- Ugh.
Przekręciłem
się na bok i zacisnąłem oczy, gdyż oślepiło mnie wschodzące słońce.
Moment…
słońce?
Słońce
nie powinno świecić przez moje okno – nie, jeśli czarne rolety były zasunięte.
Otworzyłem
jedno oko, zawieszając spojrzenie na pustych, białych ścianach i otwartej
walizce, leżącej na ziemi. Papiery porozrzucane na ziemi oraz brak zapachu dymu
sprawiły, że serce opadło mi do żołądka. Po chwili wrzasków ‘okurwa’ w
swojej głowie, zdałem sobie sprawę, że to nie był mój pokój.
Przesunąłem
rękę nad głowę i lekko podskoczyłem, gdy moja dłoń otarła się o czyjąś miękką
skórę. Przekręciłem gwałtownie głowę, by zobaczyć spokojnie śpiącą obok mnie
osobę.
Laluś. Potrząsnąłem głową.
Nie. Louis. Miał na imię Louis.
Jasne.
Louis był w łóżku. Ja byłem w łóżku. Oboje byliśmy w łóżku. Razem. W tym samym
czasie.
- Co
jest, kurwa? –
Wyszeptałem. Podniosłem się trochę za szybko, w efekcie czego poczułem okropne
dudnienie w głowie.
- Cholera. – Wymamrotałem,
pocierając skronie. Rozejrzałem się dookoła w niedowierzaniu. Co się działo? Dlaczego nie byłem w
swoim łóżku, nadal śpiąc? Jak dostałem się do łóżka Louis’a? Co w ogóle robiłem
w łóżku tego chłopaka?!
Znów
potarłem skronie, gdy ból rozszedł się w mojej głowie. Jęknąłem cicho, ale
natychmiast zamilkłem, bo chłopak przekręcił się w śnie. Poczułem jak jego noga
przycisnęła się do mojej. Zadrżałem na ten kontakt.
-
Cholera. – Wymamrotałem na wydechu.
Potrząsnąłem
głową i kontynuowałem masowanie swoich skroni. Wziąłem głęboki wdech,
przymykając oczy. – Myśl, Harry, co zdarzyło się zeszłej nocy? –
Wyszeptałem do siebie.
Ponownie
rozejrzałem się po pokoju. Sądząc po wpół opróżnionej szklance whiskey, leżącej
na stoliku, musiałem być kompletnie zalany.
Nie było
w tym jednak nic zaskakującego: 90% moich wyskoków było spowodowanych
pijaństwem.
Zmusiłem
się do skupienia na wczorajszych wydarzeniach: Louis i ja poszliśmy na drinki.
On płacił. Cholera, tak, on.
Wróciliśmy
do mieszkania. Nalałem kolejnego drinka. Wtedy coś się wydarzyło.
Poczułem
coś dziwnego w swoim brzuchu. Tak jakby coś w nim, kurwa,trzepotało. To
było dziwne uczucie.
Wiedziałem,
co to było. Już wcześniej mi się to przydarzyło. Dawno temu. Nie mogłem
ponownie na to pozwolić. Szczególnie, jeśli chodziło o Louis’a. Zbyt dużo złych
rzeczy działo się, kiedy uczucia przysłaniały moje poglądy. Nie. To nie mogło
się powtórzyć.
- Zbierz
się do kupy, kretynie. Myśl!
– Wymamrotałem znów, pochylając się do przodu i chowając twarz w dłoniach.
Poczułem
jak Louis ponownie się porusza, tym razem przekręcając się w moją stronę. Śledziłem
wzrokiem jego rysy: rzęsy, wyglądające, jakby były pociągnięte maskarą, kości
policzkowe, uwydatniające smukłość jego twarzy oraz jego jasne włosy, które
wydawały się sterczeć w moja stronę z jakiegoś dziwnego powodu, który
podświadomie znałem, ale odmawiałem sobie przyznać. Widziałem jego ramiona i
szyję, które bardziej się odsłoniły, gdy okrywająca go pościel się zsunęła.
Mój wzrok
utknął na jego szyi i zauważyłem ogromnej wielkości, ciemny ślad. Moje brwi
powędrowały do góry, zastanawiając się, co to do cholery jest. Przyjrzałem się
bliżej i zauważyłem, że był to siniak.
Ze śladami zębów, dookoła fioletowo-niebieskiej plamy.
Wtedy
moje serce naprawdę spadło w dół.
Nie.
Nie.
Nie.
- O mój
Boże. Kurwa! Cholera.
Flirtowałem
z Louis’em.
Wspomnienia
zaczęły powracać: sposób, w jaki na mnie patrzył zeszłej nocy, gdy byliśmy w
kuchni oraz w jaki ja prawdopodobnie
zerkałem w jego kierunku.
Głupi ja, całujący jego ramię i wtedy… Wtedy…
Pocałowałem
go. Pocałowałem go i pozwoliłem, aby on pocałował mnie. Jeśli dobrze pamiętam,
Louis nie miał problemu z oddaniem tej pieszczoty.
Byliśmy
do siebie niemalże przyklejeni, wchodząc po schodach, a następnie do jego
pokoju. Pamiętam jak popchnąłem go na łóżko – usiadłem na nim. O mój Boże… Uwiodłem go.
- Cholera.
Potrzebowałem
pieprzonego papierosa.
Wstałem i
zacząłem krążyć po pokoju, szarpiąc swoje włosy oraz przecierając twarz rękoma.
- Co
jest, kurwa?! – Krzyknąłem
do siebie.
Poczułem
nagle podmuch w dolnych częściach swojego ciała. Opuściłem powoli wzrok,
przygotowując się na kolejny horror.
Byłem,
kurwa, nagi.
Ja
pierdolę.
Chuj.
Kurwa. Pizda. Szmata.
Byłem
nagi.
Czy, czy
my…?
- Nie. –
Powiedziałem do siebie. – Oczywiście, że nie. Zawsze śpię nago. To nic nowego. – To
była prawda - niezależnie od tego, czy spałem sam, czy z którymś z chłopaków.
Ubrania nigdy nie wchodziły w grę, jeśli chodziło o spanie.
Wracając
do tematu, Louis obrócił się we śnie, pokazując swoje plecy, na których było
więcej mniejszych siniaków.
Jęknąłem
i podszedłem do łóżka, siadając na nim i chwytając kołdrę. Zamknąłem oczy,
przygotowując się na najgorsze, a następnie uniosłem przykrycie, zaglądając pod
spód, by spojrzeć na bieliznę Louisa.
Miał na
sobie te same bokserki, które posiadał zeszłej nocy.
Westchnąłem
z ulgą i oparłem głowę o zagłówek. Po chwili jednak drgnąłem, czując zalewający
mnie żal.
Cholera,
dlaczego się nie przespaliśmy? Ja jestem przystojnym
facetem. Louis też nie jest zły. Więc w czym był problem? To przeze mnie? Czy
przez niego?
Spojrzałem
na śpiącego mężczyznę, a następnie przewróciłem oczami, myśląc o jego
osobowości.
Nie, oczywiście, że to nie przeze
mnie. Nigdy nie przepuściłbym dobrego pieprzenia. Niezależnie od tego, z kim
bym to zrobił oraz jak bardzo byłbym zalany.
To
musiało być jego wina. Dobry chłopak – pieprzony, dobry samarytanin. Prawiczek.
Pewnie powstrzymał mnie, albo siebie, zanim jakiekolwiek ubrania opadły.
Tak,
pewnie tak to się potoczyło.
Z
zamyślenia wyrwał mnie głośny dzwonek dochodzący z mojej sypialni. Spojrzałem
szybko na Louis’a, upewniając się, że ten wciąż śpi, zanim wszedłem do swojego
pokoju. Podniosłem stos ubrań, które leżały na podłodze i odrzuciłem je na bok.
Odebrałem szybko telefon, bez patrzenia na identyfikację nadawcy, tylko po to,
by uciszyć irytujący dzwonek.
- Co? – Warknąłem automatycznie
do telefonu, starając się mówić cicho pomimo, że mój pokój znajdował się kilka
dobrych metrów od Louis’a.
- Zaczęła
się apokalipsa? Harry Styles odbiera swój telefon? Świat naprawdęmusi zmierzać ku
końcowi.
Przewróciłem
oczami, słysząc znajomy głos na drugim końcu linii. – Czemu zawdzięczam tę
przyjemność, wujku Simon’ie?
