czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 6


Nalałem sobie kubek kawy, nie kłopocząc się tym, by zachowywać się cicho, bo wiedziałem, że Harry’ego nie ma w mieszkaniu. Jak zawsze, obawiał się ze mną zmierzyć.
Nie winiłem go – nie po tym koszmarze, który miał dwie noce temu.
Odtwarzałem tę noc w swojej głowie tysiące razy. Wciąż słyszałem powtarzające się krzyki: „Nie!”, „Weź mnie!”, „Proszę”, „Zostaw go!”, „Weź mnie!”
Przez ostatnie dni próbowałem rozwikłać do kogo mówił i, co ważniejsze, o kimmówił.
Zgadywałem, że chodziło o Jack’a Shane’a – jedyną osobę, na temat której Harry nie chciał rozmawiać odkąd wprowadziłem się do mieszkania. Jednak moim największym pytaniem było, dlaczego? Dlaczego Harry śnił o Jack’u  Shane’ie? Co działo się w jego śnie, że pragnął zająć miejsce Jack’a? Wyglądało to na coś bolesnego i, ku mojemu zaskoczeniu, Harry był gotowy przechodzić przez to zamiast chłopaka. Wyglądało to jak poświęcenie. Zawsze wydawało mi się, że Harry nie robił niczego dla innych.
Jednak dwie noce temu śnił mu się koszmar i wypłakiwał się w moje ramię.
Wszystko więc stawało się możliwe, jeśli w grę wchodził Harry Styles. Przypomniałem sobie artykuł, który czytałem będąc u mamy w domu. Śmierć Jack’a Shane’a była jedną, wielką tajemnicą o której wiedział tylko Harry.
Moja głowa poderwała się do góry, gdy usłyszałem trzask naciskanej klamki, zapowiadającej wejście Harry’ego. Przełknąłem wielką gulę w gardle, gdy chłopak w końcu wszedł do pomieszczenia, odmawiając zarejestrowania mojej obecności. Rzucił skórzaną kurtkę na poręcz, a następnie wpadł do swojej sypialni. Jeśli coś w tym było, nie byłem pewny czy chciałem wiedzieć, co.
 Do tej pory próby nie były ciężkie – głównie polegały na siedzeniu i wspólnym śpiewaniu w piątkę w celu zharmonizowania naszych głosów.
W końcu zadzwonił Simon i zaproponował nam, abyśmy przećwiczyli choreografię.
To było coś, na co się nie pisałem. To znaczy, wiedziałem, że jest to część pracy, więc nie próbowałem się nawet przed tym bronić. Każdego wieczoru cierpiałem i przeklinałem się, że nie chodziłem częściej na siłownię.
Na moich ramionach, oprócz prób tanecznych i lekcji wokalnych, spoczywał również ciężar znalezienia większej ilości informacji o Jack’u i przyczynie jego śmierci.
Powiedzmy, że ten tydzień nie był jednym z moich najlepszych.
Dotarłem właśnie do studia, panicznie obawiając się tego, co mnie czekało. Wszedłem do niego wolnym krokiem, poprawiając torbę na moim ramieniu, kiedy usłyszałem śmiech dochodzący z tego pomieszczenia. Zatrzymałem się i zamknąłem cicho drzwi, upewniając się, że nikt mnie nie usłyszy. Spojrzałem przez okno w drzwiach i uśmiechnąłem się na to, co zobaczyłem.
Niall pogrywał na gitarze, a Zayn dla żartu śpiewał coś sprawiając, że Liam i Harry zwijali się na podłodze ze śmiechu.
Z powodu gniewu, strachu i bólu, jakiego ostatnio doświadczałem, zapomniałem jak silna więź łączyła Harry’ego z chłopakami. Czy po śmierci Jack’a stała się ona jeszcze silniejsza? Tego nie wiedziałem, ale wciąż byli przyjaciółmi. Było mi wstyd, że o tym zapomniałem.
Dało mi to nadzieję – Harry był zdolny przyjaźnić się, nawet pomimo przerażających wydarzeń przeszłości. Wciąż był w stanie utrzymać związek z tymi chłopakami.
Więc kto powiedział, że nie mógł go posiadać ze mną?
Wszedłem do pokoju i zauważyłem, że ich śmiech ucichł. Mimo to, wciąż na ich twarzach gościły szerokie uśmiechy. Nawet Harry, który odwrócił się ode mnie i zaczął bawić się swoim telefonem, wciąż się uśmiechał.
- Cześć chłopcy. – Powiedziałem, kładąc na ziemi torbę.
- Hej Lou! – Przywitał się Zayn, wstając i zaplatając ręce wokół moich ramion. Pociągnął mnie do grupy chłopaków otaczających Nialla. – Graliśmy właśnie trochę nowych chwytów. Chcesz się pierwszy rozgrzać?
Wzruszyłem ramionami i skinąłem głową. – Jasne. Macie coś szczególnego, co chcielibyście usłyszeć?
Zayn skinął głową – Właściwie tak. Znasz “It Will Rain”, Bruno Mars’a?
- Kocham tą piosenkę. – Powiedziałem i zorientowałem się, że z moim głosem zlał się inny, powtarzając dokładnie te same słowa. Obróciłem się do Harry’ego, który oderwał wzrok od swojego telefonu. Spojrzał na mnie z chłodem w oczach, jakby fakt, że oboje lubimy tą samą piosenkę, był czymś okropnym, a następnie wywrócił oczyma.
- Co? Przestań się na mnie gapić. Wy wszyscy. To dobra piosenka! – Oznajmił.
Posłałem mu dziwne spojrzenie i Zayn spojrzał na nas obu z tajemniczym uśmiechem czającym się na jego ustach.
- Więc. – Kontynuował Zayn. – Myślę, że to byłaby idealna piosenka dla ciebie na trasę. Wszyscy możemy wykonać jeden cover… Co o tym sądzisz?
Wzruszyłem ramionami – Mogę spróbować. – Zayn klasnął w dłonie, zaś Liam ścisnął moje ramię.
- Będę twoim chórkiem, jeśli chcesz.
- Byłoby super! – Uśmiechnąłem się, po czym obróciłem do Nialla i skinąłem w jego kierunku. – Znasz to? – Zapytałem, wskazując na jego gitarę.
- No jasne. – Uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha.
Wziąłem łyk wody z butelki, którą podali mi chłopcy i spojrzałem na Harry’ego. Chłopak posyłał mi zaskoczone spojrzenie.
Przełknąłem nerwowo ślinę. Słysząc pierwsze akordy, wygrywane przez Niall’a na gitarze,  zacząłem śpiewać:
If you ever leave me baby
Leave some morphine at my door
'Cause it would take a whole lot of medication
To realize what we used to have,
We don't have it anymore.
Spojrzałem na Liama, który skinął do mnie, abym kontynuował. Jego szczerość ukoiła trochę moje nerwy. Kątem oka dostrzegłem Harry’ego, kiwającego głową do rytmu, który wygrywał Niall, więc kontynuowałem:
There's no religion that could save me
No matter how long my knees are on the floor
So keep in mind all the sacrifices I'm makin'
To keep you by my side
And keep you from walkin' out the door.

Cause there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds 
My eyes will do the same, if you walk away
Everyday, it will rain, rain, rain
Słyszałem w tle harmonię Liama, więc wykorzystałem okazję i skierowałem swój wzrok na Zayna, który uśmiechał się szeroko. Bałem się spojrzeć w stronę Harry’ego, ale kiedy to zrobiłem, zobaczyłem, że spogląda na mnie z ciekawością, przygryzając dolna wargę. Przełknąłem nerwowo ślinę i dokończyłem z łatwością resztę piosenki, otrzymując na koniec aplauz od chłopaków.
- Dzięki chłopcy. – Wymamrotałem, czując dumę z tego, że tak dobrze poradziłem sobie z tą piosenką oraz, że spodobało się to chłopakom – nawet Harry’emu, który nie sztyletował mnie spojrzeniem, tylko przygotowywał się do swojej piosenki.
Westchnąłem. To było lepsze niż nic.
- Co zaśpiewasz, Harry? – Zapytał Liam, siadając obok mnie.
Chłopak w kręconych włosach przewrócił oczyma i wstał, przeciskając się obok mnie, gdy w końcu znalazł się przy Niall’u. Położył dłoń na jego ramieniu i podniósł swoje okulary z nosa na czubek głowy.
- „The One That Got Away”, Katy Perry. – Skinąłem z aprobatą głową, jednak reszta zamilkła po tym oświadczeniu. Liam posyłał Harry’emu ostrzegawcze spojrzenie, ale Zayn położył rękę na jego ramieniu, powstrzymując go tym samym przed wypowiedzeniem kolejnych słów. Tym razem to Zayn się odezwał, na którego twarzy widniał sztuczny uśmiech:
- Okej. W porządku, Niall. Jesteś gotowy, Harry?
Harry spojrzał na Liam’a, zwężając swoje oczy, ale skinął głową do Zayna – Yeah.
Niall szarpnął za struny i Harry w końcu zaczął śpiewać:
Summer after high school when we first met
We'd make out in your Mustang to Radiohead
And on my 18th birthday
We got matching tattoos
Used to steal your parents' liquor and climb to the roof
Talk about our future like we had a clue
Never planned that one day
I'd be losing you

But in another life, I would be your girl
We'd keep all our promises, be us against the world
In another life, I would make you stay
So I don't have to say you were the one that got away
The one that got away
Byłem niesamowicie zaskoczony tym jak poważny stał się głos Harry’ego. Wzruszył mnie również sposób jego śpiewania. Brzmiał jak inna osoba. Nie, onbył inną osobą, kiedy śpiewał. Cały chłód i oschłość, którą posiadał, ginęła, gdy tylko pierwsze dźwięki wydobyły się z jego ust. Poprzez śpiewanie ukazywał wszelkie emocje i uczucia. Śpiewał całą swoją duszą.
Cudownie było móc to zobaczyć.
Jego śpiew działał na mnie w sposób, którego wcześniej nie doświadczyłem. Czułem jakby do mnie mówił – pomimo, że wiedziałem, iż to była ostatnia rzecz, którą chciał przekazać. Dla niego, to było tylko śpiewanie. Ja zaś ujrzałem inną stronę Harry’ego, której nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać.
Wtedy to zobaczyłem – zobaczyłem jaką osobą naprawdę był Harry, albo jaką znów mógłby się stać. Chciałem poznać tę osobę i zobaczyć jak wraca do życia. Wiedziałem, że to możliwe.
Nagle zorientowałem się co mogę zrobić. To mogło być trudne i całkowicie do mnie niepodobne, ale tego warte.
Musiałem się zachowywać jak Harry Styles.
_
- Hej, Harry – Zawołałem w kierunku chłopaka, wpadając na niego. Właśnie z zespołem opuszczaliśmy studio, udając się do naszych mieszkań.
Zignorował mnie i dalej wpakowywał swoje rzeczy do torby, ale mimo to kontynuowałem:
- Brzmiałeś naprawdę świetnie. Byłem… Naprawdę pod wrażeniem. – Wciąż mnie ignorował. Spojrzałem na swoje stopy, chcąc coś powiedzieć, ale obawiałem się reakcji chłopaka.
Mój plan mógł pójść w dwie strony – albo miał się skończyć okropnie źle, sprawiając, że wyjdę na dupka albo tak idealnie, że zaskoczyłoby to cały świat.
Miałem nadzieję na to drugie. Trzymając się tej myśli, zrobiłem to, co musiałem.
- Chcesz, uh… skoczyć później na drinka, czy coś?
Tymi słowami w końcu przykułem uwagę niegrzecznego chłopca. Harry zaśmiał się głośno, odwracając się w moją stronę ze sceptycznym wyrazem twarzy.
- Ty chcesz skoczyć na drinka? – Zapytał, unosząc w rozbawieniu brew.
- Tak? – Odpowiedziałem, idąc za nim, gdy opuszczał studio. Jako, że wychodziliśmy ostatni, przed wyjściem musieliśmy jeszcze zgasić światła.
- W pubie? – Znów się zaśmiał.
Przewróciłem oczyma. – Tak. Przeważnie tam ludzie piją drinki, nie?
Rzucił mi uważne spojrzenie. – Nie wyglądasz na kogoś, kto pije, lalusiu. – Wyszliśmy poza studio, gdzie czekał na nas samochód, którym mieliśmy się udać do mieszkania. Reszta chłopaków wróciła własnymi samochodami.
- Tak, ale może chciałbym zacząć.
Harry skinął głową, następnie wyciągnął papierosa i posłał mi spojrzenie z aprobatą, co odebrałem za bardzo dobry znak.
- Ty stawiasz? – Zapytał, próbując zdobyć przewagę. Gdyby to były darmowe drinki, wtedy by poszedł, ale nie pozwoliłem swojej dumie zniszczyć tego planu.
- Tak, jeśli pojedziesz.
Przechylił rozbawiony głowę i podpalił papierosa, wypuszczając w przeciwnym kierunku dym i posyłając mi wesołe spojrzenie.
- Czy ty mnie… podrywasz, lalusiu?
Minęła chwila zanim dokładnie przeanalizowałem jego słowa. Podrywałem go? Co za głupie pytanie, szczególnie po tym jak powiedział mi, że nie mogę się w nim zakochać. Dlaczego miałbym go podrywać?
Potrząsnąłem przecząco głową. – Nie.
Mruknął i ponownie zaciągnął się papierosem, uśmiechając się delikatnie pod nosem. – Jeśli tak, to w porządku. Wiem, że jestem przystojnym sukinsynem, więc nie obrażę się…
- Wierz mi, nie podrywam cię. – Rzekłem najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać.
Zaśmiał się. – Jesteśmy drażliwi, co?
Wzruszyłem ramionami, na co chłopak skinął głową, rzucając papierosa na podłogę i przydeptując go. – Więc ty stawiasz?
Skinąłem głową i wsadziłem dłonie do kieszeni. Wówczas podjechał nasz samochód.
- Więc idę. – Zatrzymał się na wprost nas i wskoczyliśmy do niego. Uśmiechnąłem się delikatnie do siebie.
Mój plan poszedł w ruch i jak na razie wydawał się działać idealnie.
____________________________________________________________________
Nieźle, jednego dnia dwa rozdziały :D Ktoś tu chyba ma na mnie dobry wpływ :p Pozdrowienia dla tego 'kogoś' :p 

rozdział 5


Następne kilka dni minęło jakbym nigdy niczego Harry’emu nie obiecał. Chłopak, tak jak wcześniej, zupełnie mnie ignorował.
Ku mojemu zaskoczeniu byłem tym przybity. To była wyłącznie moja wina. Pozwoliłem sobie uwierzyć, że Harry naprawdę próbował się ze mną dogadać (pomimo, że był pijany). Byłem na tyle głupi, iż zapominałem, że wszystko – każdy uśmiech, każde klepnięcie w plecy, wszystkie emocje pochodzące od niego – były kłamstwem.
Żenujące było to, że jego lekceważenie mnie raniło i co gorsze, Daddy Direction pierwszy zauważył, że coś było nie tak.
- Hej – Powiedział do mnie cicho, gdy opuszczaliśmy biuro po spotkaniu z naszym menadżerem. Chłopcy szli przed nami – Niall przegryzając jabłko oraz Zayn i Harry zapalający swoje papierosy.
- Hej Liam. – Odpowiedziałem gładko, czując ogarniającą mnie nerwowość.
Liam skinął głową w stronę Harry’ego – Jak sobie radzi?
W odpowiedzi wzruszyłem ramionami. Nie potrafiłem powiedzieć Liam’owi jak czuje się loczek. Ignorował mnie, ale nie mogłem mu tego powiedzieć – wszystko miało być grą. Nie byłem pewien czy chciałem, żeby Liam wiedział o zasadach, jakie ja i Harry sobie ustaliliśmy. Prawdę mówiąc, nie byłem przekonany czy Liam rozumiał zmiany, jakie zaszły w Harry’m, odkąd widzieli się ostatni raz, czyli jakieś dziewięć miesięcy temu.
- Myślę, że w porządku. Naprawdę nie wiem wiele – dopiero go poznałem.
- Zmienił się i to wcale nie na lepsze. – Przeczesał dłonią swoje włosy i westchnął ciężko. – Martwię się o niego.
- Nie jestem zaskoczony, Daddy. – Liam wzdrygnął się na to przezwisko i klepnął mnie w bolące ramię, gdy się zaśmiałem. Czując jego dłoń, skrzywiłem się lekko. Na szczęście tego nie zauważył.
- Dziwisz mu się? – Zapytał. – Był całkiem inny zanim Jack umarł. Jest teraz… inną osobą. – Wzdrygnąłem się na wypowiedziane przez niego imię i poczułem się zupełnie tak samo jak kilka nocy wcześniej, gdy wypowiedział je Harry. Wiedziałem, że Liam nie miał takiej relacji z Jack’iem jak Harry. To mi o czymś przypomniało.
- Hej, mogę cię o coś zapytać? – Zapytałem, rzucając okiem w stronę Harry’ego.
Skinął głową, więc kontynuowałem. – Dlaczego… dlaczego Harry nie chce rozmawiać o Jack’u?
Liam rzucił swojemu przyjacielowi, który teraz wsiadał do samochodu za Niallem i Zaynem, smutne spojrzenie. Złapał moje ramię i oboje ruszyliśmy w stronę auta. Odezwał się do mnie cichym głosem.
- To długa historia. I nie ja powinienem ci ją opowiedzieć. – Powiedział, a następnie rozglądnął się na boki, przybliżając do mnie swoją głowę. – I nigdy się nie dowiesz, dopóki Harry ci jej nie opowie. Więc ostrzegę cię, jak przyjaciela, Louis – nie wspominaj Jack’a Shane’a… nigdy. Rozumiesz? – szepnął.
Byłem zaskoczony szczerością Liama, ale skinąłem głową i dodałem. – Już wiem – Harry mnie poinformował.
Chłopak skinął głową nie podsycając bardziej mojej ciekawości. Uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu. – To dobrze. To drażliwy temat – dla niektórych bardziej niż dla innych, jeśli wiesz, co mam na myśli. – Rzucił mi współczujący uśmiech, a następnie ruszyliśmy w stronę samochodu. Kiedy oboje do niego wskoczyliśmy, Harry napotkał moje spojrzenie.
- Co wam tak długo zajęło? – Zażądał odpowiedzi prostując swoje nogi tak, że leżały na kolanach Zayna.
- Rozmawialiśmy o następnym spotkaniu z menedżerem. – Powiedział Liam, gładko kłamiąc.
Harry jednak tego nie kupił. – Gówno prawda. – Powiedział i spojrzał na mnie. – Powiedz mi eleganciku, o czym rozmawialiście?
Rzucił mi złowrogie spojrzenie – z groźbą wypisaną w oczach. Wiedział, że Liam skłamał, więc pewnie łatwo przejrzałby moje kłamstwo. Nie chciałem ryzykować mówiąc mu prawdę – byłem przerażony tym do czego mógłby być zdolny – więc skłamałem.
- O następnym spotkaniu z menadżerem. – Powiedziałem, mając nadzieję, że mój ton go przekona. – Liam i ja rozmawialiśmy o transporcie.
Po moich słowach Harry spojrzał na mnie, kolejno rzucając podobne spojrzenie Liamowi, zanim zsunął się bardziej na swoim siedzeniu, ściągając na nos okulary przeciwsłoneczne. – Nieważne, pierdoły.
Wypuściłem z ulgą powietrze. Spojrzałem wdzięcznie w stronę Liama, który skinął i zaczął tępo wpatrywać się w szybę.
Droga do domu była powolna i nudna - jak każda odkąd zacząłem podróżować z chłopakami. Dopiero po dwóch godzinach Harry i ja dotarliśmy do naszego mieszkania. Pomachałem na pożegnanie chłopakom i ruszyłem za Harry’m w stronę domu. Chłopak zatrzasnął za sobą drzwi, zaskakując mnie tym samym. Obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z Harry’m.
- Simon wziął mnie dzisiaj na bok. – Oznajmił.
Skrzyżowałem obronnie ramiona, czekając na obelgi, którymi zamierzał mnie obrzucić. – I?
Przewrócił oczami. – Pytał jak idzie nam nasza piosenka.
Pozwoliłem moim ramionom opaść po moich bokach. – Oh.
- Powiedziałem mu, że nie zaczęliśmy. Oczywiście trafił go szlag i powiedział, żebyśmy lepiej zaczęli dzisiaj. – Spojrzałem na niego.
- Więc… Musimy zacząć dzisiaj. – Oznajmiłem.
- Chyba tak.
Moje oczy rozszerzyły się z szoku – zgadzał się ze mną? Byłem zaskoczony, że nie chciał mnie zmusić, żebym napisał tą piosenkę sam, albo w ogóle, że nie opuścił w proteście mieszkania.
- Naprawdę? – Zapytałem, wciąż zaskoczony jego odpowiedzią.
Przewrócił oczami i rzucił swoja kurtką w moją stronę, idąc do salonu i chwytając ze stolika długopis.
- Tak, naprawdę. Lubię pisać piosenki. – Przerwał. – Po prostu nie chcę pisać z tobą.
- Wierz mi. – Powiedziałem, zapominając, że kiedykolwiek łudziłem się, iż zostanę jego przyjacielem. – Mam to samo.
- Cudownie. – Uśmiechnął się sarkastycznie. Ulżyło mi, gdy oddałem uśmiech – jego uśmiech był tak zaraźliwy, cholera.
Przyglądałem się jak łapie kartkę papieru ze stolika i zaczyna sobie nucić. Przerwał nagle, po kilku chwilach, przeczyszczając gardło.
- Nie będę pisał tej piosenki sam. Nie jestem twoja dziwką, Tommo.
- Ani ja twoją.
Przewrócił oczami. – Nie musisz się bronić. Po prostu to napiszmy, żebyśmy nie musieli spędzać ze sobą więcej czasu niż to konieczne.
- W porządku. – Podszedłem do kanapy, stojącej naprzeciwko tej, którą zajmował Harry, zabierając wcześniej z kuchni swój dziennik i ściągając kurtkę, zanim zwinąłem się na kanapie.
Otworzyłem zeszyt na czystej stronie i odwróciłem się do Harry’ego. – O czym powinna być ta piosenka?
Harry sapnął, skreślił coś co napisał, a następie spojrzał na mnie. – Nie słuchałeś naszego pieprzonego albumu?
- Słuchałem.
- Więc wiesz jakie piosenki mamy napisać. – Odezwał się przez zaciśnięte zęby, zapisując wciąż słowa na swojej kartce. – Głupota. Zły chłopak. Miłość. Gówno.
Skinąłem, rozumiejąc, i spojrzałem na swoją pustą stronę. – Oh.
Nie odpowiedział, więc zacząłem spisywać różne pomysły, coraz bardziej świadomy obecności Harry’ego. Wiedziałem, że to nie była prawda, ale miałem wrażenie jakby mnie… obserwował i krytykował każdy mój ruch.
Kontynuowałem zapisywanie idei, jednakże po chwili, zabrakło mi nowych pomysłów. Wszystkie piosenki miłosne były takie same – ciężko było wymyślić coś nowego. Wszystko było już oklepane i powtórzone tysiące razy. Widocznie tego typu piosenki były oczekiwane od boysbandu. Uderzałem długopisem o podbródek, próbując wymyślić nowe pomysły i koncepcje, kiedy nagle…
- Czy mógłbyś przestać?
Obróciłem głowę i zobaczyłem wpatrującego się we mnie Harry’ego.
- O co ci chodzi? – Zapytałem, szczerze zmieszany.
Kiedy nie odpowiedział, wzruszyłem ramionami i powróciłem do swoich myśli - włącznie z tikiem, kiedy znów krzyknął.
- Poważnie, lalusiu, nie słyszałeś? Kazałem ci przestać.
- O czym ty mówisz?!
Złapał nasadę nosa i westchnął ciężko. – O stukaniu, tym pieprzonym długopisem! To mnie… rozprasza!
Spojrzałem na swój długopis, który był przyciśnięty do mojego podbródka. Oh.
- Przepraszam. – Przerwałem, czując jak ogarnia mnie gniew. Harry Styles był irytujący. Jego słowa i obraźliwe komentarze zaczynały mnie denerwować. – Musisz się wyluzować.
Zamarł, a jego długopis przestał przesuwać się po papierze. – Nie każ mi się wyluzować. – Powiedział niskim głosem.
- Dlaczego nie? Ty mówisz mi, żebym się nie srał cały czas, dlaczego ja nie mogę ci odpowiedzieć?
- Bo jesteś nowy i nikt cię nie szanuje. – Odpowiedział chłodno.
Czułem jak wrze we mnie krew, więc zamknąłem szybko swój dziennik. Wstałem i rzuciłem go na kanapę, co sprawiło, że głowa Harry’ego odwróciła się w moją stronę.
- Może ty mnie nie szanujesz, ale jest wiele ludzi, którzy szanują bardziej mnie niż ciebie.
Harry prychnął i rozłożył się na kanapie, rozkładając szeroko ramiona i opierając stopę na kolanie. Znów się ze mną drażnił.
- Oświeć mnie – kim są ci ludzie?
Wzruszyłem ramionami. – Na przykład ludzie, którzy decydują o twojej karierze.
- Naprawdę myślisz, że oni mnie obchodzą? – Zapytał Harry, unosząc brew. – Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, gówno mnie obchodzi co sądzą o mnie inni.
- Myślę, że wręcz przeciwnie. – Wtrąciłem. – Po prostu dobrze to ukrywasz.
Harry przełknął ciężko ślinę, zrywając ze mną kontakt wzrokowy. Ogarnęła go kolejna chwila słabości zanim znów na mnie spojrzał. Wstał i podszedł do mnie, chwytając moje obolałe ramiona i siniacząc je jeszcze bardziej niż były. – Słuchaj mnie. – Zażądał. – Wyrażę się bardzo jasno: nie znasz mnie i nie planuj mnie poznawać, bo to stało się niemożliwe odkąd po raz pierwszy wszedłeś przez te drzwi i… go zastąpiłeś. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, ale nasze zasady wciąż obowiązują. Rozumiesz?
Złapałem jego nadgarstki. W momencie, gdy moja ręka się o niego otarła, poczułem chłód skóry chłopaka. Ściągnąłem jego ręce z moich ramion, po czym potarłem dłońmi bolące mnie miejsca. Wciąż się w siebie wpatrywaliśmy, aż w końcu się odezwałem, przypominając sobie o obietnicy złożonej mu kilka nocy temu. – Sprawiasz, że bardzo łatwo nie łamać tych zasad.
Jego oczy złagodniały. Wiedziałem, że nad tym myśli. Na jego twarzy pojawił się… ból. To trwało jednak zaledwie ułamek sekundy, po czym jego twarz znów stała się maską. Jeśli nie chciał, żebym się w nim zakochał, bardzo mi to ułatwiał. Jeżeli naprawdę mu o to chodziło, dlaczego mnie ostrzegł? Z jakiego powodu kazał mi złożyć taką obietnicę skoro i tak zamierzał mnie traktować jak śmiecia?
Harry wziął głęboki wdech i cofnął się kilka kroków ode mnie. Oczekiwałem od niego sarkastycznego komentarza lub uderzenia w twarz, jednak on niczego takiego nie zrobił. Zamiast tego, zacisnął swoją dłoń w pięść tak mocno, że pobielały mu knykcie. Obrócił się na pięcie i złapał kurtkę, która znajdowała się w kuchni.
Zalała mnie fala winy. Nie wiedziałem dlaczego, ale nagle poczułem się źle, przez to co powiedziałem. Może dlatego, że ujrzałem w jego oczach cierpienie, mimo że to był tylko ułamek sekundy. Może dlatego, że normalnie nigdy nikogo specjalnie nie ranię. Równocześnie jednak nie byłem świadomy, że Harry może poczuć się zraniony moimi słowami. Nawet jeżeli tak się poczuł.
Cholera, ten dzieciak wciąż był tajemnicą.
Patrzyłem jak rusza w stronę drzwi, łapiąc do ręki, po drodze, papierosy ze stolika.
- Hej – Powiedziałem miękko. – Gdzie idziesz?
Harry założył kurtkę i posłał mi groźne spojrzenie. – Odwal się.
Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
_

Miałem dosyć lekki sen, więc kiedy tylko Harry wszedł do mieszkania, wiele godzin później, moje oczy natychmiast się otworzyły. Wytężyłem słuch, chcąc określić jak bardzo był pijany.
Słyszałem jak rzuca swoje klucze, a później kurtkę i mamrocze do siebie niezrozumiałe sylaby, wspinając się po schodach.
Tak, był kompletnie zalany.
Jednak niezależnie od tego jak bardzo był na mnie wściekły i czy był dla mnie złośliwy, wciąż był człowiekiem. Wolałem więc upewnić się, że nie rozwali sobie głowy oraz nie zakrztusi się swoimi wymiocinami po pijaku.
Kiedy usłyszałem zatrzaskujące się drzwi oraz skrzypienie materaca, co oznaczało, że Harry musiał się na nim położyć, mogłem ponownie wrócić do spania.
Nie trwało to zbyt długo.
Obudziłem się w środku nocy przez coś co na początku wydawało mi się być jękami. Gdy zacząłem odzyskiwać świadomość, zdałem sobie sprawę, że to nie były jęki – to były krzyki.
Rozdzierające serce krzyki.
Natychmiast wypadłem ze swojego pokoju i popędziłem w stronę pokoju Harry’ego, skąd dochodziły wrzaski. Byłem przerażony – Co się działo? Czy ktoś go skrzywdził? O nie… ktoś się włamał?
Chwyciłem klamkę i wpadłem do jego pokoju, spodziewając się, że zastanę w nim bałagan i rannego Harry’ego. Jednak nie to zobaczyłem.
Harry leżał w swoim łóżku, drżąc i wiercąc się. Już nie krzyczał, ale mamrotał i szlochał, jakby go coś bolało. Jego oczy były mocno zaciśnięte.
- Nie, nie. Proszę. Nie – nie jego. Weź mnie. Proszę, WEŹ MNIE! – Wtedy zrozumiałem – Harry Styles miał koszmar.
Wiedziałem już, że to, co na początku wydawało mi się być krzykami, w rzeczywistości było błaganiami i szlochem.
- Przestań! Zostaw go! NIE! NIE! – Harry krzyczał coraz głośniej, a jego ciało ponownie zaczęło całe drżeć. Krzyki były tak rozdzierające, że musiałem coś zrobić, aby je przerwać. Wdrapałem się więc na jego łóżko, potrząsając nim, aby go obudzić.
- Harry! – Powiedziałem głośno, starając się utrzymać jego ramiona, które szarpały się na wszystkie boki.
- Nie! Przestań! PROSZĘ!
- Harry!
- Nie!
- HARRY! – Potrząsnąłem nim, a jego oczy w końcu się otworzyły. Łzy wciąż skapywały po jego policzkach. Spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Starał się mnie odepchnąć, wciąż patrząc na mnie ze strachem.
- Nie, nie, zostaw mnie. Proszę, nie – Jęczał, jakby wciąż śnił – Jakbym to ja był tym, kogo się obawiał.
- Harry, to ja. Louis. – Powiedziałem cicho, ściskając delikatnie jego ramiona. Usiadł w końcu na łóżku i spojrzał na mnie. Wówczas mogłem dłużej niż przez jedną chwilę zobaczyć prawdziwego Harry’ego.
Jego oczy były wypełnione łzami, a policzki zaczerwienione. Był… załamany. Silna, zimna i niewidzialna maska, która dotychczas pokrywała twarz chłopaka, pękła. Jego wargi drżały. Spuścił swój wzrok, ściskając prześcieradło. W jednym momencie, palce Harry’ego przeniosły się z prześcieradła na moje ramię, chwytając się go, jakby od tego zależało jego życie. Wiedziałem, że od jego silnego uścisku moje ramię będzie pokryte kolejnymi sińcami, jednak tym razem nie miały być one wynikiem jego gniewu.
Jego całe ciało zaczęło drżeć z nerwów lub ze strachu - tego nie byłem pewien. Nie mogłem jednak patrzeć jak ktoś na moich oczach się załamuje, niezależnie od tego jak okrutna była ta osoba. Zrobiłem więc coś do czego normalnie bym się nie posunął, a mianowicie przyciągnąłem Harry’ego bliżej do siebie, kładąc rękę na tyle jego głowy. Opierając ją na swoim ramieniu, owinąłem go ramionami.
Nie walczył ze mną i nie protestował. Zamiast tego pozwolił mi się trzymać, ale kilka chwil później znów zaczął płakać. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Każda jego łza spływała na mój kark. Czułem jak palce chłopaka zaciskają się na moim ramieniu, mnąc mój podkoszulek, jakby to była jego ostatnia deska ratunku – jakby tylko to dawało mu siłę. Ku mojemu zaskoczeniu, ból, którego oczekiwałem, nie nadszedł, gdyż byłem zbyt zafascynowany dotykiem palców Harry’ego o moją nagą skórę.
Desperacko kogoś potrzebował. Jego łzy były tylko i wyłącznie prośbą. Prośbą by to, co mu się śniło, nigdy więcej się nie wydarzyło lub by mógł o tym zapomnieć.
Nie odezwałem się do niego żadnym słowem, ani nawet go nie pocieszyłem. Nie miałem odwagi, aby zapytać, co mu się śniło. Mogłem jedynie zgadywać…
Potarłem jego plecy i pozwoliłem swojej ręce spocząć na jego ramieniu, wsłuchując się tym samym w szybkie bicie jego serca. Wdychałem zapach jego wody po goleniu i płynu do płukania. Moje serce natychmiast podskoczyło, gdy tylko Harry zaplótł swoje ramiona wokół mojej szyi, przyciągając mnie bliżej. To było jak nieme ‘dziękuję’, więc ścisnąłem go mocniej.
- Będzie w porządku, Harry – Powiedziałem, zataczając na plecach chłopaka koła.
Nagle jego całe ciało zesztywniało. Wówczas zdałem sobie sprawę, że popełniłem ogromny błąd. Harry’ego naszła świadomość tego co robił. Byłem głupi, że odezwałem się do niego w momencie, gdy był zdesperowany i kogoś potrzebował.
Chłopak natychmiast rozluźnił uścisk i oderwał się ode mnie, uderzając w moje bolące ramię. Na jego twarzy znów pojawiła się chłodna maska, pomimo, że jego policzki wciąż były wilgotne od łez, a oczy czerwone i zapuchnięte. Spojrzał na mnie, wskazując drżącą dłonią na drzwi.
- Wyjdź.
Chciałem chwycić jego ramię, ale odtrącił mnie. – Porozmawiaj ze mną. – Powiedziałem, próbując go dosięgnąć. Pragnąłem dowiedzieć się, co było nie tak. Chciałem mu pomóc. Nie obchodziła mnie przeszłość. Chciałem… żeby wszystko było z nim w porządku.
Potrzasnął głową i pewniej wskazał w tamtym kierunku. – Wyjdź. Teraz, Louis.
Wpatrywałem się w niego – po raz pierwszy moje imię wyleciało z ust Harry’ego. Zafascynowało mnie jak to słowo oplatało się wokół jego języka, jednak byłem przybity tym, jak smutno ono brzmiało.
Przełknąłem ciężko ślinę, gdy Harry zerwał nasz kontakt wzrokowy, przecierając oczy swoim ramieniem.
- Proszę, Harry.
- Po prostu idź. – Powiedział cicho, ponownie na mnie spoglądając. Westchnąłem ciężko, przyznając się tym samym do porażki. Zszedłem z łóżka, a następnie ruszyłem powoli w kierunku drzwi. Zanim wyszedłem, odwróciłem się do niego.
- Słuchaj, Harry…
- Nie. – Wyszeptał. Po sposobie w jaki załamał się jego głos wiedziałem, że powstrzymuje się od szlochu. – Po prostu wyjdź. – Powiedział, trochę bardziej pewnie, jakby próbując zamaskować swój płacz.
Skinąłem głową i zamknąłem za sobą drzwi, starając się powstrzymać własne łzy.
Chwilę później, gdy odszedłem, znów usłyszałem szloch Harry’ego, ale wszedłem do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jego płacz wciąż dudnił w moich uszach, do momentu, aż ponownie zapadłem w sen.

 _________________________________________________________________________
No, w miarę szybko się uporałam z pisaniem :p. Mam nadzieję, że będzie wam się podobał chociaż jest trochę krótszy od poprzedniego, ale co tam :) Liczę na szczere komentarze! :) Głosujcie w sondzie i dodawajcie się do obserwatorów :) Jeżeli miałybyście i miałbyś :D jakieś pytania jeżeli chodzi o opowiadanie, czy jeśli chcecie być informowani o rozdziałach piszcie na gg: 11810344 :) Jestem dostępna praktycznie cały czas więc jak już mówiłam przedtem, nie będzie problemu ze skontaktowaniem się ze mną :) <3 
O witamy chłopaka! :D Pod poprzednim rozdziałem napisałam, że nie czytają tego chłopaki. Widocznie się myliłam :D Witaj Olaf! :D <3
Co do rozdziałów piątkę wstawię dzisiaj po południu. Ewentualnie jutro rano, ale nie sądzę :) Raczej zdążę bo już mniej więcej mam napisany ! :)

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 4


Na początku podejrzewałem, że mieszkanie z Harrym nie będzie łatwe. Przypuszczałem, że będzie wracał do domu nad ranem, pił, palił, niszczył drogie wazy i stwarzał jeszcze większy bałagan w naszym mieszkaniu. Ale do niczego takiego nie doszło. Może, dlatego, że chłopak wracał do domu nad ranem. Zazwyczaj pijany, kładł się spać na kilkanaście minut, aby potem znów wyjść z domu.  Jak podejrzewałem, nie zachowywał się tak do czasu aż z nim nie mieszkałem.
Nie rozmawiałem z nim. Widzieliśmy się tylko przelotnie. W zasadzie ledwie zauważał moją obecność, gdy byłem w pobliżu. Odpowiadało mi to.
Odkąd się wprowadziłem, odbywałem przerwę zanim miałem poznać resztę chłopaków - wciąż byli na wakacjach, technicznie w trakcie przerwy i mieli wrócić dopiero dwa dni po moim przyjeździe. Myśląc o tym, gdy nikt mi nie przeszkadzał, chwyciłem swój pamiętnik.
Czarny, skórzany pamiętnik podróżował ze mną, gdziekolwiek się udałem. Zawierał najboleśniejsze wspomnienia i zdjęcia, które zgromadziłem przez lata, ale głównie znajdowały się w nim niedokończone teksty piosenek.
Pisanie tekstów było czymś, co przychodziło mi łatwo – uspokajało mnie, kiedy byłem zdenerwowany i przeważnie wtedy wychodziła całkiem dobra piosenka.
Łatwo, więc można było się domyślić ilości piosenek, które napisałem, odkąd zamieszkałem z Harrym.         
Jednak cały ten urok został przerwany, gdy otrzymałem telefon od Simona.
- Lou? – Zapytał, kiedy odebrałem.
- Tak?
- Chłopcy wpadną cię poznać. Upewnij się, że Harry też będzie.
Westchnąłem – Jak mam do cholery to zrobić? Nie widziałem go już kilka godzin.
Simon jęknął – Załatw to. Macie wywiad za parę godzin i potrzebuję wszystkich w biurze w Londynie!
- Londynie!?
- Bardzo dobrze. Cieszę się, że dobrze słyszysz. – Wymamrotał sarkastycznie mężczyzna. Czułem, że zaczyna się irytować.
- Zamknij się – warknąłem.
 - Ooh, brzmisz jak Harry. Czyżby zły chłopiec już zaszedł ci za skórę?
Nagle drzwi się otworzyły. Spojrzałem w ich stronę ze swojego miejsca, którym było krzesło w kuchni i westchnąłem z ulgą. Harry właśnie rzucił swoją skórzaną kurtkę na podłogę.
- O wilku mowa. Właśnie wrócił – powiedziałem do telefonu.
- Simon? – Zapytał Harry ostrym głosem, mierząc mnie zimnym spojrzeniem. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej piwo.
- Tak – powiedziałem krótko zakrywając mikrofon, kiedy się do niego odezwałem – Chłopcy są w drodze tutaj. Mamy wywiad w Londynie. – Skinąłem na piwo w jego dłoni – Więc może to przemyślisz.
Harry przymknął oczy i zacisnął usta w cienką linię. Odstawił piwo na miejsce, zatrzaskując drzwiczki lodówki.
- Louis?
- Jestem, Simon.
- Czy Harry właśnie wszedł?
- Yup.
- Daj go do telefonu.
Skinąłem głową i spojrzałem na Harry’ego, posyłając mu znaczące spojrzenie. Jego oczy się rozszerzyły i potrząsnął głową.
- Pieprzyć to.
- Po prostu weź telefon – powiedziałem, wyciągając w jego stronę przedmiot.
- Powiedz mu, że może mi possać. – Głos Harry’ego rozbrzmiał tym razem do głośnika. Wyszedł z kuchni, wchodząc po spiralnych schodach. Potrząsnąłem głową.
- Słyszałeś to?
Usłyszałem jęk po „drugiej” stronie słuchawki.  – Tak – zauważyłem, że brzmiał na wyczerpanego – Po prostu powiedz mu żeby był gotowy, kiedy przyjadą chłopacy.
- Tak zrobię.
- W porządku.
Simon się rozłączył.
Po kilku minutach Harry zszedł na dół, ubrany i gotowy do wywiadu. Był w swoim zwyczajnym stroju, w którym widywałem go już wcześniej – cały na czarno.
 - Jeśli Simon mówi, że już prawie są – chrząknął, bez cienia emocji – To znaczy, że będą za kilka minut.
- Skąd to wiesz? – Zapytałem oschle. Kilka dni temu Harry mi groził, a teraz się do mnie odzywa? Dlaczego? Do czego zmierzał? Dlaczego nagle czułem potrzebę rozmowy z nim? Jeszcze lepiej, dlaczego chciałem z nim porozmawiać?
- Pracuję z nim wystarczająco długo, wiem jak działa – odpowiedział Harry, i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, oceniając mój strój – To zamierzasz ubrać?
Spojrzałem w dół na swoje ubranie. Miałem na sobie koszulkę w paski, szare szelki i spodnie z podwiniętymi nogawkami. Moje szare Tomsy leżały przy drzwiach.
Uniosłem brew – A co jest z tym nie tak?
Harry parsknął i podwinął swój czarny rękaw, odsłaniając wiele bransoletek. – Wyglądasz jak laluś.
Zamrugałem – A ty niby lepiej? – Rzuciłem – Pamiętam cię w bardziej sportowym stylu zanim – przerwałem upewniając się, że mnie słucha. Odzywał się do mnie, ale jego groźba wciąż tkwiła w mojej głowie – zanim to wszystko się wydarzyło. – Dokończyłem, wypuszczając powoli oddech.
Moja pauza wypełniła oczy Harry’ego strachem, więc utkwił wzrok w podłodze. Zauważyłem, że jego twarz przecina błysk bólu, ale szybko przybrał swoją maskę nieczułego gościa.
- Kiedy rzeczy się zmieniają, ludzie też, tak jak garderoba. To fakt Tommo. Przejrzyj tweety Zayna. Jestem pewien, że wspomniał o tym raz czy dwa – powiedział lodowatym tonem.
Posłałem mu zmieszane spojrzenie, słysząc jak mnie nazwał – Tommo?
Zerknął na mnie – Masz z tym jakiś problem? – Warknął.
- Nie bardzo, ale dlaczego dałeś mi przezwisko?
- Dlaczego nie? – Rzucił, unosząc wyzywająco brew. Owe Spojrzenie uciszyło mnie na kilka minut, ale pytanie wciąż paliło w mojej głowie.
- Co to jest? – Zapytałem nagle.
- Co, co to? – Powiedział Harry.
- Myślałem, że mnie nienawidzisz.
Zaśmiał się ozięble – Bo tak jest.
- Więc dlaczego próbujesz być dla mnie miły?
Posłał mi spojrzenie – Chcesz żebym był dla ciebie kompletnym kutasem?
- No, nie. – Powiedziałem zwyczajnie.
- Więc nie kwestionuj tego co robię.
- Nie sądzisz, że mam do tego prawo, skoro to, co robisz, dotyczy bezpośredniomnie? – Zaczęło mnie to ranić. Jeśli zamierzał mnie nienawidzić, niech to robi, a nie wysyła mi sprzeczne sygnały.
Byłem romantykiem, ale tego nie mogłem już dłużej znieść.
Westchnął dramatycznie. Widocznie moje pytanie go zirytowało. – Jestem miły, żeby łatwiej nam było udawać przed kamerami. Jestem miły, żeby łatwiej było udawać przed chłopakami. Jestem miły, żebym nie musiał się do choleryprzemykać po tym mieszkaniu udając, że cię ignoruję, gdy jesteś w pobliżu przez cały cholerny czas. – Przerwał. – Czy to wystarczająca odpowiedź na twoje pytanie?
Skinąłem głową i usłyszałem pukanie w drzwi. Harry westchnął i obrócił się w moją stronę – Nie otworzysz?
- Ty mieszkałeś tu pierwszy. – Odpowiedziałem.
Zmarszczył brwi, jednak pewnie podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, zobaczyłem stojących na korytarzu chłopaków.
Wydawało mi się, że po dziewięciu miesiącach rozłąki, ten moment będzie dla nich chwilą ponownego zjednoczenia – chwilą radości. Jednak nie to zobaczyłem, ale wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że był to pierwszy raz odkąd One Direction widzieli się razem po śmierci Ami’ego.
Niall pierwszy podszedł do Harry’ego i rozłożył ramiona, ściskając go. Loczek w telewizji wydawał się bardzo otwarty, ale teraz niezręcznie poklepał Nialla po plecach, gdy blondyn go przytulał. Po kilku chwilach niekomfortowego uścisku i cichych szeptach do ucha Harry’ego, Niall puścił go. Jego miejsce zajął Zayn, który położył mu dłoń na ramieniu.
- Harry – pozdrowił go, posyłając mu delikatny, dziwny uśmiech.
- Zayn – odpowiedział Harry, ze skinięciem głowy, po czym wbił wzrok w ziemię.
W końcu do Harry’ego podszedł Liam, którego twarz była poważna. Spoglądali przez chwilę na siebie, zanim Liam się odezwał
 - Jak sobie radzisz Harry?
- Zajebiście świetnie – przeciągnął sarkastycznie, na co Liam westchnął. Harry przymknął oczy i obrócił się do mnie, zwracając tym na mnie spojrzenia chłopaków, znajdujących się w pomieszczeniu. Grymas Liama przekształcił się w uśmiech, kiedy mnie zobaczył. Entuzjastycznie podszedł do mnie z rozwartymi ramionami.
- Ah! Ty musisz być Louis. Miło cię w końcu poznać! Jestem Liam. – Wyciągnął dłoń, którą potrząsnąłem, uśmiechając się do niego.
 - Ciebie również – odpowiedziałem, a po chwili Niall oplótł mnie ramionami.
- Cześć stary. Jestem Niall. Witamy w zespole! Czasami świrujemy, tylko ostrzegam!
Skinąłem głową. – Widzę. Dzięki
- Macie jakieś jedzenie? – Zapytał nagle, prawie szepcząc mi do ucha tak, aby nikt nie wiedział, że jest głodny.
- Erm, tak myślę?
- Niall! – Powiedział Zayn, pochodząc do nas i poklepując ramie blondyna. – Uspokój się. Dopiero go poznałeś, nie przestrasz go. – Wyciągnął w moja stronę dłoń.
- Cześć. Jestem Zayn. Witam w zespole.
- Dzięki – odpowiedziałem, odwzajemniając ciepły uśmiech, którym mnie obdarzył. Miałem wrażenie, że sprawy zaczynają się dobrze układać, gdy usłyszałem jak od strony drzwi zagrzmiał głos.
- Hej, popieprzeńcy, nasz samochód już jest.
Nasza czwórka obróciła się w stronę drzwi i zobaczyła jak Harry zakłada swoją skórzaną kurtkę. Chłopak rzucił nam niecierpliwe spojrzenie. – Więc chodźmy. Nie mam, kurwa, całego dnia!
Usłyszałem zbiorowy jęk od strony chłopaków, którzy ruszyli za nim i poczułem jak Niall rozluźnia swój uchwyt. – Więc chodźmy. – Powiedział – Lepiej go nie wkurzać. – Rzucił mi pocieszający uśmiech, który odwzajemniłem, chwytając swoją kurtkę i wsuwając stopy w Tomsy, zanim zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Wszyscy weszliśmy do auta. Podróż była… niezręczna, a przynajmniej cicha. W trakcie jakiejkolwiek jazdy szybko zasypiałem, dlatego tym razem było tak samo. Zbudziłem się, kiedy mieliśmy udać się do budynku, w którym miał odbyć się nasz wywiad.
Zaparkowaliśmy. Gdy chłopcy zaczęli wysiadać, poczułem silny uścisk na swoim przegubie. Palce, tak bardzo mi znajome, wbijały się w skórę moich nadgarstków, tak jak wcześniej ramion.
- Pamiętaj o naszych zasadach. – Usłyszałem przy moim uchu szept Harry’ego. Jego zimny oddech sprawił, że zadrżałem.- Mam nadzieję, że jesteś dobrym aktorem. Uśmiechnij się i wyłaź z samochodu. Prasa czeka.
Uwolnił mnie ze swojego uścisku, odrzucając od siebie jednocześnie moje ramię i otworzył drzwi, ukazując morze dziennikarzy, o których wcześniej wspominał. Wziąłem głęboki oddech, po czym zsunąłem na oczy okulary, podążając szybko za Harrym w stronę budynku. Próbowałem zignorować miliony pytań rzucanych w moją stronę.
„Louis Tomlinson! Jakie to uczucie być zastępstwem za Ami’ego Shane’a?”
„Myślisz, że możesz dorównać temu, co stworzył Ami?”
„Jak się czujesz, zastępując martwego członka?”
„Dobrze dogadujesz się z chłopakami?”
„Jak mieszka się z Harrym?”
Gdy dotarłem do budynku, prawie zderzając się z Liamem, moja głowa już pulsowała.
Liam dostrzegł to i poklepał mnie po ramieniu. – Z czasem będzie łatwiej. – Powiedział, podążając za resztą chłopaków w głąb korytarza.
Skinąłem głową, a następnie ruszyłem za Liamem, wiedząc, że czeka mnie długi dzień.
_
- Więc, Louis Tomlinson – powiedziała ładna blondynka, przesuwając się na skraj swojego krzesła i pochylając w moją stronę. Byliśmy w połowie wywiadu i do tej pory szło całkiem nieźle. Pytanie, które właśnie zadała, było pierwszym, skierowanym bezpośrednio do mnie.
- Tak? – Zapytałem, spoglądając na kamerę, która czujnie mnie obserwowała.
- Słyszałam z kilku źródeł, że piszesz piosenki dla najlepszych. To prawda?
Skinąłem w stronę przesadnie podekscytowanej kobiety. Chyba nazywała się Caroline. – Tak. Owszem. Piszę odkąd pamiętam.
Skinęła entuzjastycznie głową, uśmiechając się szeroko i ukazując szereg swoich białych zębów. – Jak myślisz, może mógłbyś napisać wasz następny singiel? Co o tym sądzicie chłopcy? Myślicie, że sobie poradzi?
Spojrzałem najpierw w stronę Harry’ego, który nadal, jak przez cały wywiad, uśmiechał się tak słodko, że prawie chciałem, żeby robił to częściej… Pomijając to, że wiedziałem, iż szczerze mnie nienawidzi.
Reszta chłopaków podążyła za moim wzrokiem, aż w końcu Zayn odpowiedział. – Myślę, że to świetna okazja. Uwielbiamy być zaangażowani w każdy etap powstawania nowego albumu.
- Bardzo się cieszę. – Caroline uśmiechnęła się i Harry owinął ramionami moje barki, ściskając mocniej moje bolące ramię, tak jakby przypominał mi, że niezależnie od tego co powie, jego groźba jest wciąż aktualna.
- Zgadzam się. – Harry uśmiechnął się do Caroline, która gwałciła go wzrokiem przez cały wywiad. Czułem się trochę niekomfortowo. – Myślę, że jakakolwiek piosenka, napisana przez Louisa, będzie świetna! – Jego fałszywy uśmiech prawie mnie oszukał, ale udawałem, że tak nie było.
- Mówiąc o pisaniu piosenek, Harry – Caroline przerwała i uważnie na niego spojrzała. – Wiem, że to coś, co ty i Jack robiliście razem przed jego śmiercią.
Czułem jak uścisk Harry’ego zaciska się wokół mnie. Musiałem się powstrzymać, aby się nie skrzywić, czując ból, rozchodzący się wciąż w obolałej kończynie. Chłopak przesunął dłoń z mojego ramienia na plecy, zaciskając pięść na tkaninie mojej koszulki, jakby to była jego ostatnia deska ratunku. Jakby był…zdesperowany i mnie potrzebował.
Czy coś.
Jego napięta twarz była widoczna tylko przez moment, ponieważ po chwili rozluźnił się, grając do kamery. – Tak, Jack ja… My… My pisaliśmy trochę razem.
Caroline zmarszczyła współczująco brwi. – Na pewno wszyscy bardzo za nim tęsknicie.
Chłopcy skinęli głowami, a ja poczułem jak uścisk Harry’ego rozluźnia się, chociaż wciąż pozostał silny. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że spogląda w dół ze… wstydu? Smutku? Znów był wrażliwy i byłem zaskoczony, spostrzegając, że tylko ja zauważałem te momenty. Znowu, trwało to ułamek sekundy, zanim znów się uśmiechał.
- Bardzo. Był świetnym przyjacielem i kolegą z zespołu.
- Wszyscy w studio za nim bardzo tęsknimy. Pomimo tego, że jest on niezastąpiony, Louis wydaje się świetnym uzupełnieniem zespołu! – Caroline znów się uśmiechnęła. Każdy kolejny jej uśmiech stawał się coraz bardziej irytujący.
- Zdecydowanie – powiedział Niall, poklepując moje kolano. – Jest świetnym gościem i nie możemy się doczekać współpracy z nim!
- Na pewno – Caroline znów się uśmiechnęła. – Wydaje mi się, że nasz czas dobiega końca. Dziękuję, że zgodziliście się porozmawiać i życzę wam powodzenia w rozwoju dalszej kariery!
Wszyscy skinęliśmy głowami i ucałowaliśmy Caroline na pożegnanie. Otrzymałem kolejny uścisk od Harry’ego.
To miało miejsce, zanim kamery przestały nagrywać, a światła zgasły. Ten krótki moment, w którym myślałem, że Harry naprawdę był szczery ze wszystkim co powiedział, został kompletnie rozmyty, gdy tylko chłopak odsunął mnie od siebie, wstając i mamrocząc coś o tym, że potrzebuje papierosa.
Uniosłem brwi, gdy zobaczyłem jak odchodzi. Chciałem z nim porozmawiać – upewnić się, że wszystko w porządku. To było dziwne, nagłe współczucie w stronę kogoś kto otwarcie twierdzi, że cię nienawidzi. Nie byłem pewny, dlaczego to robiłem – może, dlatego, że nie mogłem nic na to poradzić – ale wiedziałem, że Harry prawdopodobnie cierpi. Skoro nie chciał, żebym ja mówił o Jack’u, z pewnością nie pozwalał też na to innym.
Poczułem silną rękę na swoim ramieniu i obróciłem się, widząc stojącego za mną Simona. – Nie spodziewałem się, że o niego zapyta.
Skinąłem głową – Czuję się… tak…
- Okropnie? – Dokończył Simon.
- Tak.
- Ja też. Harry twierdzi, że wszystkich nienawidzi. Mówiłem ci, że tak jest, Louis. Nie sądzę jednak, że ktoś, kto kiedyś był szczęśliwy – pełen miłości – stał się nagle człowiekiem pełnym gniewu.
- To możliwe. – Wzruszyłem ramionami. – Rzeczy się zmieniają, ludzie też. – W momencie kiedy wypowiedziałem te słowa, zdałem sobie sprawę, że pochodzą od Harry’ego.
Simon uśmiechnął się. – Czytałeś tweety Zayna, nie? – Zaśmiałem się, ale przerwał mi Harry, który wpadł przez drzwi. Jego oczy były czerwone, a policzki wilgotne.
- Co to do cholery było Simon? – Prawie wrzasnął. Ciągle znajdowaliśmy się w studio i w około wciąż kręciło się kilka osób, więc wszyscy zaczęli nam się przyglądać. – Myślałem, że jasno jej wyjaśniłeś, że ma nie wyciągać jego kwestii!
- Przepraszam, Harry. Wiesz, że Caroline jest… Ona nie słucha.
- Nie obchodzi mnie to! Powinna wiedzieć. Ty też powinieneś wiedzieć, żeby wcisnąć jej do tej jej cholernej czaszki, że już o nim nie rozmawiam. Nie publicznie.
- Wiem.
- Zwolnij ją. Nie chcę z nią już nigdy więcej rozmawiać, jeśli ma wyciągać jego.
- Harry! Spokojnie. – Simon położył mu ręce na ramionach i spojrzał mu prosto w oczy. Chłopak uspokoił się i wcisnął ręce do kieszeni. Spojrzał na mnie.
- I ty. – Warknął. – Od kiedy ty piszesz piosenki?
Zrobiłem krok w jego stronę. – Od zawsze. Zawsze – Zawsze pisałem piosenki.
- Jeśli wydaje ci się, że napiszesz jakąś piosenkę dla tego zespołu, to chyba oszalałeś.
- Właściwie, Harry, to on nie oszalał. – Przerwał mu Simon, stając pomiędzy nami.
- Co? – Zapytaliśmy równocześnie. Twarz Harry’ego przeszył grymas.
Simon wziął wdech i skinął głową, kładąc dłonie na naszych ramionach. – Tak. Harry, wspomniałeś publicznie, że wszystko, co napisze Louis będzie świetne…
- Kogo to obchodzi, ku..?!
- Więc myślę, że to dobry pomysł, żeby jakąś napisał.
- Żartujesz? – Odezwaliśmy się znów jednocześnie. Przyciągnąłem na siebie spojrzenie Harry’ego.
Simon spojrzał na nas z wyraźnym zakłopotaniem. – Wcale nie. W zasadzie, wy dwoje moglibyście coś razem napisać.
Na początku nic nie powiedziałem, bo szczerze, możliwość napisania piosenki z Harrym Styles’em, jednym z najlepszych tekściarzy w kraju, była czymś niesamowitym.
Wtedy jednak pomyślałem o Harrym i Jack’u Shan’e oraz o tym, jak bardzo Harry prawdopodobnie mnie teraz nienawidził.
Yup, miałem przerąbane.
Ku mojemu zaskoczeniu, Harry się nie odezwał. Zamiast tego wpatrywał się w Simona wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
- Harry? – Zapytał w końcu Simon. – Co ty na to?
Zauważyłem, że dłonie Harry’ego zacisnęły się w pięści, tak mocno, że jego knykcie pobielały.
Nie, nie było dobrze.
Zamiast się odezwać, Harry potrząsnął głową, targając swoje włosy i masując nasadę nosa, po czym skierował się w stronę wyjścia.
- Harry, czekaj! – Zawołał Simon.
- Jeśli wiesz, co dla ciebie dobre. – Powiedział Harry, głębokim i groźnym tonem. – Zostawisz mnie, kurwa, samego.
Po chwili już go nie było.
Simon spojrzał na mnie, klepiąc pocieszająco moje ramię. – Dobrze poszło. – Powiedział sarkastycznie, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Harry.
- Może to nie był najlepszy moment, żeby przekazać mu nowiny. – Zaproponowałem.
Simon wzruszył ramionami. – I tak zareagowałby tak samo. – Westchnął zrezygnowany i skierował mnie w stronę drzwi. – Idź, twój samochód już czeka, żeby zabrać cię do mieszkania.
- Co z Harrym?
Simon smutno potrząsnął głową. – Wróci na własną rękę. Nie ma co się o niego martwić, jeśli tego nie chce.
Po tych słowach zniknął za drzwiami, zostawiając mnie, abym wrócił do samochodu, którym miałem udać się do domu.
_
Kiedy wróciłem do mieszkania, była dziewiętnasta. Zdając sobie sprawę z tego, że Harry nie wróci tak szybko, zrobiłem sobie obiad, a następnie rozłożyłem się na kanapie. Kiedy ułożyłem się wygodnie, moje myśli pobiegły w stronę wydarzeń dzisiejszego dnia.
Głównie były związane z Harry’m.
Co było trudnego w napisaniu piosenki? Czy naprawdę miał ze mną taki problem, że nie mógł po prostu odwalić roboty? Jeśli naprawdę nie chciał, żebym z nim pisał, jeden z nas mógłby to zrobić. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Oboje byliśmy przecież wystarczająco utalentowani.
Chyba, że w tym kłamstwie kryło się drugie dno?
Coś podpowiadało mi, że to Jack był główną przyczyną takiego zachowania Harry’ego. Prawdę mówiąc, wciąż niewiele wiedziałem o jego śmierci. W telewizji wspominali tylko, że umarł bez konkretnej przyczyny, co zapewne mijało się z prawdą, ale nigdy tego nie kwestionowałem. Harry’ego zaś lepiej było o to nie pytać.
Jaki wpływ miał Jack na Harry’ego? Byli blisko, i tak, ludzie różnie reagują na śmierć, ale po dziewięciu miesiącach raczej każdy byłby w stanie ruszyć do przodu.
Nie?
Dlaczego właściwie mnie to obchodziło? Dlaczego zachowanie Harry’ego i jego sposób bycia mnie interesował? Może dlatego, że chciałem, aby ktoś mu pomógł? Czy było to spowodowane tym, że to ja chciałem być osobą, która mu pomoże?
Ale dlaczego? Żeby poprawić sobie nastrój? Czy jemu? Czy może nam obojgu?
Powracając do wywiadu, wiedziałem, że nie jestem w błędzie – Harry nie mógłudawać przez cały ten czas, że mnie lubi. To wymagało większej kontroli, a z poprzednich doświadczeń wiedziałem, że chłopak jej nie posiada.
Do czego on, do cholery, zmierzał?
Moje myśli zaczęły się zderzać, a powieki robić coraz cięższe, gdy myślałem o Harrym, Jack’ui o piosence, która prawdopodobnie nigdy nie zostanie napisana.
Zwinąłem się bardziej na kanapie i pozwoliłem sobie odpłynąć. Myśli wciąż krążyły wokół chłopaka z kręconymi włosami, dopóki całkowicie nie zmorzył mnie sen.
_
Było koło drugiej, kiedy się obudziłem, słysząc trzask zamka u drzwi. Usiadłem na kanapie, napotykając wzrokiem pijanego Harry’ego.
Wpatrywał się we mnie i chociaż był pijany, z jego oczu wyczytałem, że wciąż był zdenerwowany tym, co wydarzyło się wcześniej. Ruszył przed siebie, rzucając klucze na szafkę, znajdującą się w pobliżu drzwi. Kiedy wstałem z kanapy, omal nie upadł.
- Pomóc ci?
- Odwal się. – Warknął, przytrzymując się rękoma i zamykając oczy, jakby nie miał siły już dłużej trzymać ich otwartych.
Podszedłem do niego. Zdążyłem go złapać zanim całkowicie stracił równowagę i upadł na ziemię. Przytrzymałem go i zaprowadziłem w stronę kanapy, sadzając go na niej.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. – Wybełkotał. – I nie potrzebuję, żebyś pisał ze mną piosenkę.
- Nigdy nie powiedziałem, że potrzebujesz. – Odpowiedziałem, idąc w stronę kuchni, żeby przynieść mu szklankę wody.
Jęknął i położył się, odrzucając na bok głowę. Natychmiast przyniosłem mu wodę i posadziłem go, upewniając się, że jeszcze nie śpi.
Kiedy otworzył oczy, odepchnął mnie, wytrącając z mojej dłoni szklankę wody, która upadła na ziemię i roztrzaskała się na kawałki. Skrzywiliśmy się oboje na dźwięk tłuczonego szkła.
- Zostaw mnie. – Wymamrotał, znów mnie odpychając i zwijając się na kanapie. – Nowa zasada: Nie dotykaj mnie.
Uniosłem swoje dłonie w obronnym geście. – W porządku, ale ja też mam nową zasadę – żadnego więcej wracania o drugiej w nocy po pijaku.
- Kim ty jesteś, moją matką?
- Mogę być. Masz już Liama jako ojca. Może potrzebujesz mnie jako matki.
- Nie bardzo. – Czknął i przewrócił się na plecy. – Znam jedną zasadę, której nie potrzebujemy.
Musiałem się uśmiechnąć, słysząc jego ton. Był zły, ale jest głos był spokojny – co na pewno spowodowane było alkoholem. – Jaką?
- Żadnych dziewczyn.
Odwróciłem głowę w jego stronę. – Dlaczego nie potrzebujemy tej zasady? Kto powiedział, że nie chcę przyprowadzać do domu dziewczyn? – Zapytałem zdenerwowany, ale i jednocześnie zaniepokojony.
Na moje słowa Harry zachichotał – tak, zachichotał, cholerny pijak – i skinął w moją stronę. – Oh proszę cię, to oczywiste. Po ubraniach, włosach i wszystkim.
- Co jest oczywiste? – Zapytałem, nie pozwalając moim nerwom przejąć kontroli nad głosem.
- Że jesteś gejem. – Powiedział wprost.
Nie pogodziłem się z moją orientacją tak od razu. To była część mnie – część tego kim jestem. Nie, część tego kim jestem. Kocham siebie. Kocham takiego jakim jestem.
Sposób w jaki powiedział to Harry oraz jak spoglądał na mnie z góry sprawił, że poczułem się, jakbym był… żałosny. Mogłem znieść jego przyczepki do różnych rzeczy, ale nie do tego.
Spojrzałem na niego. Uśmiechał się, podnosząc jeden z kącików ust, ze swojej na wpół leżącej pozycji.
- Dlaczego sprawiasz, że brzmi to jak jakaś gówniana rzecz? – Zapytałem ostro.
Jego oczy rozszerzyły się, gdy to powiedziałem. Chłopak wydawał się być zaskoczony moim tonem. – Nie. To nie jest gówniane.
- Więc dlaczego mi to wytykasz? – Zadałem kolejne pytanie, robiąc się coraz bardziej agresywny.
- Nie wytykam ci tego. Jezu Chryste, wyluzuj.
Wciągnąłem ostro powietrze i przejechałem palcami po włosach. Westchnąłem. Był pijany i prawdopodobnie nawet nie wiedział co mówi. Miałem nadzieję, że rano nie będzie pamiętał tej rozmowy.
- Więc twierdzisz, że nie potrzebujemy zasady dotyczącej żadnych dziewczyn? Dlaczego ty ich nie chcesz przyprowadzać? – Zapytałem.
Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem. – Nie interesują mnie.
Skinąłem głową. Zalała mnie fala zaciekawienia. – Więc mówisz, że… - Zacząłem, próbując się upewnić, że dobrze zrozumiałem.
Harry uśmiechnął się. – Wolę ptaszki od dziupli, tak.
Oboje się zaśmialiśmy: przez podtekst i to, jak był pijany. Znowu odniosłem wrażenie, jakby zaczynał być ze mną szczery – to było to samo uczucie, które ogarnęło mnie podczas wywiadu. Może Simon miał rację, może on naprawdę nienienawidził wszystkich. Po kilku momentach chichotów, znów odezwał się zamyślonym głosem, ale wiedziałem, że była to pijacka gadanina.
- Jesteś do niego strasznie podobny, wiesz?
- Do kogo?
- Do Jack’a.
Zamarłem, gdy imię wyleciało z jego ust. Harry jednak nie wydawał się tego zauważyć. Uśmiechnął się nieprzytomnie, gdy je wymówił, a jego oczy migotały pozostałymi iskierkami radości. Ja jednak byłem w szoku.
Czy on naprawdę powiedział jego imię?
Otrząsnąłem głowę z tych myśli. Spokojnie Louis, powiedziałem do siebie.
- Dlaczego jestem do niego podobny? – Zapytałem, ostrożnie zajmując miejsce obok niego na kanapie.
Parsknął i potrząsnął głową. – Nie wiem, kurwa. Po prostu. Przez to wszystko. Ubierasz się jak on, mówisz jak on, też piszesz piosenki. Jesteś… taki podobny. – Jego słowa się zniekształciły.
Zanim miałem szansę się odezwać, jego twarz znów stała się poważna. – Ale już go nie ma. A ty jesteś. I, kurwa, nienawidzę tego, że zająłeś jego…
- Nie zamierzam.
- Przestań pieprzyć, lalusiu. Możesz mówić co chcesz, ale tak naprawdę, dokładnie to zrobiłeś. Zastąpiłeś go. – Powiedział to z tak ogromną ilością jadu w głosie, że gdybym mógł dotknąć jego słów, na pewno bym się otruł.
Nie mogłem mu nic odpowiedzieć, więc kontynuował. – Wiem, że musimy napisać razem piosenkę. Inaczej pieprzony wujek Simon wsadzi mi moją własną lalkę do tyłka. Zamierzam więc się zmusić i to zrobić. Jednak to nie koniec zasad. Chcę jeszcze jednej.
Skinąłem głową. – Więc mów. – Powiedziałem, obawiając się, co to może być.
Usiadł i spojrzał na mnie ze śmiertelną powagą w oczach, ani razu nie mrugając. – Musisz przysiąc na swoje życie, na grób swojej matki, że się nie – i mówię całkowicie poważnie – że się we mnie nie zakochasz.
Wpatrywałem się w niego tępo – zaśmiałbym się, ale powaga, jaką dało się usłyszeć w jego głosie i chłód w oczach mnie powstrzymał.
To była głupia prośba. Żebym się w nim nie zakochał! Tak łatwa, tak prosta, a jednak…. Prawie błagający wyraz jego twarzy mówił mi co innego.
On był poważny, ale dlaczego? Dlaczego prosił mnie o wypełnienie tej ‘zasady’?
Kiedy tak cały czas się we mnie wpatrywał, wiedziałem, że muszę dać mu odpowiedź. Musieliśmy napisać piosenkę. Nie byłem pewien kiedy, ale wiedziałem, że musiała być skończona.
W dodatku, żeby to osiągnąć, musiałem zgodzić się na prośbę Harry’ego, tak prostą i dziwną jaką była – mogłem ją spełnić.
W końcu zdecydowałem się wyciągnąć dłoń, którą Harry po chwili uścisnął. Jego chłodnie palce idealnie wpasowały się w moje. Potrząsnąłem nią dwa razy i skinąłem głową. – Przysięgam.
___________________________________________________________________________
No to jest czwórka ! :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobać :) Bardzo was proszę jeżeli przeczytałaś (bo nie podejrzewam, że są tu jacyś chłopcy :D) Skomentuj. Prosze. Jest to dla mnie bardzo ważne. Głosujcie w sondzie i dodawajcie sie do obserwatorów, jeżeli wam się pdoba! <3 :) Spróbuję niedługo coś napisać sensownego. Dziękuję wam bardzo za 400 wyświetleń i za tyle miłych komentarzy! :) Massie thank you ! <33 Jesteście na prawdę wielkie! <3