Pub nie
był zatłoczony, co mnie dosyć zdziwiło - Harry’ego chyba też.
- Gdzie są dzisiaj wszyscy? - Chłopak spojrzał na mnie, trącając
delikatnie w bok. – Musieli się dowiedzieć, że przychodzisz.
Zajęło mi
chwilę zanim zorientowałem się, że Harry powiedział żart. Żart. W moja stronę.
Zaśmiałem się z nim i naśladując jego ruchy zająłem miejsce przy barze.
Barman,
muskularny i silny mężczyzna, uśmiechnął się leniwie do Harry’ego i odwrócił w
stronę alkoholi.
- To, co
zawsze, Curls?
Harry
skinął głową. – Tak, razy dwa. – Powiedział, wskazując na mnie palcem, na co
barman rzucił mi zdziwione spojrzenie.
- Nigdy
cię tu nie widziałem dzieciaku.
Poczułem
ucisk w żołądku. Próbowałem wydukać z siebie jakieś słowa. – T-tak, wiesz,
jestem… zajęty.
Barman
uśmiechnął się pod nosem. – Wyglądasz jakbyś nigdy wcześniej nie był w barze. –
Skomentował, zanim odwrócił się w stronę butelek. Zrobił nam dwa drinki, a
kiedy nam je podał, Harry odesłał go.
- Ta,
tak, okej, Big. Idź już sobie. Poflirtuj z nieletnimi, wyglądając jak predator.
- Pieprz
się. – Warknął barman o przezwisku Big, zanim odszedł w stronę grupki ładnych
dziewczyn, które właśnie weszły do baru.
- Po
prostu powiedz gdzie i kiedy kochanie! – Drażnił się Harry, obracając się do
mnie i popychając w moją stronę szklankę, dopóki ta nie wpadła w moje palce.
- Do dna.
– Powiedział, a następnie wychylił swój drink.
Spojrzałem
nerwowo na szkło. Nie miałem pojęcia, co to było - myśl o alkoholu w moim
organizmie mnie mdliła, jednak, mimo wszystko, musiałem grać dalej, jeśli
chciałem zbliżyć się do Harry’ego. To był jedyny możliwy sposób. Chwyciłem
więc szklankę w dłoń i, naśladując ruchy Loczka, wlałem palącą ciecz do swojego
gardła. Kiedy odstawiłem ją z powrotem na blat, chłopak posłał mi spojrzenie z
aprobatą. Prawie się uśmiechnął… Prawie.
- Nie
wiedziałem, że potrafisz pić. – Skomentował z nonszalanckim uśmiechem,
formującym się na jego ustach.
Skinąłem
krótko. – Ja też nie.
Harry
mruknął krótko i uniósł dłoń, przyciągając uwagę Big’a. - Big! Następna
kolejka! – Zakręcił dookoła palcem i zanim zdążyłem mrugnąć, podawał mi już
kolejnego drinka. Oboje wypiliśmy w tym samym czasie trunek. Odłożyłem pierwszy
szklankę, czując ponownie palącą ciecz w swoim gardle.
- Kolejna!
– Krzyknął Harry i Big uniósł brwi.
- Nie
zmuszaj mnie, żebym cię wcześniej wyrzucił, Curls.
Harry
machnął lekceważąco ręką. – Przestań gadać i zrób nam drinka. To ja ci płacę,
powinieneś mi dziękować! – Krzyknął, machając swoimi pieniędzmi w powietrzu.
- Nie
dziękuję ludziom, którzy są tak irytujący! To pub, a nie jedna z premier na
czerwonym dywanie!
Harry
uniósł brwi, więc poklepałem go po ramieniu. Czułem jak kręci mi się w głowie,
ale zdołałem się pochylić w jego stronę. – Jeśli nie będziesz zachowywał się
jak głupi pijak, pozwoli ci dłużej zostać.
Harry
uśmiechnął się do mnie, po raz pierwszy, prawdziwym uśmiechem i wyszeptał. –
Wiesz, co? Wcale nie jesteś taki zły.
Jego
słowa wywołały na mej twarzy uśmiech. Mój plan działał i to dużo szybciej niż
się spodziewałem. Skinąłem głową, a po chwili owinąłem ręką jego ramię,
przyciągając go bliżej do siebie. Dotarł do mnie zapach wody kolońskiej
Harry’ego, który sprawiał, że poczułem w brzuchu łaskotanie.
Może to
przez alkohol.
- Ty też
nie jesteś taki zły, Harry.
_
Po kilku
godzinach wróciliśmy do naszego apartamentu, chichocząc i próbując znaleźć
drogę przez mieszkanie. Machałem swoją dłonią, dopóki nie napotkałem nią
ściany. Przytrzymałem się jej, po czym zapaliłem światło. Harry szedł na ślepo
w stronę kuchni.
- Harry,
uważaj na…!
Chłopak
wszedł prosto na taborety, przewracając się. Jeden z nich wylądował na nim, co
sprawiło, że Harry upadł na ziemię z głuchym łoskotem. Rozległa się cisza,
dopóki nie wybuchnąłem śmiechem.
Harry
przewrócił oczami, a następnie rzucił we mnie swoją skórzaną kurtką.
- Zamknij
się!
Uspokoiłem
się, ale nadal chichotałem, widząc jak próbował wstać, trzymając się jedną ręką
głowy. Zauważyłem, że miał z tym problem, więc podszedłem do niego, wyciągając
pomocną dłoń.
- Chodź –
Powiedziałem, wyciągając jeszcze bardziej w jego stronę dłoń. Studiował ją
uważnie, jakby zastanawiając się, co zamierzałem zrobić. Jego ręka uniosła się
w końcu i zawisła nad moją, jakby bał się, że ten dotyk może sprawić mu ból. W
końcu umieścił swoją chłodną dłoń w mojej i podniosłem go z podłogi.
Był
lżejszy niż się spodziewałem. Gdy pomogłem mu wstać, moja siła przyciągnęła go
bardzo blisko mnie. Tak blisko, że nasze klatki piersiowe prawie się stykały.
Alkohol powoli ze mnie wyparowywał, więc byłem świadomy tego, co się działo
oraz tego, co czułem…
Moje
serce pędziło szaleńczo, dłonie zaczęły się pocić i poczułem ogromną chęć
przyciśnięcia go do siebie jeszcze bliżej.
Potrząsnąłem
głową, ściskając mocniej jego dłoń. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co robię.
Było to pewnie spowodowane alkoholem, nagromadzonym w moim organizmie.
Niezależnie jednak od tego, ile go we mnie było oraz pomijając fakt, iż
wiedziałem, że zaczyna mnie opuszczać – to nie miało znaczenia.
Nie
miałem tego czuć. Nie powinienem był tego czuć. To był Harry Styles i daleko
nam było do zaprzyjaźniania się, dlatego musiałem przystopować. Ta cała
sytuacja powinna była rozegrać się inaczej.
Puściłem
jego dłoń. Moje palce otarły się o jego, gdy nasze dłonie się rozplatały. Kiedy
były już rozłączone, oboje zrobiliśmy krok do tyłu. Podniosłem taboret, który
wcześniej wywrócił Harry i usiadłem na nim. Loczek podszedł do lodówki.
- Chcesz
drinka?
Potrząsnąłem
głową, a po chwili oparłem czoło o blat. – Nie, wystarczy mi. Dzięki.
Usłyszałem
śmiech Harry’ego, gdy usiadł obok mnie. Pijacko poklepał moje ramię i położył
szklankę na stoliku. – Za dużo na jedną noc?
Usiadłem
i wzruszyłem ramionami, pocierając oczy. – Rano będę miał potwornego kaca. –
Wymamrotałem.
Jego
śmiech był szczery i melodyjny. – Ja już nie mam kaców. Teraz nie czuję nic.
Nie martw się, przywykniesz do tego.
Teraz ja
wyraziłem swoje rozbawienie. – Wątpię.
Harry
zaśmiał się i przechylił szklankę, przełykając ciężko. Znów na mnie spojrzał –
Zaskoczyłeś mnie, Tommo.
- Jak?
Harry
potarł kark. Wydawał się być zdenerwowany. – Nie wiem. Ne spodziewałem się, że
będziesz taki… – Powiedział, wskazując na mnie
gestem.
Widziałem,
że jego mur zaczyna znów opadać. Tym razem Harry dobrowolnie się do tego
przyczynił. To nie było przyłapanie po koszmarze, ani podczas wywiadu, gdy nie
był przygotowany na zadawane pytania. Nie. To było prawdziwe.
- Nie
spodziewałeś się, że będę, jaki?
Przesuwał
w dłoniach swoją szklankę, wpatrując się w przestrzeń, a po chwili spojrzał na
mnie. – Fajny.
Nie
mogłem ukryć uśmiechu i rumieńca na to stwierdzenie. – Dzięki.
- Nie ma
sprawy.
Na moment
zapadła cisza, po której oboje się zaśmialiśmy. Tym razem, to ja się odezwałem.
– Czy to znaczy, że już nie czujesz do mnie nienawiści?
Twarz
Harry’ego spoważniała, a jego głos był szczery. – Nigdy nie czułem do ciebie
nienawiści.
Parsknąłem
– Ja odebrałem to inaczej.
Znów
zamilkł. Wiedziałem, że moje słowa musiały go zaboleć – a przynajmniej do niego
dotrzeć. Czułem się z tym źle, ale zanim zdążyłem przeprosić, jego głos
ponownie rozniósł się po mieszkaniu.
- Wiem.
Po prostu jesteś… Po prostu… - Westchnął, pocierając dłońmi twarz.
Mój głos
zmiękł. – Jestem jaki, Harry?
Przełknął
ciężko ślinę, celowo unikając mojego spojrzenia. Gdyby nie kompletna cisza w
naszym mieszkaniu, nie usłyszałbym jak mamrocze pod nosem:
- Jesteś
taki jak on.
Mój
oddech uwiązł w gardle, gdyż wiedziałem, że mówił o Jack’u. Chociaż Harry wciąż
odmawiał wypowiadania jego imienia, to otwarcie potrafił o nim rozmawiać.
Byłem
przerażony tym, co mógł powiedzieć Harry.
- Przykro
mi. Ja… Ja nie wiedziałem – Naprawdę nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że Harry
był tak mocno przywiązany do Jack’a, niezależnie od tego czy była to przyjaźń,
miłość czy cokolwiek innego. Pomimo tego, iż ciężko było mi to przyznać, miałem nadzieję, że związek Harry’ego
z Jack’iem był już przeszłością.
Harry
potrząsnął głową i uniósł dłoń. – Nie. Nie powinieneś tego mówić. Po prostu…
Staram się to zrozumieć. – Przełknął gulę w gardle, a jego jabłko Adama podskoczyło.
Spojrzałem na chłopaka i zmarszczyłem brwi. Dostrzegłem, że jego oczy
momentalnie stały się wilgotne.
- Harry…
- Nie.
Słuchaj, Tommo. – Zamilkłem, słysząc jego ton: władczy, ale nieodpychający. – To nie odejdzie. Nie mogę ci obiecać, że
nie wkurzę się na ciebie za coś, co powiesz czy ja pomyślę. Będę na ciebie krzyczał, będę
prawdopodobnie rzucał w ciebie rzeczami, a moje palenie i uzależnienie od
alkoholu będzie nadal trwało. Mam nadzieję, że nie myślisz, iż cokolwiek się
zmieni tylko dlatego, że jedną noc zachowujemy się ucywilizowani ludzie.
Potrząsnąłem
głową. – Nie, nie myślę. Jednak chcę żebyś wiedział, że nie możesz zrobić
niczego, co zmusiłoby mnie do wyprowadzenia się albo opuszczenia zespołu. Wciąż
tu będę, gdy ty będziesz mnie potrzebował.
Słowa
wylatywały z moich ust potokiem – nie mogłem tego przerwać. Były szczere.
Dziesięć kolejek alkoholu oraz kilka godzin bycia pijanym z Harry’m sprawiło,
iż zdałem sobie sprawę, że on wciąż cierpiał po śmierci Jack’a. Zapewne miało
to jeszcze trochę potrwać. Uczucia, które do niego żywił, niezależnie jak mocne
były, oddziaływały na niego z ogromną siłą. Nawet teraz, gdy chłopaka nie było
przy boku Harry’ego.
Skoro
najwidoczniej przypominałem Harry’emu Jack’a, to oczywiste było, że jego
postawa wobec mnie była taka, a nie inna, z czystego sentymentu dla osoby,
którą kiedyś znał i która już nigdy miała nie wrócić.
Harry
nadal świdrował mnie spojrzeniem, którego nie potrafiłem rozszyfrować. Był…
Przestraszony? Zdenerwowany? Zmartwiony? Szczęśliwy? Wszystkie te emocje
mieszały się w jego oczach. Nie miałem pojęcia, które uczucie było tym
dominującym.
Minęło
chyba kilka minut, zanim na jego twarzy pojawił się bardzo delikatny uśmiech.
Miałem wrażenie, że patrząc na mnie, wyobrażał sobie, że jestem kimś innym.
Jego oczy były nieskupione i zamglone. Może myślał o czymś, co miało miejsce w
przeszłości? Westchnąłem, co przywróciło go do rzeczywistości, dlatego
wykorzystałem tę szansę, aby się odezwać.
-
Dlaczego tak na mnie patrzysz? – Wyszeptałem drżącym głosem, nie wiedząc skąd
było w nim tyle zdenerwowania.
Harry
otworzył usta, chcąc odpowiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk,
więc ponownie je zamknął. Spoglądając na stół, uśmiechnął się do siebie, po
czym ponownie przeniósł na mnie swój wzrok.
- Chcę
czegoś spróbować.
Spuściłem
szybko wzrok, nie wiedząc, co chciał zrobić Harry. Zacząłem się denerwować.
Czego chciał spróbować? Chciał mnie uderzyć? Dlaczego to na mnie chciał
czegokolwiek próbować?
Co miał
zamiar zrobić?
Gdy
zauważyłem jak Harry wstaje ze stołka, mój oddech momentalnie uwiązł w gardle.
Nie wiedziałem czy to była wina alkoholu, czy też nie, jednak wydawało mi się
jakby w ułamku sekundy chłopak znalazł się przy mnie. Położył swoje obie dłonie
na moich ramionach, co sprawiło, że syknąłem z bólu, gdyż jedno z nich wciąż
było obolałe od pierwszego tygodnia po wprowadzeniu się do mieszkania chłopaka.
Harry to zauważył, dlatego szybko oderwał rękę, po chwili ponownie kładąc ją na
mym ramieniu, ale znacznie delikatniej.
- Co to
było? – Wyszeptał. Zadrżałem, czując jak jego oddech połaskotał moją szyję.
- Nic
takiego.
- Nie okłamuj mnie. – Jego palce przebiegły
po moim ramieniu, aż w końcu sięgnęły rękawa mojej koszulki. Chłopak delikatnie
go podwinął, odkrywając moje całe posiniaczone ramię. Wciąż było fioletowe, ale
powoli przechodziło w zieleń.
Harry
wziął głęboki wdech, pocierając kciukiem to miejsce, na co drgnąłem.
- Mogę? –
Zapytał. Jego kciuk zatrzymał się ponad moim ramieniem. Skinąłem, więc potarł
delikatnie moje ramię, dopóki nie przestałem się krzywić.
- Ja ci to zrobiłem? – Wyszeptał po kilku
chwilach.
Więc
pamiętał. Pamiętał naszą pierwszą konfrontację. Nie wiedziałem czy powiedzieć
mu prawdę, czy nie, jednak alkohol znów przejął nade mną kontrolę. Skinąłem
powoli głową, potwierdzając jego słowa.
Oboje
zamilkliśmy, chociaż ja sam nie wiedziałem dlaczego. Byłem zmieszany z kilku
powodów. Dlaczego Harry mnie dotykał? Czy mi współczuł? Ten chłopak w ogóle
cokolwiek czuł? Co, w takim razie, ja sam czułem? Byłem pewny, że przestałem go
nie lubić. W zasadzie wiedziałem, że to było tylko niedomówienie.
Harry
przestał ruszać kciukiem, na co zamarłem. Moje uszy ledwo wyłapały jego szept:
-
Przepraszam.
Wypuściłem
drżący oddech i skinąłem, wzruszając lekko ramionami – Jest okej, Harry.
- Nie,
nie jest.
Wtedy
stało się coś niespodziewanego. Coś, o co nigdy nie podejrzewałbym Harry’ego
Styles’a. Chłopak pocałował moje ramię.
Dotyk
pary ciepłych, miękkich warg rozpalił moją skórę. Nie wiem dlaczego, ale
poczułem mrowienie, które w ułamku sekundy rozeszło się po mym całym ciele: od
palców u stóp, do koniuszków włosów na mojej głowie. Mój mózg stał się
bezkształtną papką. Miałem wrażenie, że zaczynam się topić. Podobnie było, gdy
tylko Harry dotknął. Mój umysł podpowiadał mi, że to złe i powinienem zabronić
temu chłopakowi mnie dotykać, gdyż on wcale mnie nie chciał.
Moje
serce miało jednak odmienne zdanie na ten temat.
Otworzyłem
usta by coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego,
poczułem jak ramię Harry’ego owinęło się wokół mojej klatki piersiowej, a jedna
z dłoni chłopaka zaczęła gładzić mój policzek.
Jego usta
powędrowały z mojego ramienia na szyję.
Składał
na niej delikatne pocałunki, a gdy zassał delikatnie skórę, pod którą pędziło
moje tętno, z zaskoczenia zacisnąłem dłonie na stołku. Nieświadomie
przechyliłem głowę na bok, dając Harry’emu lepszy dostęp do mojej szyi i
zamknąłem oczy. Pozwoliłem sobie czerpać przyjemność z tego, czym mnie
obdarowywał.
Palce
Harry’ego opadły na mój policzek. Przełknąłem ciężko ślinę, czując jego dotyk.
Moje usta ponownie się otworzyły, wypuszczając zduszony jęk.
Dźwięk,
który wydałem, złamał barierę ciszy, wyrywając nas jakby z bajki, w której
trwaliśmy. Wszystko stało się nagle rzeczywiste.
W oczach
Harry’ego widziałem, że był przerażony. Ja nie.
Jego
palce znajdowały się teraz na mojej brodzie. Przechylił moją głowę tak, że
spoglądałem w jego twarz.
Oczy
chłopaka były przepełnione pożądaniem, pełne głodu i desperacji, ale i
równocześnie były ciepłe, przyjazne i łagodne. Dostrzegłem w nich alkohol,
który także je wypełniał. Widok ten powinien był mnie zniechęcić, ale sprawił,
że przysunąłem się bliżej Harry’ego.
Pragnął
mnie, co mogłem dostrzec w jego spojrzeniu. Nie dlatego, że darzył mnie jakimiś
większymi uczuciami – był samotny, pijany i wrażliwy. On również się nad tym
zastanawiał. Nie był pewien, czy powinien mnie jeszcze dotykać. Traktował mnie
jakbym był kruchy, zrobiony ze szkła. Bał się mnie znowu skrzywdzić.
Dlatego
ogarnął mnie szok, gdy pochylił się w moją stronę z zamkniętymi oczami,
zmniejszając tym samym przestrzeń między nami. Kiedy znalazł się jeszcze
bliżej, wyraźnie czułem zapach alkoholu w jego oddechu.
Wiedząc
to wszystko – że mnie wykorzystuje oraz jak traktuje mnie teraz i jak traktował
przez poprzednie tygodnie, a także wiedząc, iż moje serce dudni, a krew pulsuje
w mych uszach – zrobiłem kolejną rzecz przybliżającą mnie do złamania ‘zasady’.
Pozwoliłem
mu mnie pocałować.
____________________________________________________________________
Jest siódemka :D Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale byłam na weekend we Wrocławiu i nie miałam jak wstawić -.- Następny postaram się wstawić szybciej. Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce ( Kocham cię Julaa! <3 ), która narzekała na brak czułości :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobać chociaż ja nie jestem z niego zadowolona. wybaczcie ale nie umiem opisywać takich fizycznych związków :d Bardzo proszę jeżeli przeczytałeś skomentuj. Jest to bardzo dla mnie ważne. Jak na razie albo mi się zdaje, albo czytają to 2 góra 3 osoby :( Bardzo proszę pozostawcie po sobie opinię bo nie wiem czy mam dalej pisać. Bo jak na razie to chyba nie ma sensu :( <3
Masz talent ♥ Ubóstwiam twojego bloga :** Czekam na następny rozdział ; D
OdpowiedzUsuńDzięki kochanie!!!!!! Ja też cię. Kocham<3
OdpowiedzUsuńRozdział świetny!!!!!!!!!!!!!!!! Właśnie o to mi chodziło!!!!!!!