niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 7


Pub nie był zatłoczony, co mnie dosyć zdziwiło - Harry’ego chyba też.
- Gdzie  dzisiaj wszyscy? -  Chłopak spojrzał na mnie, trącając delikatnie w bok. – Musieli się dowiedzieć, że przychodzisz.
Zajęło mi chwilę zanim zorientowałem się, że Harry powiedział żart. Żart. W moja stronę. Zaśmiałem się z nim i naśladując jego ruchy zająłem miejsce przy barze.
Barman, muskularny i silny mężczyzna, uśmiechnął się leniwie do Harry’ego i odwrócił w stronę alkoholi.
- To, co zawsze, Curls?
Harry skinął głową. – Tak, razy dwa. – Powiedział, wskazując na mnie palcem, na co barman rzucił mi zdziwione spojrzenie.
- Nigdy cię tu nie widziałem dzieciaku.
Poczułem ucisk w żołądku. Próbowałem wydukać z siebie jakieś słowa. – T-tak, wiesz, jestem… zajęty.
Barman uśmiechnął się pod nosem. – Wyglądasz jakbyś nigdy wcześniej nie był w barze. – Skomentował, zanim odwrócił się w stronę butelek. Zrobił nam dwa drinki, a kiedy nam je podał, Harry odesłał go.
- Ta, tak, okej, Big. Idź już sobie. Poflirtuj z nieletnimi, wyglądając jak predator.
- Pieprz się. – Warknął barman o przezwisku Big, zanim odszedł w stronę grupki ładnych dziewczyn, które właśnie weszły do baru.
- Po prostu powiedz gdzie i kiedy kochanie! – Drażnił się Harry, obracając się do mnie i popychając w moją stronę szklankę, dopóki ta nie wpadła w moje palce.
- Do dna. – Powiedział, a następnie wychylił swój drink.
Spojrzałem nerwowo na szkło. Nie miałem pojęcia, co to było - myśl o alkoholu w moim organizmie mnie mdliła, jednak, mimo wszystko, musiałem grać dalej, jeśli chciałem zbliżyć się do Harry’ego. To był jedyny możliwy sposób. Chwyciłem więc szklankę w dłoń i, naśladując ruchy Loczka, wlałem palącą ciecz do swojego gardła. Kiedy odstawiłem ją z powrotem na blat, chłopak posłał mi spojrzenie z aprobatą. Prawie się uśmiechnął… Prawie.
- Nie wiedziałem, że potrafisz pić. – Skomentował z nonszalanckim uśmiechem, formującym się na jego ustach.
Skinąłem krótko. – Ja też nie.
Harry mruknął krótko i uniósł dłoń, przyciągając uwagę Big’a. - Big! Następna kolejka! – Zakręcił dookoła palcem i zanim zdążyłem mrugnąć, podawał mi już kolejnego drinka. Oboje wypiliśmy w tym samym czasie trunek. Odłożyłem pierwszy szklankę, czując ponownie palącą ciecz w swoim gardle.
- Kolejna! – Krzyknął Harry i Big uniósł brwi.
- Nie zmuszaj mnie, żebym cię wcześniej wyrzucił, Curls.
Harry machnął lekceważąco ręką. – Przestań gadać i zrób nam drinka. To ja ci płacę, powinieneś mi dziękować! – Krzyknął, machając swoimi pieniędzmi w powietrzu.
- Nie dziękuję ludziom, którzy są tak irytujący! To pub, a nie jedna z premier na czerwonym dywanie!
Harry uniósł brwi, więc poklepałem go po ramieniu. Czułem jak kręci mi się w głowie, ale zdołałem się pochylić w jego stronę. – Jeśli nie będziesz zachowywał się jak głupi pijak, pozwoli ci dłużej zostać.
Harry uśmiechnął się do mnie, po raz pierwszy, prawdziwym uśmiechem i wyszeptał. – Wiesz, co? Wcale nie jesteś taki zły.
Jego słowa wywołały na mej twarzy uśmiech. Mój plan działał i to dużo szybciej niż się spodziewałem. Skinąłem głową, a po chwili owinąłem ręką jego ramię, przyciągając go bliżej do siebie. Dotarł do mnie zapach wody kolońskiej Harry’ego, który sprawiał, że poczułem w brzuchu łaskotanie.
Może to przez alkohol.
- Ty też nie jesteś taki zły, Harry.
_

Po kilku godzinach wróciliśmy do naszego apartamentu, chichocząc i próbując znaleźć drogę przez mieszkanie. Machałem swoją dłonią, dopóki nie napotkałem nią ściany. Przytrzymałem się jej, po czym zapaliłem światło. Harry szedł na ślepo w stronę kuchni.
- Harry, uważaj na…!
Chłopak wszedł prosto na taborety, przewracając się. Jeden z nich wylądował na nim, co sprawiło, że Harry upadł na ziemię z głuchym łoskotem. Rozległa się cisza, dopóki nie wybuchnąłem śmiechem.
Harry przewrócił oczami, a następnie rzucił we mnie swoją skórzaną kurtką.
- Zamknij się!
Uspokoiłem się, ale nadal chichotałem, widząc jak próbował wstać, trzymając się jedną ręką głowy. Zauważyłem, że miał z tym problem, więc podszedłem do niego, wyciągając pomocną dłoń.
- Chodź – Powiedziałem, wyciągając jeszcze bardziej w jego stronę dłoń. Studiował ją uważnie, jakby zastanawiając się, co zamierzałem zrobić. Jego ręka uniosła się w końcu i zawisła nad moją, jakby bał się, że ten dotyk może sprawić mu ból. W końcu umieścił swoją chłodną dłoń w mojej i podniosłem go z podłogi.
Był lżejszy niż się spodziewałem. Gdy pomogłem mu wstać, moja siła przyciągnęła go bardzo blisko mnie. Tak blisko, że nasze klatki piersiowe prawie się stykały. Alkohol powoli ze mnie wyparowywał, więc byłem świadomy tego, co się działo oraz tego, co czułem…
Moje serce pędziło szaleńczo, dłonie zaczęły się pocić i poczułem ogromną chęć przyciśnięcia go do siebie jeszcze bliżej.
Potrząsnąłem głową, ściskając mocniej jego dłoń. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, co robię. Było to pewnie spowodowane alkoholem, nagromadzonym w moim organizmie. Niezależnie jednak od tego, ile go we mnie było oraz pomijając fakt, iż wiedziałem, że zaczyna mnie opuszczać – to nie miało znaczenia.
Nie miałem tego czuć. Nie powinienem był tego czuć. To był Harry Styles i daleko nam było do zaprzyjaźniania się, dlatego musiałem przystopować. Ta cała sytuacja powinna była rozegrać się inaczej.
Puściłem jego dłoń. Moje palce otarły się o jego, gdy nasze dłonie się rozplatały. Kiedy były już rozłączone, oboje zrobiliśmy krok do tyłu. Podniosłem taboret, który wcześniej wywrócił Harry i usiadłem na nim. Loczek podszedł do lodówki.
- Chcesz drinka?
Potrząsnąłem głową, a po chwili oparłem czoło o blat. – Nie, wystarczy mi. Dzięki.
Usłyszałem śmiech Harry’ego, gdy usiadł obok mnie. Pijacko poklepał moje ramię i położył szklankę na stoliku. – Za dużo na jedną noc?
Usiadłem i wzruszyłem ramionami, pocierając oczy. – Rano będę miał potwornego kaca. – Wymamrotałem.
Jego śmiech był szczery i melodyjny. – Ja już nie mam kaców. Teraz nie czuję nic. Nie martw się, przywykniesz do tego.
Teraz ja wyraziłem swoje rozbawienie. – Wątpię.
Harry zaśmiał się i przechylił szklankę, przełykając ciężko. Znów na mnie spojrzał – Zaskoczyłeś mnie, Tommo.
- Jak?
Harry potarł kark. Wydawał się być zdenerwowany. – Nie wiem. Ne spodziewałem się, że będziesz taki… – Powiedział, wskazując na mnie gestem.
Widziałem, że jego mur zaczyna znów opadać. Tym razem Harry dobrowolnie się do tego przyczynił. To nie było przyłapanie po koszmarze, ani podczas wywiadu, gdy nie był przygotowany na zadawane pytania. Nie. To było prawdziwe.
- Nie spodziewałeś się, że będę, jaki?
Przesuwał w dłoniach swoją szklankę, wpatrując się w przestrzeń, a po chwili spojrzał na mnie. – Fajny.
Nie mogłem ukryć uśmiechu i rumieńca na to stwierdzenie. – Dzięki.
- Nie ma sprawy.
Na moment zapadła cisza, po której oboje się zaśmialiśmy. Tym razem, to ja się odezwałem. – Czy to znaczy, że już nie czujesz do mnie nienawiści?
Twarz Harry’ego spoważniała, a jego głos był szczery. – Nigdy nie czułem do ciebie nienawiści.
Parsknąłem – Ja odebrałem to inaczej.
Znów zamilkł. Wiedziałem, że moje słowa musiały go zaboleć – a przynajmniej do niego dotrzeć. Czułem się z tym źle, ale zanim zdążyłem przeprosić, jego głos ponownie rozniósł się po mieszkaniu.
- Wiem. Po prostu jesteś… Po prostu… - Westchnął, pocierając dłońmi twarz.
Mój głos zmiękł. – Jestem jaki, Harry?
Przełknął ciężko ślinę, celowo unikając mojego spojrzenia. Gdyby nie kompletna cisza w naszym mieszkaniu, nie usłyszałbym jak mamrocze pod nosem:
- Jesteś taki jak on.
Mój oddech uwiązł w gardle, gdyż wiedziałem, że mówił o Jack’u. Chociaż Harry wciąż odmawiał wypowiadania jego imienia, to otwarcie potrafił o nim rozmawiać.
Byłem przerażony tym, co mógł powiedzieć Harry.
- Przykro mi. Ja… Ja nie wiedziałem – Naprawdę nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że Harry był tak mocno przywiązany do Jack’a, niezależnie od tego czy była to przyjaźń, miłość czy cokolwiek innego. Pomimo tego, iż ciężko było mi to przyznać, miałem nadzieję, że związek Harry’ego z Jack’iem był już przeszłością.
Harry potrząsnął głową i uniósł dłoń. – Nie. Nie powinieneś tego mówić. Po prostu… Staram się to zrozumieć. – Przełknął gulę w gardle, a jego jabłko Adama podskoczyło. Spojrzałem na chłopaka i zmarszczyłem brwi. Dostrzegłem, że jego oczy momentalnie stały się wilgotne.
- Harry…
- Nie. Słuchaj, Tommo. – Zamilkłem, słysząc jego ton: władczy, ale nieodpychający. – To nie odejdzie. Nie mogę ci obiecać, że nie wkurzę się na ciebie za coś, co powiesz czy ja pomyślę. Będę na ciebie krzyczał, będę prawdopodobnie rzucał w ciebie rzeczami, a moje palenie i uzależnienie od alkoholu będzie nadal trwało. Mam nadzieję, że nie myślisz, iż cokolwiek się zmieni tylko dlatego, że jedną noc zachowujemy się ucywilizowani ludzie.
Potrząsnąłem głową. – Nie, nie myślę. Jednak chcę żebyś wiedział, że nie możesz zrobić niczego, co zmusiłoby mnie do wyprowadzenia się albo opuszczenia zespołu. Wciąż tu będę, gdy ty będziesz mnie potrzebował.
Słowa wylatywały z moich ust potokiem – nie mogłem tego przerwać. Były szczere. Dziesięć kolejek alkoholu oraz kilka godzin bycia pijanym z Harry’m sprawiło, iż zdałem sobie sprawę, że on wciąż cierpiał po śmierci Jack’a. Zapewne miało to jeszcze trochę potrwać. Uczucia, które do niego żywił, niezależnie jak mocne były, oddziaływały na niego z ogromną siłą. Nawet teraz, gdy chłopaka nie było przy boku Harry’ego.
Skoro najwidoczniej przypominałem Harry’emu Jack’a, to oczywiste było, że jego postawa wobec mnie była taka, a nie inna, z czystego sentymentu dla osoby, którą kiedyś znał i która już nigdy miała nie wrócić.
Harry nadal świdrował mnie spojrzeniem, którego nie potrafiłem rozszyfrować. Był… Przestraszony? Zdenerwowany? Zmartwiony? Szczęśliwy? Wszystkie te emocje mieszały się w jego oczach. Nie miałem pojęcia, które uczucie było tym dominującym.
Minęło chyba kilka minut, zanim na jego twarzy pojawił się bardzo delikatny uśmiech. Miałem wrażenie, że patrząc na mnie, wyobrażał sobie, że jestem kimś innym. Jego oczy były nieskupione i zamglone. Może myślał o czymś, co miało miejsce w przeszłości? Westchnąłem, co przywróciło go do rzeczywistości, dlatego wykorzystałem tę szansę, aby się odezwać.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? – Wyszeptałem drżącym głosem, nie wiedząc skąd było w nim tyle zdenerwowania.
Harry otworzył usta, chcąc odpowiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, więc ponownie je zamknął. Spoglądając na stół, uśmiechnął się do siebie, po czym ponownie przeniósł na mnie swój wzrok.
- Chcę czegoś spróbować.
Spuściłem szybko wzrok, nie wiedząc, co chciał zrobić Harry. Zacząłem się denerwować. Czego chciał spróbować? Chciał mnie uderzyć? Dlaczego to na mnie chciał czegokolwiek próbować?
Co miał zamiar zrobić?
Gdy zauważyłem jak Harry wstaje ze stołka, mój oddech momentalnie uwiązł w gardle. Nie wiedziałem czy to była wina alkoholu, czy też nie, jednak wydawało mi się jakby w ułamku sekundy chłopak znalazł się przy mnie. Położył swoje obie dłonie na moich ramionach, co sprawiło, że syknąłem z bólu, gdyż jedno z nich wciąż było obolałe od pierwszego tygodnia po wprowadzeniu się do mieszkania chłopaka. Harry to zauważył, dlatego szybko oderwał rękę, po chwili ponownie kładąc ją na mym ramieniu, ale znacznie delikatniej.
- Co to było? – Wyszeptał. Zadrżałem, czując jak jego oddech połaskotał moją szyję.
- Nic takiego.
- Nie okłamuj mnie. – Jego palce przebiegły po moim ramieniu, aż w końcu sięgnęły rękawa mojej koszulki. Chłopak delikatnie go podwinął, odkrywając moje całe posiniaczone ramię. Wciąż było fioletowe, ale powoli przechodziło w zieleń.
Harry wziął głęboki wdech, pocierając kciukiem to miejsce, na co drgnąłem.
- Mogę? – Zapytał. Jego kciuk zatrzymał się ponad moim ramieniem. Skinąłem, więc potarł delikatnie moje ramię, dopóki nie przestałem się krzywić.
- Ja ci to zrobiłem? – Wyszeptał po kilku chwilach.
Więc pamiętał. Pamiętał naszą pierwszą konfrontację. Nie wiedziałem czy powiedzieć mu prawdę, czy nie, jednak alkohol znów przejął nade mną kontrolę. Skinąłem powoli głową, potwierdzając jego słowa.
Oboje zamilkliśmy, chociaż ja sam nie wiedziałem dlaczego. Byłem zmieszany z kilku powodów. Dlaczego Harry mnie dotykał? Czy mi współczuł? Ten chłopak w ogóle cokolwiek czuł? Co, w takim razie, ja sam czułem? Byłem pewny, że przestałem go nie lubić. W zasadzie wiedziałem, że to było tylko niedomówienie.
Harry przestał ruszać kciukiem, na co zamarłem. Moje uszy ledwo wyłapały jego szept:
- Przepraszam.
Wypuściłem drżący oddech i skinąłem, wzruszając lekko ramionami – Jest okej, Harry.
- Nie, nie jest.
Wtedy stało się coś niespodziewanego. Coś, o co nigdy nie podejrzewałbym Harry’ego Styles’a. Chłopak pocałował moje ramię.
Dotyk pary ciepłych, miękkich warg rozpalił moją skórę. Nie wiem dlaczego, ale poczułem mrowienie, które w ułamku sekundy rozeszło się po mym całym ciele: od palców u stóp, do koniuszków włosów na mojej głowie. Mój mózg stał się bezkształtną papką. Miałem wrażenie, że zaczynam się topić. Podobnie było, gdy tylko Harry dotknął. Mój umysł podpowiadał mi, że to złe i powinienem zabronić temu chłopakowi mnie dotykać, gdyż on wcale mnie nie chciał.
Moje serce miało jednak odmienne zdanie na ten temat.
Otworzyłem usta by coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego, poczułem jak ramię Harry’ego owinęło się wokół mojej klatki piersiowej, a jedna z dłoni chłopaka zaczęła gładzić mój policzek.
Jego usta powędrowały z mojego ramienia na szyję.
Składał na niej delikatne pocałunki, a gdy zassał delikatnie skórę, pod którą pędziło moje tętno, z zaskoczenia zacisnąłem dłonie na stołku. Nieświadomie przechyliłem głowę na bok, dając Harry’emu lepszy dostęp do mojej szyi i zamknąłem oczy. Pozwoliłem sobie czerpać przyjemność z tego, czym mnie obdarowywał.
Palce Harry’ego opadły na mój policzek. Przełknąłem ciężko ślinę, czując jego dotyk. Moje usta ponownie się otworzyły, wypuszczając zduszony jęk.
Dźwięk, który wydałem, złamał barierę ciszy, wyrywając nas jakby z bajki, w której trwaliśmy. Wszystko stało się nagle rzeczywiste.
W oczach Harry’ego widziałem, że był przerażony. Ja nie.
Jego palce znajdowały się teraz na mojej brodzie. Przechylił moją głowę tak, że spoglądałem w jego twarz.
Oczy chłopaka były przepełnione pożądaniem, pełne głodu i desperacji, ale i równocześnie były ciepłe, przyjazne i łagodne. Dostrzegłem w nich alkohol, który także je wypełniał. Widok ten powinien był mnie zniechęcić, ale sprawił, że przysunąłem się bliżej Harry’ego.
Pragnął mnie, co mogłem dostrzec w jego spojrzeniu. Nie dlatego, że darzył mnie jakimiś większymi uczuciami – był samotny, pijany i wrażliwy. On również się nad tym zastanawiał. Nie był pewien, czy powinien mnie jeszcze dotykać. Traktował mnie jakbym był kruchy, zrobiony ze szkła. Bał się mnie znowu skrzywdzić.
Dlatego ogarnął mnie szok, gdy pochylił się w moją stronę z zamkniętymi oczami, zmniejszając tym samym przestrzeń między nami. Kiedy znalazł się jeszcze bliżej, wyraźnie czułem zapach alkoholu w jego oddechu.
Wiedząc to wszystko – że mnie wykorzystuje oraz jak traktuje mnie teraz i jak traktował przez poprzednie tygodnie, a także wiedząc, iż moje serce dudni, a krew pulsuje w mych uszach – zrobiłem kolejną rzecz przybliżającą mnie do złamania ‘zasady’.
Pozwoliłem mu mnie pocałować. 
____________________________________________________________________
Jest siódemka :D Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale byłam na weekend we Wrocławiu i nie miałam jak wstawić -.-  Następny postaram się wstawić szybciej. Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce ( Kocham cię Julaa! <3 ), która narzekała na brak czułości :D Mam nadzieję, że będzie wam się podobać chociaż ja nie jestem z niego zadowolona. wybaczcie ale nie umiem opisywać takich fizycznych związków :d Bardzo proszę jeżeli przeczytałeś skomentuj. Jest to bardzo dla mnie ważne. Jak na razie albo mi się zdaje, albo czytają to 2 góra 3 osoby :( Bardzo proszę pozostawcie po sobie opinię bo nie wiem czy mam dalej pisać. Bo jak na razie to chyba nie ma sensu :( <3 

2 komentarze:

  1. Masz talent ♥ Ubóstwiam twojego bloga :** Czekam na następny rozdział ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki kochanie!!!!!! Ja też cię. Kocham<3
    Rozdział świetny!!!!!!!!!!!!!!!! Właśnie o to mi chodziło!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń