poniedziałek, 25 czerwca 2012

Rozdział 3


 - Kto to kurwa jest?
Zamarłem w drzwiach, trzymając walizkę w dłoni i spojrzałem nerwowo na chłopaka, który wpatrywał się we mnie ze swojego miejsca na kanapie. Chłopak, który wyglądał na nie więcej niż siedemnaście lat, miał ciemne kręcone włosy, przykryte czapką. W dłoni trzymał papierosa, którym bawił się koniuszkami palców. Zmarszczyłem nos na ostry zapach dymu, który do mnie doleciał. Poczułem nagłe zirytowanie osobą, której nawet nie znałem.
- Nazywam się – Odpowiedziałem za Simona stojącego obok mnie, który obscenicznie wyrażał swoje niezadowolenie chłopakiem. – Louis Tomlinson.
Chłopak, charakterystycznie unosząc brew, zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, na wpół zainteresowany, na wpół zirytowany. Zaciągnął się papierosem i wypuścił z ust gęsty dym. Obrócił się do mężczyzny, całkowicie mnie ignorując.
- To jakiś żart? – Wskazał na mnie palcem, na którym widniał pierścień.
Spojrzałem na Simona, który, wpatrując się w chłopaka, zwęził oczy. Usta miał zaciśnięte w wąską linię, ale jego oczy błyszczały rozbawione, zupełnie tak, jakby wiedział, że moja obecność go zdenerwuje. – Ani trochę.
- Nie zamieszkam z nim. – Powiedział ze słabym śmiechem, co, prawdę mówiąc, zbiło mnie z tropu.
- A to pech – Rzekł mężczyzna.. – Jesteś niepełnoletni – kontynuował – a skoro Jack’a  nie ma..
- Nie wymawiaj jego imienia! – Krzyknął, przyciskając w proteście swojego papierosa do stołowego blatu i wstając z półleżącej pozycji na kanapie. Zrobiłem krok do tyłu i stanąłem za biznesmenem. Miałem stamtąd lepszy widok na chłopaka.
Był wysoki. Może trochę wyższy ode mnie. Ramiona, które miał teraz skrzyżowane, uwydatniały jego wyrzeźbione mięśnie i długie przedramiona. Wyglądał znajomo – widziałem go od lat w telewizji, z zespołem, ale spotkanie go na żywo było całkowicie innym doświadczeniem. Kiedy mówili, że kamera dodaje dziesięć kilogramów, nie żartowali. Ten dzieciak, to była sama skóra i kości.
Biznesmen obronnie uniósł do góry dłonie – W porządku, Harry. Od kiedy on odszedł, mieszkałeś sam i zrobiłeś z siebie kompletnego dupka. Musisz się zebrać do kupy, bo po to jest on. – Powiedział, ciągnąc mnie za koszulkę i popychając tak, aby chłopak mógł mnie ujrzeć.
Harry zaśmiał się głośno, nawet nie próbując ukryć swojego rozbawienia. – Twierdzisz, że ten laluś mi pomoże? – Wskazał na mnie i znów się zaśmiał, obracając się i siadając z powrotem na kanapie. – Chyba już do końca oszalałeś, jeśli myślisz, że ten nieudacznik jest w stanie mnie pozbierać.
Tym razem, to biznesmen się zaśmiał, a ja spojrzałem na niego ze zmieszaniem malującym się na mojej twarzy. Poklepał moje ramię i je ścisnął – Nie tylko dlatego tutaj jest…
- Do czego zmierzasz? – Jego twarz została pozbawiona jakichkolwiek emocji – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jest nowy?
- Dokładnie to chcę ci powiedzieć.
Harry potrząsnął głową niedowierzając – Nie… nie! Nie możesz go zastąpić, Simon!
- Minęło 9 miesięcy, Harry. Czas zacząć od nowa.
- Nie chcę zaczynać od nowa! Gówno prawda. – Przerwał, by zapalić kolejnego papierosa i kontynuował – Czy reszta wie, że..?
- Oczywiście, że wiedzą! – Simon klepnął mnie, popychając tym samym w stronę Harry’ego. – Ty jesteś ostatnią osobą, której to mówię. Reszta wie i nie ma nic przeciwko, więc dlaczego nie możesz odpuścić i przestać robić zamieszanie?
Harry zaśmiał się ironicznie i potrząsnął głową. Rzucił ledwo wypalonego papierosa na podłogę i minął nas dwóch, kierując się w stronę drzwi, a następnie chwytając swoja skórzaną kurtkę z poręczy schodów.
- Nie odchodź, Harry!
Harry obrócił się na swoim czarnym obcasie i pokazał Simonowi środkowy palec – Odpierdol. Się. – Wysyczał, po czym obrócił się w moją stronę – Lepiej żeby cię tu nie było, kiedy wrócę. – Zanim zdążyłem mrugnąć, trzasnął frontowymi drzwiami.
Pomiędzy mną i Simonem zapadła krótka cisza, zanim ten się odezwał – Więc – odwrócił się do mnie – Co myślisz?
Westchnąłem – Myślę… że mam przerąbane.
Simon się zaśmiał.
- Dlaczego nie powiedziałeś mu wcześniej? Że tutaj przyjeżdżam?
Simon zamrugał – Wiesz, nie jest prosto powiedzieć najpopularniejszemu członkowi One Direction, że zastępstwem za Jack’a Shane jest początkujący. – Wzruszyłem ramionami wiedząc, że Harry Styles był prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym członkiem One Direction.
- A powiedzenie reszcie było prostsze? – Zapytałem, czując się zirytowany tym, że Simon postawił mnie w tej sytuacji.
- Tak, szczerze mówiąc. Ale nie sądzę, że zrozumiesz tę więź którą powiązani byli Harry i Jack.
- Wiec mi ją wyjaśnij. – Powiedziałem głośno, wskazując na drzwi – Bo poznanie go było jak przeskakiwanie przez płonącą obręcz. Nie mam ochoty znów przez to przechodzić. Jeśli nie chce zastępstwa, dlaczego ja tu w ogóle jestem?
Simon wziął głęboki wdech – Ponieważ jesteś utalentowany, Louis. A One Direction potrzebuje piątego członka. Przerwa chłopaków zabija moją sprzedaż.
- Więc teraz jestem tu tylko dla pieniędzy? – Warknąłem, czując się niezręcznie z kontraktem, który podpisałem cztery miesiące temu.
- Nie myśl o tym w ten sposób. Bardzo ostrożnie podejmuję swoje decyzje. Z tysięcy kandydatów, zapamiętałem ciebie. Zaufaj mi.
Westchnąłem i wsunąłem ręce do kieszeni, ale skinąłem głową – Więc, dużą pustkę muszę wypełnić?
- Nie oglądasz telewizji? Jack Shane był największym talentem, który wyszedł z X Factora. – Zwęziłem oczy na komentarz Simona. Jasne, że to wiedziałem. Jack Shane, piąty członek One Direction, miał najsilniejszy głos z grupy. Jasne też było, że Harry i Jack mieli najbardziej zażyły związek z całej piątki – byli nierozłączni, dopóki Jack przedwcześnie nie umarł.
Szturchnąłem Simona i posłałem mu porozumiewawcze spojrzenie – Wiesz o co mi chodzi…
Skinął głową, rozumiejąc – A tak, nie oczekuj, że w ciągu nocy staniesz się następnym najlepszym przyjacielem Harry’ego. Nie przywiązuje się łatwo.
Jęknąłem – Więc będę pilnował, żeby się trzymał.
- Nie przejmuj się tym. Od teraz będziesz z nim mieszkał.
- A to dlaczego? – Zapytałem, szczerze zmieszany – To jakieś wprowadzenie nowego dzieciaka czy inne gówno? Bo jeśli tak, to tego nie kupuję.
Simon westchnął – Jesteś tutaj, ponieważ on jest niepełnoletni. Potrzebuje ochroniarza – kogoś, kto będzie się nim opiekował.
- Niech Daddy Direction to robi. Nie piszę się na mieszkanie z kimś, kto mnie nienawidzi. – Powiedziałem ponuro, nawiązując do Liama Payne’a, innego członka One Direction, który był znany z opiekowania się resztą zespołu.
Simon potrząsnął głową i zapiął płaszcz – Harry nienawidzi wszystkich, Louis. Więc równie dobrze może żyć z kimś, kogo nie zna, z kimś, kto ma szansę stać się osobą, której zaufa.
Skierował się w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim – To się nie uda.
Simon otworzył drzwi i obrócił się, zanim wyszedł – Spróbuj, Louis. Harry był kiedyś szczęśliwy. Statystycznie jest możliwe, aby znów taki był. – Przerwał i rozejrzał się po brudnym mieszkaniu, kiwając głową w stronę spiralnych schodów, które prowadziły na platformę z trzema drzwiami. – Twój pokój jest na górze, na końcu lewego skrzydła. – Skinąłem głową, a on machnął w moim kierunku – Powodzenia.
Wyszedł, zostawiając mnie w pustym mieszkaniu. Z niepokojem czekałem na swojego współlokatora, który prawdopodobnie mnie zabije, jeśli zastanie mnie w miejscu, w którym Simon mnie zostawił.
Przez godzinę rozglądałem się po mieszkaniu, w którym będę mieszkać zakontraktowaną liczbę lat. Szczerze mówiąc, to, co zobaczyłem, nie było złe.
Mieszkanie było ogromne, przestronne i bardzo nowoczesne, jeśli chodziło o styl – ale to dało się zauważyć, jeśli się mu bliżej przyglądnęło. Na pierwszy rzut oka, było ono po prostu brudne. Czerwone kubki i butelki po piwach były wszędzie porozrzucane, podłogę pokrywał brud oraz ślady butów. Kanapa była zakopana ubraniami Harry’ego – czarnymi dżinsami, czarnymi koszulkami, czarnymi butami i innymi typami ubrań.
Zmarszczyłem brwi i zdecydowałem się nie sprzątać, wiedząc, że skoro Harry mnie tu nie chciał, nie byłby zadowolony tym, że po nim sprzątam. Podniosłem swoją walizkę z podłogi i zaciągnąłem ją na górę, do mojego pokoju, który wydawał się być jedynym porządnym pomieszczeniem w mieszkaniu.
Rzuciłem walizkę i wskoczyłem na łóżko, czując nagle kompletne wyczerpanie dzisiejszym dniem.
Wstałem o bladym świcie. Następnie zostałem wywieziony w sekretne miejsce przez ludzi w garniturach, gdzie popisałem kontrakt gwarantujący mi pięć lat z One Direction i miejsce do mieszkania.
Po podpisaniu kontraktu, spotkałem Simona z którym wspólnie wyruszyliśmy w kierunku mieszkania.
Kiedy tylko moja głowa dotknęła miękkiej poduszki, moje powieki zaczęły robić się coraz cięższe. Myśląc o dzisiejszym dniu (nie wiedząc jak będzie wyglądała sytuacja z Harrym), zamknąłem oczy i zapadłem w sen.
Obudził mnie trzask zamykanych drzwi. Otworzyłem szeroko oczy i natychmiast usiadłem na łóżku. Rozejrzałem się zmieszany dookoła, nie wiedząc, gdzie się znajdowałem. Wtedy sobie przypomniałem – mieszkałem z Harry’m Styles’em.
Cóż, pomyślałem, równie dobrze mogę mieć to już za sobą.
Zszedłem z łóżka i wyszedłem z pokoju, by zobaczyć Harry’ego potykającego się na schodach z otwartą butelką w dłoni.
Nasze oczy się spotkały i po raz pierwszy tak naprawdę ujrzałem jego twarz. Zanim wypadł z domu, widziałem go tylko z daleka, więc nie miałem okazji mu się przyjrzeć.
Teraz mogłem zobaczyć wszystko; Ciemne kręgi pod oczami, niechlujny zarost, który zaczął pojawiać się na jego brodzie i bladą skórę, a także zimne spojrzenie, które posyłał mi swoimi zielonymi oczami.
- Mówiłem, że cię tu nie chcę
Jego głos był niski i głęboki, ale nie przestraszył mnie, tak jak się spodziewałem.
- No cóż, jestem teraz częścią zespołu. Muszę gdzieś mieszkać.
- Możesz mieszkać w ogrodzie – nie chcę cię w tym mieszkaniu.
- Szkoda, jestem zobowiązany kontraktem, by tu zostać – odparowałem.
Harry zaśmiał się sarkastycznie i oparł się o poręcz – A od kiedy ktokolwiek trzyma się swojego kontraktu?
- Może ty powinieneś spróbować.
- Może nie. Możliwe, że nie zauważyłeś, ale nie trzymam się zasad.
- Widzę – powiedziałem, wskazując na butelkę w jego dłoni. Harry spojrzał w dół i przymknął oczy.
- O to też będziesz mi truł dupę? Nie potrzebuję kolejnej osoby, która będzie się pluła o to, jakie decyzje podejmuję w swoim życiu. Od tego jest Liam. - Wziął duży łyk z butelki, patrząc prosto w moje oczy.
Skrzyżowałem swoje ramiona – Mam kilka zasad.
- I myślisz, że będę ich przestrzegał?
- Myślę, że nie masz wyboru.
Harry uśmiechnął się perfidnie i stanął na wprost mnie, patrząc mi się prosto w oczy – jak gdyby wyzywając mnie – ale nie zamierzałem się wycofać.
- A to dlaczego? – Zapytał ponuro, szukając na mojej twarzy oznaki niepewności. – Dlaczego myślisz, że będę słuchał ciebie, pomijając już twoje zasady?
- Bo wtedy wylecisz z zespołu.
- Mogę żyć bez tego zespołu – powiedział tonem tak słabym, że tylko osoba dobrze się przysłuchująca mogłaby to usłyszeć. – Zachowujesz się jak takie gówno. – Dodał sapiąc i pociągnął kolejny łyk alkoholu.
- O tobie mam również takie samo zdanie – powiedziałem, natychmiast robiąc krok do przodu tak, że nasze nosy prawie się stykały – Myślę, że ta cała szopka z wkurzaniem się jest dokładnie tym, czym ją określiłem – szopką. Próbujesz zwrócić na siebie uwagę, bo straciłeś kogoś.
- Nie wymawiaj jego imienia!
- Tylko dlatego, że Jack umarł, nie znaczy…
W ułamku sekundy, po tym jak słowa wyleciały z moich ust, poczułem szarpnięcie i ból rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa. Wówczas zorientowałem się, że Harry przyciska mnie do ściany.
Otworzyłem oczy, by napotkać jego sztyletujące mnie spojrzenie. Mówią, że można zabić wzrokiem? W takim wypadku byłbym już trzy razy martwy.
Harry oddychał szybko, a jego głos zamienił się w szept, gdy się odezwał. – Chcesz pieprzonych zasad? W porządku. Miej je, nie obchodzi mnie to. Jeśli jednak mamy żyć w tym piekle, chcę wprowadzić kilka swoich zasad. – Ostatnie słowo wypowiedział szydzącym tonem i musiałem się mocno powstrzymać, żeby go od siebie nie odepchnąć.
Zamrugałem tylko i wziąłem głęboki wdech. Moje oczy nadal były utkwione w chłopaku, który ponownie się odezwał – Pierwsza: nie wchodź mi, kurwa, w drogę. Będziemy się ładnie zachowywać publicznie – udawać, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, aby inni uwierzyli w moją radość, spowodowaną twoim dołączeniem do zespołu. Jednak gdy tylko kamery będą wyłączone, koniec z tym gównem. – Po tych słowach złapał moje ramiona. Ścisnął je tak mocno, że byłem pewny, iż zostaną na nich ciemnoniebieskie ślady. Następnie uśmiechnął się szyderczo i przybliżył swoją twarz do mojej.
- I druga: nigdy, przenigdy, nie wypowiesz jego imienia. Rozumiesz? – Gdy mówił, mogłem poczuć alkohol w jego oddechu i zdałem sobie sprawę, że to pytanie było groźbą. Co by mi zrobił, gdybym złamał jego ‘zasady’? Co by zrobił, gdybym wypowiedział jego imię?
Byłem przerażony możliwą odpowiedzią.
- W porządku. Łapię. – Powiedziałem, próbując opanować wszelkie nerwy, które władały moim ciałem.
- Świetnie – puścił szybko moje ramiona i zaczął odchodzić.
- Hej! Nie znasz jeszcze moich zasad. – Powiedziałem bez zastanowienia, czego po chwili pożałowałem.
Harry obrócił się na pięcie, a jego skórzane buty zapiszczały o kafelkową podłogę.
- Niech zgadnę – powiedział, drwiąc ze mnie – Nie chcesz żebym palił w domu? Żadnego picia, imprez i powroty o określonej porze?
Byłem zaskoczony, ale nie chciałem okazać mu żadnych emocji poza gniewem, więc tylko skinąłem szorstko – M-mniej więcej.
- W porządku. Ale to, że nie robię tego tutaj, nie znaczy, że nie będę tego robił gdzie indziej.
- Szczerze, nie obchodzi mnie to.
- Świetnie
- Fantastycznie.
I wtedy zniknął. Wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie samego, stojącego przy ścianie. Zacząłem się wówczas zastanawiać, w co takiego, do cholery, się wpakowałem.
 _________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale chciałam napisać da was coś konkretnego. Nie wiem czy będzie się wam podobał. Licze na wasze szczere komentarze pod tym rozdziałem :) Głosujcie w sondzie i jeżeli tylko wam się podoba dodawajcie się do obserwatorów! :) Jeszcze raz bardzo proszę o komentarz. Tak jak już mówiłam jest to dla mnie bardzo ważne <3 Spróbuję jutro dodać nowy rozdział! :) 

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam ich bromance. Gdy się kłócą jestem smutna, gdy się przytulają śmieję się. Dziękuję Ci za to, że tak pięknie opisujesz ich "Związek". Jestem true directioners i dlatego mogę ich nazwac homoseksualistami, a ty pewnie wiesz o co chodzi, bo też nią jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie piszesz, : *, będę odwiedzała twojego bloga, mam nadzieje że ty mojego także, ;) ... Zapraszam wszystkich, gwarantuję to że się wkręcicie, tylko czytajcie od początku <3 http://i-need-you-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcesz aby twój blog został zauważony? Zareklamuj go na http://reklamy-opowiadan.blogspot.com/ :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej moniś! Super rozdział!!!!!!z niecierpliwością czekam na kolejne!!!! A tak w ogóle to kiedy następny rozdział! J

    OdpowiedzUsuń