Na początku podejrzewałem, że mieszkanie z Harrym nie będzie
łatwe. Przypuszczałem, że będzie wracał do domu nad ranem, pił, palił, niszczył
drogie wazy i stwarzał jeszcze większy bałagan w naszym mieszkaniu. Ale do
niczego takiego nie doszło. Może, dlatego, że chłopak wracał do domu nad ranem.
Zazwyczaj pijany, kładł się spać na kilkanaście minut, aby potem znów wyjść z
domu. Jak podejrzewałem, nie zachowywał
się tak do czasu aż z nim nie mieszkałem.
Nie rozmawiałem z nim. Widzieliśmy się tylko przelotnie. W
zasadzie ledwie zauważał moją obecność, gdy byłem w pobliżu. Odpowiadało mi to.
Odkąd się wprowadziłem, odbywałem przerwę zanim miałem poznać
resztę chłopaków - wciąż byli na
wakacjach, technicznie w trakcie przerwy i mieli wrócić dopiero dwa dni po moim
przyjeździe. Myśląc o tym, gdy nikt mi nie przeszkadzał, chwyciłem swój
pamiętnik.
Czarny,
skórzany pamiętnik podróżował ze mną, gdziekolwiek się udałem. Zawierał
najboleśniejsze wspomnienia i zdjęcia, które zgromadziłem przez lata, ale
głównie znajdowały się w nim niedokończone teksty piosenek.
Pisanie
tekstów było czymś, co przychodziło mi łatwo – uspokajało mnie, kiedy byłem
zdenerwowany i przeważnie wtedy wychodziła całkiem dobra piosenka.
Łatwo,
więc można było się domyślić ilości piosenek, które napisałem, odkąd
zamieszkałem z Harrym.
Jednak
cały ten urok został przerwany, gdy otrzymałem telefon od Simona.
- Lou? –
Zapytał, kiedy odebrałem.
- Tak?
- Chłopcy
wpadną cię poznać. Upewnij się, że Harry też będzie.
Westchnąłem
– Jak mam do cholery to zrobić? Nie widziałem go już kilka godzin.
Simon
jęknął – Załatw to. Macie wywiad za parę godzin i potrzebuję wszystkich w
biurze w Londynie!
-
Londynie!?
- Bardzo
dobrze. Cieszę się, że dobrze słyszysz. – Wymamrotał sarkastycznie mężczyzna.
Czułem, że zaczyna się irytować.
- Zamknij
się – warknąłem.
-
Ooh, brzmisz jak Harry. Czyżby zły chłopiec już zaszedł ci za skórę?
Nagle
drzwi się otworzyły. Spojrzałem w ich stronę ze swojego miejsca, którym było
krzesło w kuchni i westchnąłem z ulgą. Harry właśnie rzucił swoją skórzaną
kurtkę na podłogę.
- O wilku
mowa. Właśnie wrócił – powiedziałem do telefonu.
- Simon?
– Zapytał Harry ostrym głosem, mierząc mnie zimnym spojrzeniem. Podszedł do
lodówki i wyciągnął z niej piwo.
- Tak –
powiedziałem krótko zakrywając mikrofon, kiedy się do niego odezwałem – Chłopcy
są w drodze tutaj. Mamy wywiad w Londynie. – Skinąłem na piwo w jego dłoni –
Więc może to przemyślisz.
Harry
przymknął oczy i zacisnął usta w cienką linię. Odstawił piwo na miejsce,
zatrzaskując drzwiczki lodówki.
- Louis?
- Jestem,
Simon.
- Czy
Harry właśnie wszedł?
- Yup.
- Daj go
do telefonu.
Skinąłem
głową i spojrzałem na Harry’ego, posyłając mu znaczące spojrzenie. Jego oczy
się rozszerzyły i potrząsnął głową.
-
Pieprzyć to.
- Po
prostu weź telefon – powiedziałem, wyciągając w jego stronę przedmiot.
- Powiedz
mu, że może mi possać. – Głos Harry’ego rozbrzmiał tym razem do głośnika.
Wyszedł z kuchni, wchodząc po spiralnych schodach. Potrząsnąłem głową.
-
Słyszałeś to?
Usłyszałem
jęk po „drugiej” stronie słuchawki. –
Tak – zauważyłem, że brzmiał na wyczerpanego – Po prostu powiedz mu żeby był
gotowy, kiedy przyjadą chłopacy.
- Tak
zrobię.
- W
porządku.
Simon się
rozłączył.
Po kilku
minutach Harry zszedł na dół, ubrany i gotowy do wywiadu. Był w swoim zwyczajnym
stroju, w którym widywałem go już wcześniej – cały na czarno.
-
Jeśli Simon mówi, że już prawie są – chrząknął, bez cienia emocji – To znaczy,
że będą za kilka minut.
- Skąd to
wiesz? – Zapytałem oschle. Kilka dni temu Harry mi groził, a teraz się do mnie
odzywa? Dlaczego? Do czego zmierzał? Dlaczego nagle czułem potrzebę rozmowy z
nim? Jeszcze lepiej, dlaczego chciałem z nim porozmawiać?
- Pracuję
z nim wystarczająco długo, wiem jak działa – odpowiedział Harry, i zmierzył
mnie wzrokiem od góry do dołu, oceniając mój strój – To zamierzasz ubrać?
Spojrzałem
w dół na swoje ubranie. Miałem na sobie koszulkę w paski, szare szelki i
spodnie z podwiniętymi nogawkami. Moje szare Tomsy leżały przy drzwiach.
Uniosłem
brew – A co jest z tym nie tak?
Harry parsknął
i podwinął swój czarny rękaw, odsłaniając wiele bransoletek. – Wyglądasz jak
laluś.
Zamrugałem
– A ty niby lepiej? – Rzuciłem – Pamiętam cię w bardziej sportowym stylu zanim
– przerwałem upewniając się, że mnie słucha. Odzywał się do mnie, ale jego
groźba wciąż tkwiła w mojej głowie – zanim to
wszystko się wydarzyło. –
Dokończyłem, wypuszczając powoli oddech.
Moja
pauza wypełniła oczy Harry’ego strachem, więc utkwił wzrok w podłodze.
Zauważyłem, że jego twarz przecina błysk bólu, ale szybko przybrał swoją maskę
nieczułego gościa.
- Kiedy
rzeczy się zmieniają, ludzie też, tak jak garderoba. To fakt Tommo. Przejrzyj
tweety Zayna. Jestem pewien, że wspomniał o tym raz czy dwa – powiedział
lodowatym tonem.
Posłałem
mu zmieszane spojrzenie, słysząc jak mnie nazwał – Tommo?
Zerknął
na mnie – Masz z tym jakiś problem? – Warknął.
- Nie
bardzo, ale dlaczego dałeś mi przezwisko?
-
Dlaczego nie? – Rzucił,
unosząc wyzywająco brew. Owe Spojrzenie uciszyło mnie na kilka minut, ale
pytanie wciąż paliło w mojej głowie.
- Co to
jest? – Zapytałem nagle.
- Co, co to? – Powiedział Harry.
-
Myślałem, że mnie nienawidzisz.
Zaśmiał
się ozięble – Bo tak jest.
- Więc
dlaczego próbujesz być dla mnie miły?
Posłał mi
spojrzenie – Chcesz żebym był dla ciebie kompletnym
kutasem?
- No,
nie. – Powiedziałem zwyczajnie.
- Więc
nie kwestionuj tego co robię.
- Nie
sądzisz, że mam do tego prawo, skoro to, co robisz, dotyczy bezpośredniomnie?
– Zaczęło mnie to ranić. Jeśli zamierzał mnie nienawidzić, niech to robi, a nie
wysyła mi sprzeczne sygnały.
Byłem
romantykiem, ale tego nie mogłem już dłużej znieść.
Westchnął
dramatycznie. Widocznie moje pytanie go zirytowało. – Jestem miły, żeby łatwiej
nam było udawać przed kamerami. Jestem miły, żeby łatwiej było udawać przed
chłopakami. Jestem miły, żebym nie musiał się do
choleryprzemykać po tym mieszkaniu udając, że cię ignoruję, gdy jesteś w
pobliżu przez cały cholerny czas. – Przerwał. – Czy to wystarczająca odpowiedź
na twoje pytanie?
Skinąłem
głową i usłyszałem pukanie w drzwi. Harry westchnął i obrócił się w moją stronę
– Nie otworzysz?
- Ty
mieszkałeś tu pierwszy. – Odpowiedziałem.
Zmarszczył
brwi, jednak pewnie podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, zobaczyłem stojących na
korytarzu chłopaków.
Wydawało
mi się, że po dziewięciu miesiącach rozłąki, ten moment będzie dla nich chwilą
ponownego zjednoczenia – chwilą radości. Jednak nie to zobaczyłem, ale wtedy
zdałem sobie sprawę z tego, że był to pierwszy raz odkąd One Direction widzieli
się razem po śmierci Ami’ego.
Niall
pierwszy podszedł do Harry’ego i rozłożył ramiona, ściskając go. Loczek w
telewizji wydawał się bardzo otwarty, ale teraz niezręcznie poklepał Nialla po
plecach, gdy blondyn go przytulał. Po kilku chwilach niekomfortowego uścisku i
cichych szeptach do ucha Harry’ego, Niall puścił go. Jego miejsce zajął Zayn,
który położył mu dłoń na ramieniu.
- Harry –
pozdrowił go, posyłając mu delikatny, dziwny uśmiech.
- Zayn –
odpowiedział Harry, ze skinięciem głowy, po czym wbił wzrok w ziemię.
W końcu
do Harry’ego podszedł Liam, którego twarz była poważna. Spoglądali przez chwilę
na siebie, zanim Liam się odezwał
-
Jak sobie radzisz Harry?
- Zajebiście świetnie – przeciągnął sarkastycznie, na co
Liam westchnął. Harry przymknął oczy i obrócił się do mnie, zwracając tym na
mnie spojrzenia chłopaków, znajdujących się w pomieszczeniu. Grymas Liama
przekształcił się w uśmiech, kiedy mnie zobaczył. Entuzjastycznie podszedł do
mnie z rozwartymi ramionami.
- Ah! Ty
musisz być Louis. Miło cię w końcu poznać! Jestem Liam. – Wyciągnął dłoń, którą
potrząsnąłem, uśmiechając się do niego.
-
Ciebie również – odpowiedziałem, a po chwili Niall oplótł mnie ramionami.
- Cześć
stary. Jestem Niall. Witamy w zespole! Czasami świrujemy, tylko ostrzegam!
Skinąłem
głową. – Widzę. Dzięki
- Macie
jakieś jedzenie? – Zapytał nagle, prawie szepcząc mi do ucha tak, aby nikt nie
wiedział, że jest głodny.
- Erm,
tak myślę?
- Niall!
– Powiedział Zayn, pochodząc do nas i poklepując ramie blondyna. – Uspokój się.
Dopiero go poznałeś, nie przestrasz go. – Wyciągnął w moja stronę dłoń.
- Cześć.
Jestem Zayn. Witam w zespole.
- Dzięki
– odpowiedziałem, odwzajemniając ciepły uśmiech, którym mnie obdarzył. Miałem
wrażenie, że sprawy zaczynają się dobrze układać, gdy usłyszałem jak od strony
drzwi zagrzmiał głos.
- Hej, popieprzeńcy, nasz samochód już
jest.
Nasza
czwórka obróciła się w stronę drzwi i zobaczyła jak Harry zakłada swoją
skórzaną kurtkę. Chłopak rzucił nam niecierpliwe spojrzenie. – Więc chodźmy.
Nie mam, kurwa, całego dnia!
Usłyszałem
zbiorowy jęk od strony chłopaków, którzy ruszyli za nim i poczułem jak Niall
rozluźnia swój uchwyt. – Więc chodźmy. – Powiedział – Lepiej go nie wkurzać. –
Rzucił mi pocieszający uśmiech, który odwzajemniłem, chwytając swoją kurtkę i
wsuwając stopy w Tomsy, zanim zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Wszyscy
weszliśmy do auta. Podróż była… niezręczna, a przynajmniej cicha. W trakcie
jakiejkolwiek jazdy szybko zasypiałem, dlatego tym razem było tak samo.
Zbudziłem się, kiedy mieliśmy udać się do budynku, w którym miał odbyć się nasz
wywiad.
Zaparkowaliśmy.
Gdy chłopcy zaczęli wysiadać, poczułem silny uścisk na swoim przegubie. Palce,
tak bardzo mi znajome, wbijały się w skórę moich nadgarstków, tak jak wcześniej
ramion.
-
Pamiętaj o naszych zasadach. – Usłyszałem przy moim uchu szept Harry’ego. Jego
zimny oddech sprawił, że zadrżałem.- Mam nadzieję, że jesteś dobrym aktorem.
Uśmiechnij się i wyłaź z samochodu. Prasa czeka.
Uwolnił
mnie ze swojego uścisku, odrzucając od siebie jednocześnie moje ramię i
otworzył drzwi, ukazując morze dziennikarzy, o których wcześniej wspominał.
Wziąłem głęboki oddech, po czym zsunąłem na oczy okulary, podążając szybko za
Harrym w stronę budynku. Próbowałem zignorować miliony pytań rzucanych w moją
stronę.
„Louis
Tomlinson! Jakie to uczucie być zastępstwem za Ami’ego Shane’a?”
„Myślisz,
że możesz dorównać temu, co stworzył Ami?”
„Jak
się czujesz, zastępując martwego członka?”
„Dobrze
dogadujesz się z chłopakami?”
„Jak
mieszka się z Harrym?”
Gdy
dotarłem do budynku, prawie zderzając się z Liamem, moja głowa już pulsowała.
Liam dostrzegł
to i poklepał mnie po ramieniu. – Z czasem będzie łatwiej. – Powiedział,
podążając za resztą chłopaków w głąb korytarza.
Skinąłem
głową, a następnie ruszyłem za Liamem, wiedząc, że czeka mnie długi dzień.
_
- Więc,
Louis Tomlinson – powiedziała ładna blondynka, przesuwając się na skraj swojego
krzesła i pochylając w moją stronę. Byliśmy w połowie wywiadu i do tej pory
szło całkiem nieźle. Pytanie, które właśnie zadała, było pierwszym, skierowanym
bezpośrednio do mnie.
- Tak? –
Zapytałem, spoglądając na kamerę, która czujnie mnie obserwowała.
-
Słyszałam z kilku źródeł, że piszesz piosenki dla najlepszych. To prawda?
Skinąłem
w stronę przesadnie podekscytowanej kobiety. Chyba nazywała się Caroline. –
Tak. Owszem. Piszę odkąd pamiętam.
Skinęła
entuzjastycznie głową, uśmiechając się szeroko i ukazując szereg swoich białych
zębów. – Jak myślisz, może mógłbyś napisać wasz następny singiel? Co o tym
sądzicie chłopcy? Myślicie, że sobie poradzi?
Spojrzałem
najpierw w stronę Harry’ego, który nadal, jak przez cały wywiad, uśmiechał się
tak słodko, że prawie chciałem, żeby robił to częściej… Pomijając to, że
wiedziałem, iż szczerze mnie nienawidzi.
Reszta
chłopaków podążyła za moim wzrokiem, aż w końcu Zayn odpowiedział. – Myślę, że
to świetna okazja. Uwielbiamy być zaangażowani w każdy etap powstawania nowego
albumu.
- Bardzo
się cieszę. – Caroline uśmiechnęła się i Harry owinął ramionami moje barki,
ściskając mocniej moje bolące ramię, tak jakby przypominał mi, że niezależnie
od tego co powie, jego groźba jest wciąż aktualna.
- Zgadzam
się. – Harry uśmiechnął się do Caroline, która gwałciła go wzrokiem przez cały
wywiad. Czułem się trochę niekomfortowo. – Myślę, że jakakolwiek piosenka,
napisana przez Louisa, będzie świetna! – Jego fałszywy uśmiech prawie mnie oszukał,
ale udawałem, że tak nie było.
- Mówiąc
o pisaniu piosenek, Harry – Caroline przerwała i uważnie na niego spojrzała. –
Wiem, że to coś, co ty i Jack robiliście razem przed jego śmiercią.
Czułem
jak uścisk Harry’ego zaciska się wokół mnie. Musiałem się powstrzymać, aby się
nie skrzywić, czując ból, rozchodzący się wciąż w obolałej kończynie. Chłopak
przesunął dłoń z mojego ramienia na plecy, zaciskając pięść na tkaninie mojej
koszulki, jakby to była jego ostatnia deska ratunku. Jakby był…zdesperowany i mnie potrzebował.
Czy coś.
Jego
napięta twarz była widoczna tylko przez moment, ponieważ po chwili rozluźnił
się, grając do kamery. – Tak, Jack ja… My… My pisaliśmy trochę razem.
Caroline
zmarszczyła współczująco brwi. – Na pewno wszyscy bardzo za nim tęsknicie.
Chłopcy
skinęli głowami, a ja poczułem jak uścisk Harry’ego rozluźnia się, chociaż
wciąż pozostał silny. Spojrzałem na niego i zobaczyłem, że spogląda w dół ze…
wstydu? Smutku? Znów był wrażliwy i byłem zaskoczony, spostrzegając, że tylko
ja zauważałem te momenty. Znowu, trwało to ułamek sekundy, zanim znów się
uśmiechał.
- Bardzo.
Był świetnym przyjacielem i kolegą z zespołu.
- Wszyscy
w studio za nim bardzo tęsknimy. Pomimo tego, że jest on niezastąpiony, Louis
wydaje się świetnym uzupełnieniem zespołu! – Caroline znów się uśmiechnęła.
Każdy kolejny jej uśmiech stawał się coraz bardziej irytujący.
-
Zdecydowanie – powiedział Niall, poklepując moje kolano. – Jest świetnym
gościem i nie możemy się doczekać współpracy z nim!
- Na
pewno – Caroline znów się uśmiechnęła. – Wydaje mi się, że nasz czas dobiega
końca. Dziękuję, że zgodziliście się porozmawiać i życzę wam powodzenia w
rozwoju dalszej kariery!
Wszyscy
skinęliśmy głowami i ucałowaliśmy Caroline na pożegnanie. Otrzymałem kolejny
uścisk od Harry’ego.
To miało
miejsce, zanim kamery przestały nagrywać, a światła zgasły. Ten krótki moment,
w którym myślałem, że Harry naprawdę był szczery ze wszystkim co powiedział,
został kompletnie rozmyty, gdy tylko chłopak odsunął mnie od siebie, wstając i
mamrocząc coś o tym, że potrzebuje papierosa.
Uniosłem
brwi, gdy zobaczyłem jak odchodzi. Chciałem z nim porozmawiać – upewnić się, że
wszystko w porządku. To było dziwne, nagłe współczucie w stronę kogoś kto
otwarcie twierdzi, że cię nienawidzi. Nie byłem pewny, dlaczego to robiłem –
może, dlatego, że nie mogłem nic na to poradzić – ale wiedziałem, że Harry
prawdopodobnie cierpi. Skoro nie chciał, żebym ja mówił o Jack’u, z pewnością
nie pozwalał też na to innym.
Poczułem
silną rękę na swoim ramieniu i obróciłem się, widząc stojącego za mną Simona. –
Nie spodziewałem się, że o niego zapyta.
Skinąłem
głową – Czuję się… tak…
-
Okropnie? – Dokończył Simon.
- Tak.
- Ja też.
Harry twierdzi, że wszystkich nienawidzi. Mówiłem ci, że tak jest, Louis. Nie
sądzę jednak, że ktoś, kto kiedyś był szczęśliwy – pełen miłości – stał się
nagle człowiekiem pełnym gniewu.
- To
możliwe. – Wzruszyłem ramionami. – Rzeczy się zmieniają, ludzie też. – W
momencie kiedy wypowiedziałem te słowa, zdałem sobie sprawę, że pochodzą od
Harry’ego.
Simon
uśmiechnął się. – Czytałeś tweety Zayna, nie? – Zaśmiałem się, ale przerwał mi
Harry, który wpadł przez drzwi. Jego oczy były czerwone, a policzki wilgotne.
- Co to
do cholery było Simon? – Prawie wrzasnął.
Ciągle znajdowaliśmy się w studio i w około wciąż kręciło się kilka osób, więc
wszyscy zaczęli nam się przyglądać. – Myślałem, że jasno jej wyjaśniłeś, że ma
nie wyciągać jego kwestii!
-
Przepraszam, Harry. Wiesz, że Caroline jest… Ona nie słucha.
- Nie
obchodzi mnie to! Powinna wiedzieć. Ty też powinieneś wiedzieć, żeby wcisnąć
jej do tej jej cholernej czaszki, że już o nim nie
rozmawiam. Nie publicznie.
- Wiem.
- Zwolnij
ją. Nie chcę z nią już nigdy więcej rozmawiać, jeśli ma wyciągać jego.
- Harry!
Spokojnie. – Simon położył mu ręce na ramionach i spojrzał mu prosto w oczy.
Chłopak uspokoił się i wcisnął ręce do kieszeni. Spojrzał na mnie.
- I ty. – Warknął. – Od kiedy ty piszesz piosenki?
Zrobiłem
krok w jego stronę. – Od zawsze. Zawsze – Zawsze pisałem piosenki.
- Jeśli
wydaje ci się, że napiszesz jakąś piosenkę dla tego zespołu, to chyba
oszalałeś.
-
Właściwie, Harry, to on nie oszalał. – Przerwał mu Simon, stając pomiędzy nami.
- Co? –
Zapytaliśmy równocześnie. Twarz Harry’ego przeszył grymas.
Simon
wziął wdech i skinął głową, kładąc dłonie na naszych ramionach. – Tak. Harry,
wspomniałeś publicznie, że wszystko, co napisze Louis będzie świetne…
- Kogo to
obchodzi, ku..?!
- Więc
myślę, że to dobry pomysł, żeby jakąś napisał.
- Żartujesz? – Odezwaliśmy się
znów jednocześnie. Przyciągnąłem na siebie spojrzenie Harry’ego.
Simon
spojrzał na nas z wyraźnym zakłopotaniem. – Wcale nie. W zasadzie, wy dwoje
moglibyście coś razem napisać.
Na
początku nic nie powiedziałem, bo szczerze, możliwość napisania piosenki z
Harrym Styles’em, jednym z najlepszych tekściarzy w kraju, była czymś
niesamowitym.
Wtedy
jednak pomyślałem o Harrym i Jack’u Shan’e oraz o tym, jak bardzo Harry
prawdopodobnie mnie teraz nienawidził.
Yup,
miałem przerąbane.
Ku mojemu
zaskoczeniu, Harry się nie odezwał. Zamiast tego wpatrywał się w Simona
wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
- Harry?
– Zapytał w końcu Simon. – Co ty na to?
Zauważyłem,
że dłonie Harry’ego zacisnęły się w pięści, tak mocno, że jego knykcie
pobielały.
Nie, nie
było dobrze.
Zamiast
się odezwać, Harry potrząsnął głową, targając swoje włosy i masując nasadę
nosa, po czym skierował się w stronę wyjścia.
- Harry,
czekaj! – Zawołał Simon.
- Jeśli
wiesz, co dla ciebie dobre. – Powiedział Harry, głębokim i groźnym tonem. –
Zostawisz mnie, kurwa, samego.
Po chwili
już go nie było.
Simon
spojrzał na mnie, klepiąc pocieszająco moje ramię. – Dobrze poszło. –
Powiedział sarkastycznie, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą
stał Harry.
- Może to
nie był najlepszy moment, żeby przekazać mu nowiny. – Zaproponowałem.
Simon
wzruszył ramionami. – I tak zareagowałby tak samo. – Westchnął zrezygnowany i
skierował mnie w stronę drzwi. – Idź, twój samochód już czeka, żeby zabrać cię
do mieszkania.
- Co z
Harrym?
Simon
smutno potrząsnął głową. – Wróci na własną rękę. Nie ma co się o niego martwić,
jeśli tego nie chce.
Po tych
słowach zniknął za drzwiami, zostawiając mnie, abym wrócił do samochodu, którym
miałem udać się do domu.
_
Kiedy
wróciłem do mieszkania, była dziewiętnasta. Zdając sobie sprawę z tego, że
Harry nie wróci tak szybko, zrobiłem sobie obiad, a następnie rozłożyłem się na
kanapie. Kiedy ułożyłem się wygodnie, moje myśli pobiegły w stronę wydarzeń
dzisiejszego dnia.
Głównie
były związane z Harry’m.
Co było
trudnego w napisaniu piosenki? Czy naprawdę miał ze mną taki problem, że nie
mógł po prostu odwalić roboty? Jeśli naprawdę nie chciał, żebym z nim pisał,
jeden z nas mógłby to zrobić. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę. Oboje
byliśmy przecież wystarczająco utalentowani.
Chyba, że
w tym kłamstwie kryło się drugie dno?
Coś
podpowiadało mi, że to Jack był główną przyczyną takiego zachowania Harry’ego.
Prawdę mówiąc, wciąż niewiele wiedziałem o jego śmierci. W telewizji wspominali
tylko, że umarł bez konkretnej przyczyny, co zapewne mijało się z prawdą, ale
nigdy tego nie kwestionowałem. Harry’ego zaś lepiej było o to nie pytać.
Jaki
wpływ miał Jack na Harry’ego? Byli blisko, i tak, ludzie różnie reagują na
śmierć, ale po dziewięciu miesiącach raczej każdy byłby w stanie ruszyć do przodu.
Nie?
Dlaczego
właściwie mnie to obchodziło? Dlaczego zachowanie Harry’ego i jego sposób bycia
mnie interesował? Może dlatego, że chciałem, aby ktoś mu pomógł? Czy było to
spowodowane tym, że to ja chciałem być osobą, która mu pomoże?
Ale
dlaczego? Żeby poprawić sobie nastrój? Czy jemu? Czy może nam obojgu?
Powracając
do wywiadu, wiedziałem, że nie jestem w błędzie – Harry nie mógłudawać przez cały ten czas, że mnie lubi. To
wymagało większej kontroli, a z poprzednich doświadczeń wiedziałem, że chłopak jej
nie posiada.
Do czego
on, do cholery, zmierzał?
Moje
myśli zaczęły się zderzać, a powieki robić coraz cięższe, gdy myślałem o
Harrym, Jack’ui o piosence, która prawdopodobnie nigdy nie zostanie napisana.
Zwinąłem
się bardziej na kanapie i pozwoliłem sobie odpłynąć. Myśli wciąż krążyły wokół
chłopaka z kręconymi włosami, dopóki całkowicie nie zmorzył mnie sen.
_
Było koło
drugiej, kiedy się obudziłem, słysząc trzask zamka u drzwi. Usiadłem na
kanapie, napotykając wzrokiem pijanego Harry’ego.
Wpatrywał
się we mnie i chociaż był pijany, z jego oczu wyczytałem, że wciąż był
zdenerwowany tym, co wydarzyło się wcześniej. Ruszył przed siebie, rzucając
klucze na szafkę, znajdującą się w pobliżu drzwi. Kiedy wstałem z kanapy, omal
nie upadł.
- Pomóc
ci?
- Odwal się.
– Warknął, przytrzymując się rękoma i zamykając oczy, jakby nie miał siły już
dłużej trzymać ich otwartych.
Podszedłem
do niego. Zdążyłem go złapać zanim całkowicie stracił równowagę i upadł na
ziemię. Przytrzymałem go i zaprowadziłem w stronę kanapy, sadzając go na niej.
- Nie
potrzebuję twojej pomocy. – Wybełkotał. – I nie potrzebuję, żebyś pisał ze mną
piosenkę.
- Nigdy
nie powiedziałem, że potrzebujesz. – Odpowiedziałem, idąc w stronę kuchni, żeby
przynieść mu szklankę wody.
Jęknął i
położył się, odrzucając na bok głowę. Natychmiast przyniosłem mu wodę i
posadziłem go, upewniając się, że jeszcze nie śpi.
Kiedy
otworzył oczy, odepchnął mnie, wytrącając z mojej dłoni szklankę wody, która
upadła na ziemię i roztrzaskała się na kawałki. Skrzywiliśmy się oboje na
dźwięk tłuczonego szkła.
- Zostaw
mnie. – Wymamrotał, znów mnie odpychając i zwijając się na kanapie. – Nowa
zasada: Nie dotykaj mnie.
Uniosłem
swoje dłonie w obronnym geście. – W porządku, ale ja też mam nową zasadę –
żadnego więcej wracania o drugiej w nocy po pijaku.
- Kim ty
jesteś, moją matką?
- Mogę
być. Masz już Liama jako ojca. Może potrzebujesz mnie jako matki.
- Nie
bardzo. – Czknął i przewrócił się na plecy. – Znam jedną zasadę, której nie
potrzebujemy.
Musiałem
się uśmiechnąć, słysząc jego ton. Był zły, ale jest głos był spokojny – co na
pewno spowodowane było alkoholem. – Jaką?
- Żadnych
dziewczyn.
Odwróciłem
głowę w jego stronę. – Dlaczego nie potrzebujemy tej zasady? Kto powiedział, że
nie chcę przyprowadzać do domu dziewczyn? – Zapytałem zdenerwowany, ale i
jednocześnie zaniepokojony.
Na moje
słowa Harry zachichotał – tak, zachichotał, cholerny pijak – i skinął w moją
stronę. – Oh proszę cię, to oczywiste. Po ubraniach, włosach i wszystkim.
- Co jest oczywiste? – Zapytałem, nie
pozwalając moim nerwom przejąć kontroli nad głosem.
- Że
jesteś gejem. – Powiedział wprost.
Nie
pogodziłem się z moją orientacją tak od razu. To była część mnie – część tego
kim jestem. Nie, część tego kim jestem. Kocham siebie. Kocham takiego
jakim jestem.
Sposób w
jaki powiedział to Harry oraz jak spoglądał na mnie z góry sprawił, że poczułem
się, jakbym był… żałosny. Mogłem znieść jego przyczepki do różnych rzeczy, ale
nie do tego.
Spojrzałem
na niego. Uśmiechał się, podnosząc jeden z kącików ust, ze swojej na wpół
leżącej pozycji.
-
Dlaczego sprawiasz, że brzmi to jak jakaś gówniana rzecz? – Zapytałem ostro.
Jego oczy
rozszerzyły się, gdy to powiedziałem. Chłopak wydawał się być zaskoczony moim
tonem. – Nie. To nie jest gówniane.
- Więc
dlaczego mi to wytykasz? – Zadałem kolejne pytanie, robiąc się coraz bardziej
agresywny.
- Nie
wytykam ci tego. Jezu Chryste, wyluzuj.
Wciągnąłem
ostro powietrze i przejechałem palcami po włosach. Westchnąłem. Był pijany i
prawdopodobnie nawet nie wiedział co mówi. Miałem nadzieję, że rano nie będzie
pamiętał tej rozmowy.
- Więc
twierdzisz, że nie potrzebujemy zasady dotyczącej żadnych dziewczyn? Dlaczego ty ich nie chcesz przyprowadzać? –
Zapytałem.
Harry
wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem. – Nie interesują mnie.
Skinąłem
głową. Zalała mnie fala zaciekawienia. – Więc mówisz, że… - Zacząłem, próbując
się upewnić, że dobrze zrozumiałem.
Harry
uśmiechnął się. – Wolę ptaszki od dziupli, tak.
Oboje się
zaśmialiśmy: przez podtekst i to, jak był pijany. Znowu odniosłem wrażenie,
jakby zaczynał być ze mną szczery – to było to samo uczucie, które ogarnęło
mnie podczas wywiadu. Może Simon miał rację, może on naprawdę nienienawidził wszystkich. Po
kilku momentach chichotów, znów odezwał się zamyślonym głosem, ale wiedziałem,
że była to pijacka gadanina.
- Jesteś
do niego strasznie podobny, wiesz?
- Do
kogo?
- Do Jack’a.
Zamarłem,
gdy imię wyleciało z jego ust. Harry jednak nie wydawał się tego zauważyć.
Uśmiechnął się nieprzytomnie, gdy je wymówił, a jego oczy migotały pozostałymi iskierkami
radości. Ja jednak byłem w szoku.
Czy on
naprawdę powiedział jego imię?
Otrząsnąłem
głowę z tych myśli. Spokojnie Louis, powiedziałem do siebie.
-
Dlaczego jestem do niego podobny? – Zapytałem, ostrożnie zajmując miejsce obok
niego na kanapie.
Parsknął
i potrząsnął głową. – Nie wiem, kurwa. Po prostu. Przez to wszystko. Ubierasz
się jak on, mówisz jak on, też piszesz piosenki. Jesteś… taki podobny. – Jego
słowa się zniekształciły.
Zanim
miałem szansę się odezwać, jego twarz znów stała się poważna. – Ale już go nie
ma. A ty jesteś. I, kurwa, nienawidzę tego, że zająłeś jego…
- Nie
zamierzam.
-
Przestań pieprzyć, lalusiu. Możesz mówić co chcesz, ale tak naprawdę, dokładnie
to zrobiłeś. Zastąpiłeś go. – Powiedział to z tak ogromną
ilością jadu w głosie, że gdybym mógł dotknąć jego słów, na pewno bym się
otruł.
Nie
mogłem mu nic odpowiedzieć, więc kontynuował. – Wiem, że musimy napisać razem
piosenkę. Inaczej pieprzony wujek Simon wsadzi mi moją własną lalkę do tyłka.
Zamierzam więc się zmusić i to zrobić. Jednak to nie koniec zasad. Chcę jeszcze
jednej.
Skinąłem
głową. – Więc mów. – Powiedziałem, obawiając się, co to może być.
Usiadł i
spojrzał na mnie ze śmiertelną powagą w oczach, ani razu nie mrugając. – Musisz
przysiąc na swoje życie, na grób swojej matki, że się nie – i mówię całkowicie
poważnie – że się we mnie nie zakochasz.
Wpatrywałem
się w niego tępo – zaśmiałbym się, ale powaga, jaką dało się usłyszeć w jego
głosie i chłód w oczach mnie powstrzymał.
To była
głupia prośba. Żebym się w nim nie zakochał! Tak łatwa, tak prosta, a jednak….
Prawie błagający wyraz jego twarzy mówił mi co innego.
On był
poważny, ale dlaczego? Dlaczego prosił mnie o wypełnienie tej ‘zasady’?
Kiedy tak
cały czas się we mnie wpatrywał, wiedziałem, że muszę dać mu odpowiedź.
Musieliśmy napisać piosenkę. Nie byłem pewien kiedy, ale wiedziałem, że musiała
być skończona.
W
dodatku, żeby to osiągnąć, musiałem zgodzić się na prośbę Harry’ego, tak prostą
i dziwną jaką była – mogłem ją spełnić.
W końcu
zdecydowałem się wyciągnąć dłoń, którą Harry po chwili uścisnął. Jego chłodnie
palce idealnie wpasowały się w moje. Potrząsnąłem nią dwa razy i skinąłem
głową. – Przysięgam.
___________________________________________________________________________
No to jest czwórka ! :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobać :) Bardzo was proszę jeżeli przeczytałaś (bo nie podejrzewam, że są tu jacyś chłopcy :D) Skomentuj. Prosze. Jest to dla mnie bardzo ważne. Głosujcie w sondzie i dodawajcie sie do obserwatorów, jeżeli wam się pdoba! <3 :) Spróbuję niedługo coś napisać sensownego. Dziękuję wam bardzo za 400 wyświetleń i za tyle miłych komentarzy! :) Massie thank you ! <33 Jesteście na prawdę wielkie! <3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń