjść i dać
mi spokój na razie? - warknąłem.
- Dobrze wyjdźmy,
pacjent musi odpocząć- powiedział miło lekarz.
Rzuciłem mu pogardliwe spojrzenie. Wyjdźmy? Kto tu jeszcze
był? Usłyszałem kilkanaście kroków i trzask drzwi. Przewróciłem się na drugi
bok. Chwilę rozejrzałem się po sali, w której leżałem. Dopiero teraz
zauważyłem, że nie jestem sam. Obok mojego łóżka znajdowało się drugie.
Widocznie ktoś spał na nim, ponieważ na nic nie reagował. Zresztą. Nie chciało
mi się z nikim rozmawiać. Teraz najchętniej zasnąłbym i nigdy więcej nie
obudził. Zamknąłem oczy i spróbowałem sobie przypomnieć coś z tamtego dnia.
Cokolwiek przypomnieć. Dopiero teraz zrozumiałem, że nie pamiętam nawet jak się
nazywam. W mojej głowie plątało się tysiące myśli. Kim jestem, ile mam lat,
cokolwiek. Usiadłem powoli na łóżku. Ten niepotrzebny ruch spowodował ogromny
ból w prawej ręce. Syknąłem. Spojrzałem na swoje ciało. Już mi się nie podoba.
Jedna noga do połowy zabandażowana, druga cała sina. Na resztę ciała nawet nie
chcę patrzeć. Delikatnie wróciłem do poprzedniej pozycji. Zamknąłem oczy. Nic
nie pamiętam. Nic.
_____________________________________________________
Jest prolog! :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobał. Jutro spróbuję dodać 1 rozdział ale nie obiecuję, że mi się uda bo nie mam czasu dzisiaj trochę pisać. No ale postaram się! :) Miłego czytania. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Bardzo proszę jeżeli przeczytałeś skomentuj i napisz co o tym sądzisz. Massive Thank You! <3
Rozdział jest ciekawy już nie moge się doczekać 1 rozdziału:))
OdpowiedzUsuń