Usłyszałem
jak Simon wzdycha i poczułem zalewającą mnie falę winy. Wiedziałem, że moje
relacje z Simon’em dramatycznie zmieniły się w ciągu ostatnich dziewięciu
miesięcy i ja również się zmieniłem. Z tą zmianą pojawiła się u mnie zdolność
do zakopywania swoich emocji i zastępowania ich zimną maską, a także
emocjonalnością godną łyżeczki.
Łatwiej
było zapobiegać bólowi, z którym sobie nie radziłem.
Simon
odchrząknął i kontynuował. – Piosenka.
W mojej
głowie pojawiła się pustka. – Jaka piosenka?
-
Piosenka, którą ty i Louis mieliście napisać. – Powiedział Simon. W jego
głębokim głosie słychać było natarczywość.
Nagle
załapałem. – Oh, jasne. To.
– Myśl o piosence nie przyszła mi do głowy, odkąd otrzymaliśmy to zadanie.
Głównie dlatego, że było ono proste i nie wymagało zbyt wiele myślenia.
Inna
część mnie nie myślała o pisaniu utworu, ponieważ nie chciałem go napisać. Pisanie tekstów było dla
mnie jak oddychanie, jednak zawsze miałem do tego partnera.
Więc
jeśli pisanie jest jak oddychanie, a ja potrzebowałem partnera – którego nie
miałem – jak mogłem cokolwiek stworzyć?
Odpowiedź? Nie mogłem.
Dlaczego
zapomniałem o piosence?
- Tak.
Jak idzie? – Zapytał Simon z nutą nadziei w głosie. Wiedziałem, że miał na
myśli nie tylko piosenkę – pytał też o mieszkanie z Louis’em.
Potarłem
kark, a następnie spojrzałem na Louisa przez otwarte drzwi. Moje serce
natychmiast zaczęło szybciej bić.
Zmarszczyłem
brwi, zmuszając się do zastąpienia łaskoczącego uczucia w swoim brzuchu czymś
innym. Czymś, co mogłem bez problemu skierować w stronę Simon’a.
Irytacją.
Sobą?
Rzadko. Simon’em? Zawsze.
- W
porządku. To tylko piosenka. Mogę ją napisać przez sen! Nie masz się co spinać.
– Powiedziałem przekonywująco.
- Więc dlaczego
nie dotarły do mnie pierwsze szkice? Powinieneś ją napisać razem z Louis’em. –
Przypomniał mi.
Przewróciłem
oczami. Moje ego zaczynało mną kierować. Jasne, Louis był znany jako dobry
tekściarz, ale nigdy nie widziałem na to żadnego dowodu. Simon wydawał się mieć
moc do brania nieznanych ludzi i przekształcania ich w światowe pop gwiazdy.
W końcu
to właśnie zrobił z One Direction.
- Mam
lepsze i bardziej interesujące rzeczy, niż pisanie piosenki z Louis’em, którego
doświadczenie jest równe zeru. – Gdy rzuciłem ten komentarz, znów zalało mnie
poczucie winy i tym razem trudniej było mi je zignorować. Dlatego, że obrażałem
Louis’a? Przez to, co się wydarzyło, albo nie wydarzyło, z nim zeszłej nocy?
Potrząsnąłem
głową. Niezależnie do tego, skąd to się wzięło, musiałem się tegopozbyć. Musiałem zakopać to w sobie tak głęboko, żebym nie
wiedział o jegoistnieniu.
Rozejrzałem się gwałtownie dookoła i zauważyłem paczkę papierosów oraz
zapalniczkę.
Sięgnąłem
po rzeczy, a następnie pokierowałem się na dół po schodach. Wyszedłem na
zewnątrz, wciąż kontynuując rozmowę z Simon’em. – Musisz wiedzieć, że Louis
wygrał kilka różnych konkursów tekściarskich, a na przesłuchaniu pojawił się z
piosenką, którą napisał!
Wyciągnąłem
papierosa z paczki i zapaliłem go, zaciągając się nim głęboko i wypuszczając
chmurę gęstego, ciemnego dymu. Uśmiechnąłem się do siebie, pozwalając, by dym
wypełnił moje ciało, wydmuchując przez filtr wszystkie swoje emocje.
Czy to
znowu była wina?
- Nie
obchodzi mnie co zrobił. – Rzuciłem. – Niczego mi nie udowodnił, więc w moich
oczach wciąż jest amatorem.
Simon
jęknął. – Ciężko cię przekonać.
- To coś
złego?
Simon
zamilkł na chwilę. – To czyni cię irytującym.
Parsknąłem.
– Czyż nie zawsze taki byłem?
Odpowiedź
Simon’a przyszła szybciej niż się spodziewałem, bez zawahania. – Nie, nie
byłeś.
Wiedziałem,
że wpadłem. Mój sarkazm przeważnie zaginał chłopaków, ale wciąż nie byłem w
stanie pobić Simon’a. Znał mnie zbyt dobrze. To nie tak, że chłopcy mnie nie
znali tak jak on, ale Simon obserwował mnie, gdy stawałem się tym, kim jestem
teraz. Reszta chłopców interesowała się tylko sobą. Simon zaś widział wszystko
i wszystkich.
Wziąłem
głęboki wdech i strzepałem papierosa. – No cóż, rzeczy się zmieniają.
- Jak
ludzie? – Dokończył Simon sfrustrowanym tonem.
-
Dokładnie. – Powiedziałem, uśmiechając się kącikiem ust, gdyż słowa te
skojarzyły mi się z Zayn’em.
-
Słuchaj. Niezależnie od tego, czy się zmieniłeś, czy nie, piosenka musi być
napisana. Jedną rzecz wiem na pewno – nie przestałeś kochać pisać utworów.
Moje
serce opadło – to była prawda, nie przestałem. To była część mnie. Pisanie
piosenek stanowiło jeden z powodów, dla którego bycie w One Direction wciąż
było rzeczą, która chociaż w minimalnym stopniu mnie uszczęśliwiała.
- Do
czego zmierzasz? – Zapytałem zirytowany.
-
Piosenka musi być napisana do końca miesiąca. Dzisiaj jest czternasty, dlatego
musi być skończona w dwa tygodnie.
Wypuściłem
z ust kolejny obłok dymu. – Z jakiej okazji? – Zapytałem.
- Waszego
pierwszego występu z Louis’em. Napiszesz z nim piosenkę, a on ją wykona. To dla
niego świetne wprowadzenie.
- Więc
dlaczego on jej nie napisze?! Jeśli jest taki wspaniały, niech sam to zrobi! To
jego utwór, więc dlaczego ja mam pomagać?
-
Ponieważ, Harry, jesteś liderem tej grupy, niezależnie od tego, czy w to
wierzysz, czy nie. Fani cię szanują i wiedzą, że napisałeś wiele piosenek na
ostatni album. Będą tego po tobie oczekiwać. Posiadasz również ogromny talent.
Z waszej współpracy może wyjść świetna piosenka.
Jęknąłem,
pocierając skronie. Naprawdę nie miałem teraz ochoty sprzeczać się z Simon’em –
mój papieros się wypalał, a w moim mieszkaniu był półnagi facet, który teraz
pewnie zastanawiał się, gdzie, do cholery, się podziewałem. Zdając sobie
sprawę, że wcale nie chciałem wracać do mieszkania, wiedziałem, że lepiej
stawić czoło Louis’owi niż kontynuować sprzeczkę z Simon’em przez telefon.
- Dobra.
Nieważne. Napiszę ją z nim pod koniec tygodnia, ale tylko tym razem, jasne?
Simon
wahał się, jakby nie chciał zgodzić się na moje żądanie. Jednak wiedziałem, że,
podobnie jak ja, wcale nie miał ochoty kontynuować tej rozmowy.
-
Świetnie. Przefaksuj mi ją, gdy skończycie.
- Dobra.
Kiedy
usłyszałem po drugiej stronie sygnał, również się rozłączyłem.
Wsadziłem
swój telefon do kieszeni i zaciągnąłem się ostatni raz papierosem, po czym
rzuciłem go na ziemię i przydreptałem. Obróciłem się na pięcie i wszedłem do
mieszkania.
Nie
chciałem myśleć o pisaniu tej cholernej piosenki z Louisem, który wciąż spał
półnagi, pokryty na całym ciele malinkami, będącymi moim dziełem.
Otworzyłem
drzwi tak cicho jak tylko potrafiłem i zamknąłem je w ten sam sposób, próbując
nie obudzić Louisa. Wiedziałem, że konfrontacja była nieunikniona, gdyż
mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu, ale chciałem opóźnić ten moment, jak tylko
mogłem.
- Uh,
hej.
Na dźwięk
głosu Louis’a, odwróciłem w jego kierunku głowę, napotykając spojrzenie
chłopaka. Pewnie myślał, że się w niego wpatrywałem. Szczerze mówiąc, nie takie
były moje intencje, jednak nie potrafiłem się powstrzymać.
Odurzenie
alkoholem do stopnia czarnej dziury w pamięci i widok Louisa, śpiącego w łóżku,
nie dało się porównać wcześniej do niczego.
Louis był
dosyć przystojny. To była obiektywna opinia.
Był
trochę niższy ode mnie. Posiadał subtelny tors, któremu wciąż mogłem się
przyglądać, bo nie miał na sobie koszulki. Jego ramiona do niego pasowały. Usta
miał niepewnie zaciśnięte, jego wydatna szczęka prowokowała, by ją złapać, a
sterczące po nocy włosy wcale nie były mniej kuszące.
Wstałem i
odchrząknąłem. – Hej.
Nie
odezwał się, tylko wpatrywał we mnie, pustą od emocji twarzą, co było dziwne,
jak na niego. Cisza, wokół nas panująca, zaczęła mi przeszkadzać, dlatego
zdecydowałem się ją przerwać.
- Jak ci
się spało? – Zapytałem głupio, kompletnie bez sensu. Flirtowanie z tym
chłopakiem też nie było dla mnie czymś normalnym.
Louis
uśmiechnął się do mnie leniwie, a następnie skierował się do kuchni,
przeszukując szafki, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. – W porządku, a tobie?
Skinąłem
głową. – Sypiałem lepiej.
Louis
uśmiechnął się pod nosem. – Jestem pewien.
Mruknąłem
i usiadłem na krześle, obserwując uważnie każdy ruch Louisa. Wciąż widziałem
malinki na jego szyi. Wziąłem głęboki wdech.
Równie
dobrze mogłem mieć to już za sobą.
- Więc,
em, przepraszam za, uh…
- Za co?
– Zapytał Louis urażonym tonem. – Jeśli mówisz o zeszłej nocy, no cóż. -
Przerwał – Ja nie żałuję.
Moje
źrenice rozszerzyły się ze zdziwienia. – Ty nie żałujesz. – Stwierdziłem z
pytającym tonem.
- Nie.
Nie żałuję.
-
Dlaczego? – Zapytałem, biorąc, ku mojemu zaskoczeniu, drżący wdech. Czy ja…
Denerwowałem się odpowiedzią?
Mój Boże.
-
Ponieważ… – Zaczął nonszalancko, nalewając sobie kubek wody. – Ja… Po prostu
nie, nie wiem. Nie żałuję.
- Humph.
– Mruknąłem głupio.
- A ty? –
Zapytał wyczekująco Louis.
- Co?
-
Żałujesz tego?
- Ja… -
Naprawdę nie wiedziałem. Czy żałowałem, że miałem obok siebie osobę, której
potrzebowałem? Nie. Czy żałowałem, że uczyniłem Louisa tą osobą – wykorzystując
go dla swoich potrzeb i lęków?
Moje
serce przyśpieszyło. Poczułem, jak oblała mnie fala winy. Tak, żałowałem tego.
W dodatku
fakt, że był to Louis.
Pomimo tego, jak bardzo go przeklinałem, prawdopodobnie go przerażałem i miałem
ochotę wyrwać te jego idealne włosy – nie oznaczało, że na to naprawdę
zasługiwał. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie powinienem robić mu piekła,
gdy przyjechał. Nie potrafiłem nic na to poradzić. Wiedziałem, że go krzywdzę,
mimo, że tego nie lubiłem. Świadomość, że go raniłem, była czymś okropnym.
Ludzie
mieli o mnie takie wyobrażenie – dla nich byłem czarnym charakterem, złym
chłopcem, czy też innym gównem. Tabloidy zawsze kreowały mnie na okropną osobę,
która pije, przeklina i gnębi ludzi.
To była
prawda. Zmieniłem się w potwora. Pomimo tego, że zachowywałem się jakbym nie miał serca, wiedziałem, że je
posiadam. Ono zawsze tam było. Bicie w mojej piersi, gdy siedziałem w
ciemnościach swojego pokoju, stale przypominało mi, że mam cholerne serce.
Nienawidziłem go.
Dlatego,
że przez ostatnie dziewięć miesięcy było okropnie roztrzaskane.
Wolałbym
je wyrzucić, niż trzymać w sobie strzępki, których nikt nie mógł pozbierać.
Louis
intensywnie się we mnie wpatrywał. Mógłbym mu łatwo o wszystkim powiedzieć oraz
być z nim szczery. Zresztą o to mi chodziło, nie? To jednak było za proste.
Proste, ale jednocześnie ciężko było mi być z nim szczerym, skoro ledwo ufałem
sobie.
Musiałem
powiedzieć Louisowi prawdę, chociaż wiedziałem, że ta szczerość go zrani.
- Tak.
Tak jak
przewidziałem, jego twarz pobladła, a klatka piersiowa opadła, jakby ktoś go
uderzył.
- Oh. –
Wydyszał w końcu.
- Yeah. –
Powiedziałem ostatecznie.
Otworzył
usta, chcąc coś dodać, ale po chwili je zamknął. Wiedziałem, że myśli nad tym,
co powiedzieć. Jego twarz była niczym ekran – przecinały ją wszystkie
wypełniające go emocje.
Zamknął usta,
po czym znowu je otworzył, w końcu znajdując słowa:
- Po
prostu pomyślałem…
Przerwał,
co mnie sfrustrowało. Jeśli chciał coś powiedzieć, Jezu Chryste, dlaczego nie
mógł tego zrobić?! Czego ode mnie oczekiwał? Czego ode mnie chciał? Uniosłem
głos, chociaż nie miałem tego w zamiarach. Nie potrafiłem jednak inaczej się
wyrazić.
-
Pomyślałeś, co? – Zapytałem szorstko. – Nic się nie zmieniło. Powygłupialiśmy
się, owszem, ale to nie znaczy, że zostaniemy kumplami… Czy coś. – Dokończyłem
szybko.
Widziałem
w oczach Louisa ból. W tym samym momencie poczułem ukłucie w klatce piersiowej.
Moje palce zacisnęły się w mojej kieszeni, natrafiając na paczkę papierosów.
Louis westchnął głęboko i spojrzał z rezygnacją w dół.
Tak,
naprawdę potrzebowałem papierosa. Musiałem to zakopać.
Zakopać
uczucia. Zakopać winę… Czy jakkolwiek nazywało się to nowe uczucie, którego nie potrafiłem
zidentyfikować.
-
Nieważne. – Powiedział w końcu Louis, unosząc głowę i posyłając mi wąski
uśmiech. – Idę, um, wziąć prysznic i wtedy…
Jęknąłem sfrustrowany.
– Ugh, czekaj. – Szczerzę mówiąc, nie chciałem żeby wychodził. Niezależnie od
tego, jak bardzo nie miałem ochoty na rozmowę z nim o tym, co się między nami
wydarzyło, nie chciałem, żeby odszedł.
- Yeah? –
Zapytał Louis.
Cholera.
Poczułem w głowie pustkę. Co miałem teraz, do cholery, powiedzieć?Oh, Louis.
Proszę, nie odchodź. Po prostu samolubnie chcę być w twojej obecności, żebym
nie czuł się już więcej samotny. Chcę być znowu z kimś. Tęsknię za kimś u
mojego boku.
Yeah,
pieprzyć to.
- Simon dzwonił.
– Powiedziałem. – Tak, dzwonił. Mówił, że musimy popracować nad piosenką. Kiedy
jesteś wolny? – Zapytałem szybko.
Louis z
rozbawieniem uniósł brew. – Mamy ten sam grafik, Harry. Robimy wszystko z
chłopakami, pamiętasz?
Chryste.
- Ha.
Jasne. Więc wieczorem?
Odchrząknął
i skinął głową, posyłając mi kolejny słaby uśmiech. – Jasne.
Śledziłem
go wzrokiem, gdy szedł w stronę schodów. Kiedy znalazł się poza zasięgiem
mojego wzroku, przetarłem twarz dłońmi.
Co ja, do cholery, wyprawiałem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz