czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 8


- Ugh.
Przekręciłem się na bok i zacisnąłem oczy, gdyż oślepiło mnie wschodzące słońce.
Moment… słońce?
Słońce nie powinno świecić przez moje okno – nie, jeśli czarne rolety były zasunięte.
Otworzyłem jedno oko, zawieszając spojrzenie na pustych, białych ścianach i otwartej walizce, leżącej na ziemi. Papiery porozrzucane na ziemi oraz brak zapachu dymu sprawiły, że serce opadło mi do żołądka. Po chwili wrzasków ‘okurwa’ w swojej głowie, zdałem sobie sprawę, że to nie był mój pokój.
Przesunąłem rękę nad głowę i lekko podskoczyłem, gdy moja dłoń otarła się o czyjąś miękką skórę. Przekręciłem gwałtownie głowę, by zobaczyć spokojnie śpiącą obok mnie osobę.
Laluś. Potrząsnąłem głową. Nie. Louis. Miał na imię Louis.
Jasne. Louis był w łóżku. Ja byłem w łóżku. Oboje byliśmy w łóżku. Razem. W tym samym czasie.
- Co jest, kurwa? – Wyszeptałem. Podniosłem się trochę za szybko, w efekcie czego poczułem okropne dudnienie w głowie.
- Cholera. – Wymamrotałem, pocierając skronie. Rozejrzałem się dookoła w niedowierzaniu. Co się działo? Dlaczego nie byłem w swoim łóżku, nadal śpiąc? Jak dostałem się do łóżka Louis’a? Co w ogóle robiłem w łóżku tego chłopaka?!
Znów potarłem skronie, gdy ból rozszedł się w mojej głowie. Jęknąłem cicho, ale natychmiast zamilkłem, bo chłopak przekręcił się w śnie. Poczułem jak jego noga przycisnęła się do mojej. Zadrżałem na ten kontakt.
- Cholera. – Wymamrotałem na wydechu.
Potrząsnąłem głową i kontynuowałem masowanie swoich skroni. Wziąłem głęboki wdech, przymykając oczy. – Myśl, Harry, co zdarzyło się zeszłej nocy? – Wyszeptałem do siebie.
Ponownie rozejrzałem się po pokoju. Sądząc po wpół opróżnionej szklance whiskey, leżącej na stoliku, musiałem być kompletnie zalany.
Nie było w tym jednak nic zaskakującego: 90% moich wyskoków było spowodowanych pijaństwem.
Zmusiłem się do skupienia na wczorajszych wydarzeniach: Louis i ja poszliśmy na drinki. On płacił. Cholera, tak, on.
Wróciliśmy do mieszkania. Nalałem kolejnego drinka. Wtedy coś się wydarzyło.
Poczułem coś dziwnego w swoim brzuchu. Tak jakby coś w nim, kurwa,trzepotało. To było dziwne uczucie.
Wiedziałem, co to było. Już wcześniej mi się to przydarzyło. Dawno temu. Nie mogłem ponownie na to pozwolić. Szczególnie, jeśli chodziło o Louis’a. Zbyt dużo złych rzeczy działo się, kiedy uczucia przysłaniały moje poglądy. Nie. To nie mogło się powtórzyć.
- Zbierz się do kupy, kretynie. Myśl! – Wymamrotałem znów, pochylając się do przodu i chowając twarz w dłoniach.
Poczułem jak Louis ponownie się porusza, tym razem przekręcając się w moją stronę. Śledziłem wzrokiem jego rysy: rzęsy, wyglądające, jakby były pociągnięte maskarą, kości policzkowe, uwydatniające smukłość jego twarzy oraz jego jasne włosy, które wydawały się sterczeć w moja stronę z jakiegoś dziwnego powodu, który podświadomie znałem, ale odmawiałem sobie przyznać. Widziałem jego ramiona i szyję, które bardziej się odsłoniły, gdy okrywająca go pościel się zsunęła.
Mój wzrok utknął na jego szyi i zauważyłem ogromnej wielkości, ciemny ślad. Moje brwi powędrowały do góry, zastanawiając się, co to do cholery jest. Przyjrzałem się bliżej i zauważyłem, że był to siniak.

Ze śladami zębów, dookoła fioletowo-niebieskiej plamy.
Wtedy moje serce naprawdę spadło w dół.
Nie.
Nie.
Nie.
- O mój Boże. Kurwa! Cholera.
Flirtowałem z Louis’em.
Wspomnienia zaczęły powracać: sposób, w jaki na mnie patrzył zeszłej nocy, gdy byliśmy w kuchni oraz w jaki ja prawdopodobnie zerkałem w jego kierunku. Głupi ja, całujący jego ramię i wtedy… Wtedy…
Pocałowałem go. Pocałowałem go i pozwoliłem, aby on pocałował mnie. Jeśli dobrze pamiętam, Louis nie miał problemu z oddaniem tej pieszczoty.
Byliśmy do siebie niemalże przyklejeni, wchodząc po schodach, a następnie do jego pokoju. Pamiętam jak popchnąłem go na łóżko – usiadłem na nim. O mój Boże… Uwiodłem go.
- Cholera.
Potrzebowałem pieprzonego papierosa.
Wstałem i zacząłem krążyć po pokoju, szarpiąc swoje włosy oraz przecierając twarz rękoma.
- Co jest, kurwa?! – Krzyknąłem do siebie.
Poczułem nagle podmuch w dolnych częściach swojego ciała. Opuściłem powoli wzrok, przygotowując się na kolejny horror.
Byłem, kurwa, nagi.
Ja pierdolę.
Chuj. Kurwa. Pizda. Szmata.
Byłem nagi.
Czy, czy my…?
- Nie. – Powiedziałem do siebie. – Oczywiście, że nie. Zawsze śpię nago. To nic nowego. – To była prawda - niezależnie od tego, czy spałem sam, czy z którymś z chłopaków. Ubrania nigdy nie wchodziły w grę, jeśli chodziło o spanie.
Wracając do tematu, Louis obrócił się we śnie, pokazując swoje plecy, na których było więcej mniejszych siniaków.
Jęknąłem i podszedłem do łóżka, siadając na nim i chwytając kołdrę. Zamknąłem oczy, przygotowując się na najgorsze, a następnie uniosłem przykrycie, zaglądając pod spód, by spojrzeć na bieliznę Louisa.
Miał na sobie te same bokserki, które posiadał zeszłej nocy.
Westchnąłem z ulgą i oparłem głowę o zagłówek. Po chwili jednak drgnąłem, czując zalewający mnie żal.
Cholera, dlaczego się nie przespaliśmy? Ja jestem przystojnym facetem. Louis też nie jest zły. Więc w czym był problem? To przeze mnie? Czy przez niego?
Spojrzałem na śpiącego mężczyznę, a następnie przewróciłem oczami, myśląc o jego osobowości.
Nie, oczywiście, że to nie przeze mnie. Nigdy nie przepuściłbym dobrego pieprzenia. Niezależnie od tego, z kim bym to zrobił oraz jak bardzo byłbym zalany.
To musiało być jego wina. Dobry chłopak – pieprzony, dobry samarytanin. Prawiczek. Pewnie powstrzymał mnie, albo siebie, zanim jakiekolwiek ubrania opadły.
Tak, pewnie tak to się potoczyło.
Z zamyślenia wyrwał mnie głośny dzwonek dochodzący z mojej sypialni. Spojrzałem szybko na Louis’a, upewniając się, że ten wciąż śpi, zanim wszedłem do swojego pokoju. Podniosłem stos ubrań, które leżały na podłodze i odrzuciłem je na bok. Odebrałem szybko telefon, bez patrzenia na identyfikację nadawcy, tylko po to, by uciszyć irytujący dzwonek.

- Co? – Warknąłem automatycznie do telefonu, starając się mówić cicho pomimo, że mój pokój znajdował się kilka dobrych metrów od Louis’a.
- Zaczęła się apokalipsa? Harry Styles odbiera swój telefon? Świat naprawdęmusi zmierzać ku końcowi.
Przewróciłem oczami, słysząc znajomy głos na drugim końcu linii. – Czemu zawdzięczam tę przyjemność, wujku Simon’ie?
Usłyszałem jak Simon wzdycha i poczułem zalewającą mnie falę winy. Wiedziałem, że moje relacje z Simon’em dramatycznie zmieniły się w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy i ja również się zmieniłem. Z tą zmianą pojawiła się u mnie zdolność do zakopywania swoich emocji i zastępowania ich zimną maską, a także emocjonalnością godną łyżeczki.
Łatwiej było zapobiegać bólowi, z którym sobie nie radziłem.
Simon odchrząknął i kontynuował. – Piosenka.
W mojej głowie pojawiła się pustka. – Jaka piosenka?
- Piosenka, którą ty i Louis mieliście napisać. – Powiedział Simon. W jego głębokim głosie słychać było natarczywość.
Nagle załapałem. – Oh, jasne. To. – Myśl o piosence nie przyszła mi do głowy, odkąd otrzymaliśmy to zadanie. Głównie dlatego, że było ono proste i nie wymagało zbyt wiele myślenia.
Inna część mnie nie myślała o pisaniu utworu, ponieważ nie chciałem go napisać. Pisanie tekstów było dla mnie jak oddychanie, jednak zawsze miałem do tego partnera.
Więc jeśli pisanie jest jak oddychanie, a ja potrzebowałem partnera – którego nie miałem – jak mogłem cokolwiek stworzyć?
Odpowiedź? Nie mogłem.
Dlaczego zapomniałem o piosence?
- Tak. Jak idzie? – Zapytał Simon z nutą nadziei w głosie. Wiedziałem, że miał na myśli nie tylko piosenkę – pytał też o mieszkanie z Louis’em.
Potarłem kark, a następnie spojrzałem na Louisa przez otwarte drzwi. Moje serce natychmiast zaczęło szybciej bić.
Zmarszczyłem brwi, zmuszając się do zastąpienia łaskoczącego uczucia w swoim brzuchu czymś innym. Czymś, co mogłem bez problemu skierować w stronę Simon’a.
Irytacją.
Sobą? Rzadko. Simon’em? Zawsze.
- W porządku. To tylko piosenka. Mogę ją napisać przez sen! Nie masz się co spinać. – Powiedziałem przekonywująco.
- Więc dlaczego nie dotarły do mnie pierwsze szkice? Powinieneś ją napisać razem z Louis’em. – Przypomniał mi.
Przewróciłem oczami. Moje ego zaczynało mną kierować. Jasne, Louis był znany jako dobry tekściarz, ale nigdy nie widziałem na to żadnego dowodu. Simon wydawał się mieć moc do brania nieznanych ludzi i przekształcania ich w światowe pop gwiazdy.
W końcu to właśnie zrobił z One Direction.
- Mam lepsze i bardziej interesujące rzeczy, niż pisanie piosenki z Louis’em, którego doświadczenie jest równe zeru. – Gdy rzuciłem ten komentarz, znów zalało mnie poczucie winy i tym razem trudniej było mi je zignorować. Dlatego, że obrażałem Louis’a? Przez to, co się wydarzyło, albo nie wydarzyło, z nim zeszłej nocy?
Potrząsnąłem głową. Niezależnie do tego, skąd to się wzięło, musiałem się tegopozbyć. Musiałem zakopać to w sobie tak głęboko, żebym nie wiedział o jegoistnieniu. Rozejrzałem się gwałtownie dookoła i zauważyłem paczkę papierosów oraz zapalniczkę.
Sięgnąłem po rzeczy, a następnie pokierowałem się na dół po schodach. Wyszedłem na zewnątrz, wciąż kontynuując rozmowę z Simon’em. – Musisz wiedzieć, że Louis wygrał kilka różnych konkursów tekściarskich, a na przesłuchaniu pojawił się z piosenką, którą napisał!
Wyciągnąłem papierosa z paczki i zapaliłem go, zaciągając się nim głęboko i wypuszczając chmurę gęstego, ciemnego dymu. Uśmiechnąłem się do siebie, pozwalając, by dym wypełnił moje ciało, wydmuchując przez filtr wszystkie swoje emocje.
Czy to znowu była wina?
- Nie obchodzi mnie co zrobił. – Rzuciłem. – Niczego mi nie udowodnił, więc w moich oczach wciąż jest amatorem.
Simon jęknął. – Ciężko cię przekonać.
- To coś złego?
Simon zamilkł na chwilę. – To czyni cię irytującym.
Parsknąłem. – Czyż nie zawsze taki byłem?
Odpowiedź Simon’a przyszła szybciej niż się spodziewałem, bez zawahania. – Nie, nie byłeś.
Wiedziałem, że wpadłem. Mój sarkazm przeważnie zaginał chłopaków, ale wciąż nie byłem w stanie pobić Simon’a. Znał mnie zbyt dobrze. To nie tak, że chłopcy mnie nie znali tak jak on, ale Simon obserwował mnie, gdy stawałem się tym, kim jestem teraz. Reszta chłopców interesowała się tylko sobą. Simon zaś widział wszystko i wszystkich.
Wziąłem głęboki wdech i strzepałem papierosa. – No cóż, rzeczy się zmieniają.
- Jak ludzie? – Dokończył Simon sfrustrowanym tonem.
- Dokładnie. – Powiedziałem, uśmiechając się kącikiem ust, gdyż słowa te skojarzyły mi się z Zayn’em.
- Słuchaj. Niezależnie od tego, czy się zmieniłeś, czy nie, piosenka musi być napisana. Jedną rzecz wiem na pewno – nie przestałeś kochać pisać utworów.
Moje serce opadło – to była prawda, nie przestałem. To była część mnie. Pisanie piosenek stanowiło jeden z powodów, dla którego bycie w One Direction wciąż było rzeczą, która chociaż w minimalnym stopniu mnie uszczęśliwiała.
- Do czego zmierzasz? – Zapytałem zirytowany.
- Piosenka musi być napisana do końca miesiąca. Dzisiaj jest czternasty, dlatego musi być skończona w dwa tygodnie.
Wypuściłem z ust kolejny obłok dymu. – Z jakiej okazji? – Zapytałem.
- Waszego pierwszego występu z Louis’em. Napiszesz z nim piosenkę, a on ją wykona. To dla niego świetne wprowadzenie.
- Więc dlaczego on jej nie napisze?! Jeśli jest taki wspaniały, niech sam to zrobi! To jego utwór, więc dlaczego ja mam pomagać?
- Ponieważ, Harry, jesteś liderem tej grupy, niezależnie od tego, czy w to wierzysz, czy nie. Fani cię szanują i wiedzą, że napisałeś wiele piosenek na ostatni album. Będą tego po tobie oczekiwać. Posiadasz również ogromny talent. Z waszej współpracy może wyjść świetna piosenka.
Jęknąłem, pocierając skronie. Naprawdę nie miałem teraz ochoty sprzeczać się z Simon’em – mój papieros się wypalał, a w moim mieszkaniu był półnagi facet, który teraz pewnie zastanawiał się, gdzie, do cholery, się podziewałem. Zdając sobie sprawę, że wcale nie chciałem wracać do mieszkania, wiedziałem, że lepiej stawić czoło Louis’owi niż kontynuować sprzeczkę z Simon’em przez telefon.
- Dobra. Nieważne. Napiszę ją z nim pod koniec tygodnia, ale tylko tym razem, jasne?
Simon wahał się, jakby nie chciał zgodzić się na moje żądanie. Jednak wiedziałem, że, podobnie jak ja, wcale nie miał ochoty kontynuować tej rozmowy.
- Świetnie. Przefaksuj mi ją, gdy skończycie.
- Dobra.
Kiedy usłyszałem po drugiej stronie sygnał, również się rozłączyłem.
Wsadziłem swój telefon do kieszeni i zaciągnąłem się ostatni raz papierosem, po czym rzuciłem go na ziemię i przydreptałem. Obróciłem się na pięcie i wszedłem do mieszkania.
Nie chciałem myśleć o pisaniu tej cholernej piosenki z Louisem, który wciąż spał półnagi, pokryty na całym ciele malinkami, będącymi moim dziełem.
Otworzyłem drzwi tak cicho jak tylko potrafiłem i zamknąłem je w ten sam sposób, próbując nie obudzić Louisa. Wiedziałem, że konfrontacja była nieunikniona, gdyż mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu, ale chciałem opóźnić ten moment, jak tylko mogłem.
- Uh, hej.
Na dźwięk głosu Louis’a, odwróciłem w jego kierunku głowę, napotykając spojrzenie chłopaka. Pewnie myślał, że się w niego wpatrywałem. Szczerze mówiąc, nie takie były moje intencje, jednak nie potrafiłem się powstrzymać.
Odurzenie alkoholem do stopnia czarnej dziury w pamięci i widok Louisa, śpiącego w łóżku, nie dało się porównać wcześniej do niczego.
Louis był dosyć przystojny. To była obiektywna opinia.
Był trochę niższy ode mnie. Posiadał subtelny tors, któremu wciąż mogłem się przyglądać, bo nie miał na sobie koszulki. Jego ramiona do niego pasowały. Usta miał niepewnie zaciśnięte, jego wydatna szczęka prowokowała, by ją złapać, a sterczące po nocy włosy wcale nie były mniej kuszące.
Wstałem i odchrząknąłem. – Hej.
Nie odezwał się, tylko wpatrywał we mnie, pustą od emocji twarzą, co było dziwne, jak na niego. Cisza, wokół nas panująca, zaczęła mi przeszkadzać, dlatego zdecydowałem się ją przerwać.
- Jak ci się spało? – Zapytałem głupio, kompletnie bez sensu. Flirtowanie z tym chłopakiem też nie było dla mnie czymś normalnym.
Louis uśmiechnął się do mnie leniwie, a następnie skierował się do kuchni, przeszukując szafki, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. – W porządku, a tobie?
Skinąłem głową. – Sypiałem lepiej.
Louis uśmiechnął się pod nosem. – Jestem pewien.
Mruknąłem i usiadłem na krześle, obserwując uważnie każdy ruch Louisa. Wciąż widziałem malinki na jego szyi. Wziąłem głęboki wdech.
Równie dobrze mogłem mieć to już za sobą.
- Więc, em, przepraszam za, uh…
- Za co? – Zapytał Louis urażonym tonem. – Jeśli mówisz o zeszłej nocy, no cóż. - Przerwał – Ja nie żałuję.
Moje źrenice rozszerzyły się ze zdziwienia. – Ty nie żałujesz. – Stwierdziłem z pytającym tonem.
- Nie. Nie żałuję.
- Dlaczego? – Zapytałem, biorąc, ku mojemu zaskoczeniu, drżący wdech. Czy ja… Denerwowałem się odpowiedzią?
Mój Boże.
- Ponieważ… – Zaczął nonszalancko, nalewając sobie kubek wody. – Ja… Po prostu nie, nie wiem. Nie żałuję.
- Humph. – Mruknąłem głupio.
- A ty? – Zapytał wyczekująco Louis.
- Co?
- Żałujesz tego?
- Ja… - Naprawdę nie wiedziałem. Czy żałowałem, że miałem obok siebie osobę, której potrzebowałem? Nie. Czy żałowałem, że uczyniłem Louisa tą osobą – wykorzystując go dla swoich potrzeb i lęków?
Moje serce przyśpieszyło. Poczułem, jak oblała mnie fala winy. Tak, żałowałem tego.

W dodatku fakt, że był to Louis. Pomimo tego, jak bardzo go przeklinałem, prawdopodobnie go przerażałem i miałem ochotę wyrwać te jego idealne włosy – nie oznaczało, że na to naprawdę zasługiwał. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie powinienem robić mu piekła, gdy przyjechał. Nie potrafiłem nic na to poradzić. Wiedziałem, że go krzywdzę, mimo, że tego nie lubiłem. Świadomość, że go raniłem, była czymś okropnym.
Ludzie mieli o mnie takie wyobrażenie – dla nich byłem czarnym charakterem, złym chłopcem, czy też innym gównem. Tabloidy zawsze kreowały mnie na okropną osobę, która pije, przeklina i gnębi ludzi.
To była prawda. Zmieniłem się w potwora. Pomimo tego, że zachowywałem się jakbym nie miał serca, wiedziałem, że je posiadam. Ono zawsze tam było. Bicie w mojej piersi, gdy siedziałem w ciemnościach swojego pokoju, stale przypominało mi, że mam cholerne serce. Nienawidziłem go.
Dlatego, że przez ostatnie dziewięć miesięcy było okropnie roztrzaskane.
Wolałbym je wyrzucić, niż trzymać w sobie strzępki, których nikt nie mógł pozbierać.
Louis intensywnie się we mnie wpatrywał. Mógłbym mu łatwo o wszystkim powiedzieć oraz być z nim szczery. Zresztą o to mi chodziło, nie? To jednak było za proste. Proste, ale jednocześnie ciężko było mi być z nim szczerym, skoro ledwo ufałem sobie.
Musiałem powiedzieć Louisowi prawdę, chociaż wiedziałem, że ta szczerość go zrani.
- Tak.
Tak jak przewidziałem, jego twarz pobladła, a klatka piersiowa opadła, jakby ktoś go uderzył.
- Oh. – Wydyszał w końcu.
- Yeah. – Powiedziałem ostatecznie.
Otworzył usta, chcąc coś dodać, ale po chwili je zamknął. Wiedziałem, że myśli nad tym, co powiedzieć. Jego twarz była niczym ekran – przecinały ją wszystkie wypełniające go emocje.
Zamknął usta, po czym znowu je otworzył, w końcu znajdując słowa:
- Po prostu pomyślałem…
Przerwał, co mnie sfrustrowało. Jeśli chciał coś powiedzieć, Jezu Chryste, dlaczego nie mógł tego zrobić?! Czego ode mnie oczekiwał? Czego ode mnie chciał? Uniosłem głos, chociaż nie miałem tego w zamiarach. Nie potrafiłem jednak inaczej się wyrazić.
- Pomyślałeś, co? – Zapytałem szorstko. – Nic się nie zmieniło. Powygłupialiśmy się, owszem, ale to nie znaczy, że zostaniemy kumplami… Czy coś. – Dokończyłem szybko.
Widziałem w oczach Louisa ból. W tym samym momencie poczułem ukłucie w klatce piersiowej. Moje palce zacisnęły się w mojej kieszeni, natrafiając na paczkę papierosów. Louis westchnął głęboko i spojrzał z rezygnacją w dół.
Tak, naprawdę potrzebowałem papierosa. Musiałem to zakopać.
Zakopać uczucia. Zakopać winę… Czy jakkolwiek nazywało się to nowe uczucie, którego nie potrafiłem zidentyfikować.
- Nieważne. – Powiedział w końcu Louis, unosząc głowę i posyłając mi wąski uśmiech. – Idę, um, wziąć prysznic i wtedy…
Jęknąłem sfrustrowany. – Ugh, czekaj. – Szczerzę mówiąc, nie chciałem żeby wychodził. Niezależnie od tego, jak bardzo nie miałem ochoty na rozmowę z nim o tym, co się między nami wydarzyło, nie chciałem, żeby odszedł.
- Yeah? – Zapytał Louis.
Cholera. Poczułem w głowie pustkę. Co miałem teraz, do cholery, powiedzieć?Oh, Louis. Proszę, nie odchodź. Po prostu samolubnie chcę być w twojej obecności, żebym nie czuł się już więcej samotny. Chcę być znowu z kimś. Tęsknię za kimś u mojego boku.
Yeah, pieprzyć to.
- Simon dzwonił. – Powiedziałem. – Tak, dzwonił. Mówił, że musimy popracować nad piosenką. Kiedy jesteś wolny? – Zapytałem szybko.
Louis z rozbawieniem uniósł brew. – Mamy ten sam grafik, Harry. Robimy wszystko z chłopakami, pamiętasz?
Chryste.
- Ha. Jasne. Więc wieczorem?
Odchrząknął i skinął głową, posyłając mi kolejny słaby uśmiech. – Jasne.
Śledziłem go wzrokiem, gdy szedł w stronę schodów. Kiedy znalazł się poza zasięgiem mojego wzroku, przetarłem twarz dłońmi.
Co ja, do cholery, wyprawiałem?
 _______________________________________________________
Na wstępie chciałam przeprosić was za to, że tak długo nie dodawałam, ale byłam u cioci i nie miałam neta -.- Ale dzisiaj jako przeprosiny dodam dwa rozdziały! 9 dodam wieczorem bo muszę jeszcze skończyć ale obiecuję, że dzisiaj się pojawi! <3 Przeczytałeś----->skomentuj. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz